To mogłaby być filmowa historia…

 

… filmowa historia bez happy endu, bez dodatków i osładzaczy. Życiowa, trochę brutalna i skłaniająca do refleksji.

 

Sprawdzisz?

 

 

Dwóch bezdomnych rozmawia. Poświęcają sobie pełną uwagę. Najzwyczajniej w świecie szczerze ze sobą rozmawiają. Jeden ma dużą butelkę wody, plastikową, bez etykiety. Pewno od kogoś dostał albo skądś wygrzebał, w każdym razie ma się czego napić. Pije, podaje koledze, a ten się częstuje. Nie krzywią się, więc to nie wódka. Dalej rozmawiają. Nie mają smartfonów, w które by się gapili. Tak bardzo NIE MAJĄ, że poniekąd są naprawdę wolni. Nie wiszą nad nimi zobowiązania, nie muszą troszczyć się o swój materialny „dobytek”. Wolni… Nie sądzisz?

Nie ma sposobu kontroli kogoś, kto niczego nie posiada, bo cóż więcej można mu zabrać?

Kawałek wcześniej stoi młody chłopak z głową tak zwieszoną nad telefonem, że aż przypomina słynne „f”. Kawałek później stoi pan około pięćdziesiątki z małym pieskiem na smyczy, radośnie defekującym na trawnik. I tyle. To wszystko. Taka to oto filmowa historia, a raczej scena. Kilkusekundowa.

 

Nic takiego? Nieznaczące? To naprawdę mogłaby być BARDZO symboliczna i niezła scena.

 

Tak jakoś mam, że często obserwuję świat z perspektywy “reżysera” lub też “scenarzysty”. Miłość do kina jest wieczna.

 

Co my tu mamy?

 

Młody z telefonem – symbol upadku i dezintegracji współczesnych relacji oraz narastającej samotności. Taka smaczna degrengolada i problemy z kręgosłupem na starość. Pieśń przyszłości!

 

Bezdomni – symbol przeszłości, starych czasów. Wykluczeni, niemodni, nie wpisują się w nowoczesny kolorowy obrazek. Zachowują się jak ludzie przeszłości – potrafią poświęcić pełną uwagę, zaopiekować się kimś nawet, gdy sami niewiele mają. W obecnym standardzie występuje raczej znieczulica. Panowie są całkowicie poza nawiasem, “niewidoczni” niczym pariasi, bo są bezdomni, a może… dlatego, że nie przystają? Są poza wszech-kontrolującą technologią. Szczęście czy przekleństwo? Trudno jednoznacznie ocenić.

 

Pan z pieskiem – smycz cywilizacji. Kredyty, wielkoekranowe telewizory, świetne samochody, etaty (z domieszką gówna w tle, jak na załączonym obrazku). To jest cywilizowane, to jest dobre. Co by się stało, gdyby odebrać te wszystkie obiekty, te elementy definiujące? Co gdyby zniknęły fajne gadżety, wygodny dom, modne pieski, najnowszy model samochodu? Pojawiłaby się… Pustka? Rozpacz? Dezorientacja? Poczucie bezsensu? Przerażenie? Pewno niejedno z tych uczuć. Cóż. Jeśli ktoś definiuje się poprzez obiekty, gdyby je wszystkie stracił, mógłby stracić też tożsamość. Bolesne i przerażające. Prawda?

 

Sama jeszcze nie mam dość odwagi, żeby się w pełni odciąć. Występuję na elektronicznej smyczy, występuję w społeczeństwie, standardowo, niby zwyczajnie. Mam parę przedmiotów tu i tam. Przydają się. Jest wygodnie, nie ma co narzekać. Smycz też jest, bo bez niej to jakoś dziko i nieswojo. Ale obserwuję, myślę, działam. Zmieniam i udziwniam.

 

Czy przekraczam swoje granice i mówię “papa” najlepszemu przyjacielowi Komfortowi? Czy powinnam je przekraczać?  Czy to w ogóle ważne?

 

 

Dużo pytań, a ile odpowiedzi?

 

Lubię je przekraczać. Zdarza mi się ryzykować – z różnym wynikiem. W ten sposób się uczę. I szukam. Lubię też dobrze się wyspać i kiedy jest mi wygodnie…

 

 

Jak właściwie jest lepiej?

 

 

Wygodnie i zwyczajnie, bez ekstremy i bezpiecznie?

 

 

A może w pełni ryzyka? Rzuć wszystkim i ucieknij na bezludną wyspę.

 

 

 

Jeśli kiedyś do tego dojrzeję, to Wam powiem, która opcja lepiej się sprawdza (przynajmniej dla mnie). A nie, zaraz, zaraz. Nie powiem, bo przecież się odetnę. Może napiszę list i wetknę go w butelkę?

 

 

PSSst. Listy są fajne. Może jakiś napiszę i wyślę do… no właśnie, do kogo?

Czarownidziejka z Krainy Wiecznej Inspiracji

 

Nowicjusz

Pani Czarownidziejko, róbmy to twórczo, często i gęsto. Przecież nie liczy się nic poza tym, co po nas zostaje!

Czarownidziejka

Tak, racja. Też tak uważam. A masz dobre źródło?

Nowicjusz

Źródło?

Czarownidziejka

Z którego będziesz twórczo czerpać?

Nowicjusz

Oczywiście! Ciebie!

Czarownidziejka

Mnie?

Nowicjusz

Tak! Inspirujesz mnie bardzo, bo nieustannie wyczarowujesz coś z niczego!

Czarownidziejka

Ach tak?

Nowicjusz

Też bym tak chciał.

Czarownidziejka

Żeby to osiągnąć, musisz czerpać z siebie, nie ze mnie. Twoje pomysły muszą wychodzić ze środka, z wnętrza.

Nowicjusz

Kiedy ja tam nic nie mam.

 

Czarownidziejka wybucha serdecznym śmiechem

 

Czarownidziejka

To jedynie oznacza, że musisz tam to i owo włożyć. Musisz szukać chwil, miejsc, rzeczy i ludzi, dzięki którym do głowy będą Ci wpadać pomysły.

Nowicjusz

No! Więc jesteś jednym z nich!

Czarownidziejka

I co takiego wymyśliłeś?

Nowicjusz

Że bardzo cię lubię i wiem, że inni też ulegną twojemu czarowi.

 

Rozlega się kolejna salwa serdecznego śmiechu

 

Czarownidziejka

I w jaki sposób stworzysz coś dzięki tej emocji?

Nowicjusz

Wyjdę do ludzi i zrobię coś dobrego.

Czarownidziejka

No i tu mamy początek!

Życioskładanka

Życioskładanka to takie unikalne puzzelki. To wszelkie elementy tworzące konfigurację mniej lub bardziej skuteczną. Zależnie od jednostki do wygrania gry potrzebne są różne puzzle. Czasami nie da się wygrać i ponosi się porażkę, ale ważne, żeby choć kilka elementów udało się dopasować. W przeciwnym razie życie przeradza się w mozolną grę przynoszącą jedynie frustrację. Prawda?

 

Mamy więc różne scenariusze.

 

Czego potrzeba do wygrania gry w każdym z nich?

 

 

Życioskładanka w pigułce

 

Życioskładanka jest obecnie dogłębnie analizowana przez Specjalistów ds. Upiornej Rozrywki Labiryntu Cudowności. Na podstawie obserwacji 3 141 592 653 mieszkańców Ziemi, Specjaliści doszli do pewnych niepodważalnych wniosków i scharakteryzowali kilka życioskładankowych scenariuszy. O dziwo jeden z nich cieszy się największą popularnością. Dlaczego? Tego nie wiemy. Zarówno moi Specjaliści, jak i ja sama jesteśmy po prostu bez-nadziej-nie bezradni w próbach rozwikłania tej tajemnicy. Czyżby większość ludzi dało się wrzucić do jednego wora? A może w rzeczywistości mamy aż ponad 7 miliardów rozwiązań? Nieee, to niemożliwe. Sądzę, że większość ludzi bazuje na jednym. Zgadniesz którym?

 

Specjaliści ds. Upiornej Rozrywki Labiryntu Cudowności postanowili podzielić się paroma wyselekcjonowanymi scenariuszami gry. Dalsza analiza ludności powinna przynieść nowe, ekscytujące rozwiązania. W końcu zanalizowano mniej niż połowę populacji!

 

Jesteś gotowy?

 

Spójrz na te nazwy i nie miej tego za złe moim Specjalistom!

 

I Nudny Standard

  1. Rodzina
  2. Dobra praca
  3. Względny dobrobyt (dom + zwierzątko domowe obowiązkowe)
  4. Zdrowie
  5. Rodzinne wakacje raz (lub więcej) w roku
  6. Udany rozwój dzieci
  7. Wnuki

Cel: stabilizacja i bezpieczeństwo

 

II Ekstremalna Rozgrywka

  1. Mocne wrażenia
  2. Bogactwo (i przepych)
  3. Dobra zabawa
  4. Nutka niebezpieczeństwa zwana ryzykiem
  5. Brak odpowiedzialności
  6. Atrakcyjne towarzystwo (bo jak szaleć to tylko z takim)
  7. Kontrola nad sytuacją

Cel: przygody, wolność i brak zobowiązań

 

III Wiele Dobra

  1. Pomoc innym
  2. Dobre i miłe towarzystwo o podobnym podejściu do życia
  3. Pomocny zawód (lekarz, policjant, pielęgniarka, strażak, ratownik i tak dalej…)
  4. Ktoś, kim można się opiekować (wysokie prawdopodobieństwo założenia rodziny)
  5. Fundusze, którymi można się dzielić
  6. Wspieranie rozwoju innych (praca jako nauczyciel, trener i tak dalej)
  7. Pragnienie zgłębiania pomocnej innym specjalizacji (fizjoterapia, weterynaria, medycyna – chińska i nie tylko)

Cel: uczynienie Ziemi lepszym miejscem

 

IV Artystyczny Szał

  1. Niepohamowane tworzenie (moda, aktorstwo, muzyka, pisarstwo, sztuki wizualne)
  2. Uznanie w oczach odbiorców + przyjemne grono fanów (artystyczne ego musi być głaskane)
  3. Czysty zysk ze sztuki
  4. Brak ograniczeń
  5. Inspirujące towarzystwo
  6. Opcjonalnie: podróże jako źródło inspiracji
  7. Eksplorowanie nowych możliwości twórczych

Cel: spełnienie poprzez tworzenie nowej rzeczywistości, sławę i wpływy

 

V Cały Świat w Objęciach

  1. Podróże ponad wszystko
  2. Dobre towarzystwo (do eksploracji nowych miejsc)
  3. Niezależność finansowa (pozwalająca na liczne wyprawy)
  4. Zwiedzenie wszystkich kontynentów
  5. Międzynarodowi przyjaciele
  6. Poznawanie zaginionych lądów
  7. Dobra baza wypadowa (czyli miejsce, gdzie można wracać – nie dotyczy wszystkich!)

Cel: obywatel świata

 

Warto zauważyć, że elementy poszczególnych scenariuszy mogą się mieszać do woli. Strach przyznać, ale prawdopodobnie dopiero taki mix ma coś wspólnego z rzeczywistymi życioskładankami. Przecież nic w praktyce nie działa podręcznikowo. Wszelkie odstępstwa od normy to… norma.

 

Specjaliści ds. Upiornej Rozrywki Labiryntu Cudowności zanalizowali jedynie pięć scenariuszy gry, ale to pewne, że jest ich duuużo więcej. Dalsze badania trwają. Jeśli masz w zanadrzu jakiś “scenariusz”, zainspiruj mnie! Na pewno dam znać tym moim specjalistom!

 

 

A Ty jak sądzisz? Które składowe są na Twojej liście? Jaki chcesz stworzyć scenariusz?

Myślisz, że idziesz dobrą drogą, czy może należałoby przerzucić któryś punkt z innej rozgrywki?

 

 

WRÓĆ

 

Do Początku proszę!

Wirtualna rzeczywistość

Ostatnio suchość i pustka w Labiryncie. Jak w życiu, tak w Labiryncie? Jak w Labiryncie, tak w życiu? Mam niejasne wrażenie (graniczące z pewnością), że obie kategorie się łączą. Czy na Was wiosna (a może lato?) też działa demotywująco, to znaczy – czy rozleniwia i odciąga od planów? Jeśli odciąga czy to oznacza, że te plany są nieważne? Mnie dopadła jakaś słabość, czas przerwać ten krąg czy też zstąpić z równi pochyłej, a raczej wspiąć się wyżej. Ostatnimi czasy miało być aktywnie i ambitnie, a tu nic z tego. Chyba zimą lepiej mi to wychodzi. Zabrakło wody do podlewania labiryntowych roślin, ale przecież (względnie) stare pomysły nie rdzewieją (poza tym rodzą się nowe).

 

Dziś drobna zapowiedź kolejnej…

 

 

Rudzik

Dostałam ostatnio fajną różyczkę, od razu się rozpromieniłam!

S…

Tak?

Rudzik

No tak!

S…

Chyba była jakaś słaba, skoro nigdzie jej nie widzę? Tak szybko zwiędła?

 

W pokoju stoi bukiet kwiatów w wazonie – nie ma wśród nich żadnej róży.

 

Rudzik

Niee, nie o to chodzi. Tu ją dostałam!

 

Dziewczyna podsuwa drugiej pod nos smartfona – w jednej z długaśnych konwersacji widać ikonkę, emotkę, przedstawiającą różę.

 

S…

Och… naprawdę?

 

Reakcja koleżanki sprawa, że uśmiech znika z twarzy rozanielonego rudzielca.

 

Rudzik

C-co?

S…

Myślałam, że dostałaś różę od kogoś fajnego. Tutaj. Wiesz, w realu…

Rudzik

Nie. On mieszka daleko.

 

Na tę myśl rude dziewczę jeszcze bardziej się zasępia.

 

S…

Weź, kobieto. To straszne. Dlaczego ludzie żyją w ten sposób? Nie lepiej spotkać się z kimś i dać mu ten głupi kwiatek?

Rudzik

No ale czasem się nie da…

Sceptyczka

Da się, nie da się. Serio, ten świat zmierza ku bezdennemu dnu.

Rudzik

Och, co się tak czepiasz, mamy XXI wiek.

Sceptyczka

To prawda, doceniam postęp techniczny i tak dalej, ale zapomnieliśmy gdzieś po drodze o byciu ludźmi. Naprawdę pasuje ci wirtualne funkcjonowanie z innymi? Z facetami? Z przyjaciółmi?

Rudzik

Nie jest takie złe.

Sceptyczka

Ech… ja tego nie lubię. To wygodne, że można do kogoś napisać na mesendżerze czy innym łocapie, ale nie wierzę, że to jest w stanie komukolwiek zastąpić spotkania na żywo i realne doświadczenia. Wiem, że z czasem będzie tylko wirtualniej, ale może warto by było zachować trochę człowieczeństwa w swojej człowiekowatości?

Rudzik

Masz trochę racji, ale po co się tak tego czepiać? Szkoda nerwów… Trzeba iść z duchem czasu. Przecież nic się nie stanie, jak raz na jakiś czas dostanę „wirtualny prezent”, jeśli później dostanę go w realu.

Sceptyczka

O ile go dostaniesz…

Rudzik

A weź. Mogłam ci nic nie mówić. Zawsze wszystko sprowadzasz do parteru.

Sceptyczka

Trudno, tak już mam. Patrzę na życie możliwie racjonalnie. Radziłabym uważać, bo to spotkanie w realu może cię rozczarować. Jeszcze nigdy go nie spotkałaś, prawda?

Rudzik

No nie.

Sceptyczka

Czyli nie wiadomo, czego się spodziewać. To może być jakiś sześćdziesięcioletni “uprzejmy” pan.

Rudzik

Przecież widziałam jego zdjęcia. Wysyłał mi. Super wygląda. Pokazywałam ci?

Sceptyczka

Chyba nie. Pamiętaj, że tożsamości w sieci to nigdy nie można być pewnym. Ta cała wirtualna rzeczywistość to zaraza…

 

… bajki

 

Gdy wirtualna rzeczywistość zaczyna dominować

 

Ile zostało reala w realu? Całkiem sporo? Mniej niż więcej? Niewiele? Ja widzę, że coraz mniej. Trochę mnie to smuci, ale nie powiem, że jestem “poza” tym, a tym bardziej ponad tym. Siedzę w tym jak wszyscy. Pływam, a nawet taplam się w wirtualnym bagienku. Mam smartfona, korzystam z różnych aplikacji, utrzymuję relacje w ten sposób, robię zakupy w Internecie. Nie widzę w tym nic dziwnego. Nie jest to jednoznacznie złe, ani jednoznacznie dobre. Nowe technologie na pewno są wygodne i pozwalają oszczędzić czas. Po co mam biec do sklepu i stać w kolejce, jeśli znam swój rozmiar i zakupy mogą przyjść do mnie? Jak coś się nie spodoba, odeślę i też będzie dobrze. Dawno się z kimś nie widziałam i chcę odnowić kontakt? Messenger to właściwe narzędzie. Szukam noclegu? Jest Airbnb (ten pomysł bardzo mi się podoba, ale więcej w jednym z kolejnych razów) i inne portale. Rezerwacje przez telefon to relikt przeszłości… Jestem głodna, więc zamawiam jedzenie przez Pyszne.pl albo inne Uber Eats. Szukam nowej kawiarni, najlepszego coctail baru w mieście, miejsca gdzie można inspirująco spędzić czas? Jedna z wielu porównywarek na pewno coś mi doradzi. Spojrzę na opinie innych klientów i miejsce testowe wybrane! Potem tylko trzeba przekonać się na własnej skórze. Nie wiem jak trafić z punktu A do punktu B? Przecież mam mapę! No i nikt mi nie powie, że to nie jest wygodne! Z pomocą udogodnień nowoczesności łatwo wszystko zaplanować od początku do końca. Nie ma miejsca na porażkę. Ani nawet na spontan… Gorzej jeśli pojawia się porażka, a plan pada. Trzeba zrobić nowy. Na szczęście wujek Google na pewno doradzi JAK!

 

Relacje międzyludzkie i wirtualna rzeczywistość

 

Relacje międzyludzkie? Podobno nie działają, jeśli interakcje z wirtuala nie przenoszą się na real. Nie można niczego ugruntować ani rozwinąć, utrzymując znajomości tylko przy użyciu smartfona i różnych aplikacji. Jesteśmy otoczeni ludźmi, a równocześnie bardzo samotni (?). Brzmi sztampowo? Może i tak, ale słyszałam, że tak jest. Nie wiem, czy to świat się zmienił i zaczął pędzić tak, że nie mamy czasu na realne znajomości, czy może zawsze tak było, że czas znajdował się tylko dla 2-3 osób? Ciężko mi to ocenić, chyba jestem za młoda. Futuryści z Labiryntu Cudowności przewidują się, że ten stan się zaostrzy. Nie proponują jednak żadnych rozwiązań. W końcu postęp to najwyższa wartość. Na to “podobno nie ma lekarstwa”, z czym nie zgadza się grupa Archaistów Labiryntu Cudowności. Druga grupa wierzy, że sytuacja może przystopować. Archaiści twierdzą, że możemy nawet trochę cofnąć się w czasie i zmienić obecny model funkcjonowania, mają jednak świadomość, że dotknie to raczej jednostek niż całych społeczności. Zawsze to mały krok w przód (albo w tył). Między tymi dwoma przeciwstawnymi zbiorowościami trwa nieustająca batalia i tylko czas może ją rozwikłać! Poza tym… po co nam relacje międzyludzkie, jak kilkaset lajków pod zdjęciem/postem wystarczająco łechce ego?

 

Złoty Środek poszukiwany

 

XXI wiek – technologia. Same udogodnienia, tyle zaoszczędzonego czasu! Ciekawe dlaczego? Może dlatego, że coraz mniej go mamy? Może on po prostu zmienia bieg? Może przyspiesza? To byłoby coś! Tutaj jednak fizyka musiałaby się wykazać, bo nie mam wystarczających kwalifikacji. Chyba spytam któregoś ze specjalistów Labiryntu!

Żyjemy w tym nowoczesnym “wszystkim”, równocześnie marząc o tym, żeby się wyrwać. Futuryści twierdzą, że przeciwstawienie się nowoczesności jest niemożliwe. Trzeba by uciec na bezludną wyspę i liczyć na to, że nie dotrze do nas żaden przejaw cywilizacji, co też nie wydaje się dobrym pomysłem. Gdzie jest więc Złoty Środek? Czy ktoś ma pomysł? Jak się nie zgubić w tym technologicznym wyścigu po zmiany?

 

Ja nieustannie szukam. Jak coś odkryję, dam znać!

 

 

No chyba że mnie wyprzedzisz?

 

 

PSSst. Nikt mi tu za nic nie zapłacił. Przytoczyłam nazwy marek, które rozum przyniósł pod palce. Nad tym nie można zapanować!

Trzy słowa na S

…o Szczęściu, Słabości i Słodkości

 

Jak obstawiasz? To Góra Szczęścia, Słodkości czy Słabości?

 

Ponad nami Góra Szczęścia czy Słabości, a może po prostu Słodkości? Prawdopodobnie każde z osobna i wszystkie na raz

 

Sobota chyli się ku końcowi i czas najwyższy rozstrzygnąć ten trzysłowny spór, który pojawił się bez najmniejszego ostrzeżenia parę dni temu, kiedy przypadkowo (!) zamówiłam Czarny Las z wiśniami (a może Czarną Górę?)…

 

SŁODKOŚĆ

 

Czy odrobina Słodkości może zapewnić Szczęście? Chwilowe na pewno, ale co jeśli Słodkości robi się zbyt wiele? Już tak nie cieszy? Zaczyna się nudzić? Brzydnie? Z jednej strony powiem, że tak, a z drugiej, że nie. Są tacy ludzie, którym Słodkości nigdy za wiele i obawiam się, że należę do tej grupy. Zaobserwujcie mnie tylko w otoczeniu słodkich cudów, to zrozumiecie… Ale czy to może dać Szczęście? Wątpię. Wiem jedynie, że może zafundować chwilowe kulinarne zadowolenie, ale problemów na pewno nie rozwiąże. Gwarantuję. Może co najwyżej dołożyć nowych!

Specjaliści z Instytutu Holili Labiryntu Cudowności wyraźnie twierdzą, że nadmiar Słodkości może być zgubny i prowadzić do choroby oraz ogólnego osłabienia ustroju. Może nawet wpuścić do organizmu węża, co objawia się mocnym powiększeniem obwodu w rejonie brzusznym. W dalszych stadiach węże pojawiają się w innych miejscach, drastycznie zmieniając gabaryty delikwenta dotkniętego wężową przypadłością. Niełatwo się z niej wyleczyć. Zazwyczaj konieczne jest stosowanie specjalnych działań fizycznych wyganiających węże. Całkowite pozbycie się Słodkości, którą węże uwielbiają i zaimplementowanie specjalnego sposobu odżywiania odstraszy węże, ale pamiętajcie, że będą bardzo oporne! Lepiej w ogóle ich nie wpuszczać! Tak, wiem, że powinno być Słodycz, a nie Słodkość, ale w Labiryncie to JA dyktuję zasady.

 

SŁABOŚĆ

 

Czy Słodkość to najzwyklejsza Słabość? Tak. Nie. Nie wiem. Tak naprawdę to wiem, że tak. Umiłowanie Słodkości to objaw Słabości na wielu płaszczyznach, także tych głęboko osadzonych. Tak przynajmniej twierdzą Specjaliści z Instytutu Holili Labiryntu Cudowności. Nie będę się nawet z nimi kłócić. Pewno za karę zapisaliby mi jakąś specjalną kurację, więc milknę. Wniosek jest prosty – jeśli nadmiernie lubisz Słodkości oznacza to po prostu, że coś jest z Tobą nie tak (tak jak ze mną). Czego Ci brakuje, że się (nadmiernie) dosładzasz? Energii? Radości? Wolności? Składników odżywczych? Słodkości ze strony ludzkości? A może bliskości? Zdefiniuj problem, znajdź źródło i zwalcz! No chyba że ten rodzaj Słabości jest dla Twojej przyjemności (a na pewno jest) i wcale nie chcesz tego zmieniać. Poza tym… może niektórych Słabości najzwyczajniej nie da (chce) się zwalczyć?

 

SZCZĘŚCIE

 

Czy Szczęście ma coś wspólnego ze Słabością i Słodkością? Jestem przekonana, że tak. Szczęście można osiągnąć różnymi sposobami. Dostarczenie odpowiedniej dawki Słodkości na pewno jest jedną ze skutecznych (?), lecz krótkotrwałych metod. Jakby się zastanowić… Skoro ma działanie krótkotrwałe, to w rzeczywistości jest nieskuteczna, sorry. Słodkością więc szczęścia nie osiągniesz. Zastanówmy się więc, jakie metody na Szczęście się sprawdzą? Żaden mędrzec chyba jeszcze do tego nie dotarł. Wydaje się, że to kwestia jednostkowa. Każdego cieszy co innego, prawda? Nie ma uniwersalnego przepisu. Czy są takie elementy Życioskładanki, które muszą być ułożone, żeby pojawiło się Szczęście? W tej sprawie Specjaliści Holili Labiryntu Cudowności milczą z zawstydzeniem. Tego to chyba nigdy nie badali, a może wyniki jakieś niewspółmierne? Sądzę, że mam tu do powiedzenia więcej niż oni! Co jest pewne:

  1. Towarzystwo jest najważniejsze. Śmiem stwierdzić, że ludzie, których mamy obok najmocniej wpływają na nasz poziom szczęścia – w końcu stadne z nas stwory, co nie? Człowiek jest jakiś taki niedoszczęściony, kiedy nie ma się z kim dzielić (różnościami)
  2. Pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich trzeba się skupiać na przetrywaniu (tak, przetrywaniu) i zamartwianiu, więc nie można się zająć szczęściem. W skrócie – pieniądze są potrzebne. Im więcej, tym lepiej – nie żałujmy sobie
  3. Zdrowie? Kto by się tym przejmował? Na pewno nie młode pokolenie, choć od jakiegoś czasu eko-fit trendy trochę zmieniają sytuację. Sama zwracam dużą uwagę na zdrowie i formę fizyczną (czekoladą, Słodkością i winem niszczę się tylko czasami…). Kiedy boli i strzyka tu i tam, ciężko się skupić na odczuwaniu zadowolenia, dlatego bez zdrowia ani rusz
  4. Praca może zwiększać poziom szczęścia lub wyraźnie je od nas oddalać. Kiedy robimy to, co kochamy i jeszcze nam za to płacą, jest idealnie. Ja tam jeszcze nie dotarłam, ale kim bym się okazała, gdyby mi się nie udało? Wspinam się więc na gigantyczną górę, spadając co jakiś czas (bo grawitacja czy coś…). Trzy kroki w przód, dwa w tył
  5. Pasja – musi być i już. Brak pasji, interesującego hobby czyni życie dennym, a tak przynajmniej mi się wydaje, ale nie wiem (bo mam pasję i to niejedną)

 

SZCZĘŚCIE & SŁABOŚĆ

 

Co Szczęście robi w jednym worze ze Słabością? Czy jest między nimi jakieś powiązanie? Kiedy jesteśmy szczęśliwi, stajemy się słabsi, bo tracimy czujność? A może stajemy się silniejsi, bo ciężej zburzyć nasz spokój? Przyznam, że nie wiem, która opcja jest tą właściwą. Całkiem możliwe, że żadna albo obie na raz.

Nie mogę opędzić się od myśli, że Szczęście i Słabość idą w parze, kiedy mają coś wspólnego z ważnymi dla nas osobami. Ukochana osoba? Rodzice? Najlepszy przyjaciel? Dziecko? Każdy, kto przeczytał choć jedną książkę lub obejrzał jeden film, wie, jak to wygląda. Bohater staje na głowie i dałby się zabić, żeby tylko uratować lub odzyskać tę ważną osobę. Wystarczy ją po prostu podebrać, żeby zmanipulować naszego drogiego bohatera, zmusić go do czegoś, by osiągnąć swoje cele. Ile z tej idealistycznej fikcji występuje w rzeczywistości? Nie wiem jak to wygląda u Was, ale w moim wymiarze jest jak w książkach i filmach. To trochę utrudnia życie, ale też dodaje wrażeń, więc nie narzekam. Trzeba tylko dobrze rozpoznawać, kiedy warto, a kiedy ani trochę. Z tym też sobie radzę, ale dość o mnie. Idę stąd!

 

Trzy słowa na S

 

Jak rozstrzygnąć trzysłowny spór podsumowujący zdjęcie “zaśnieżonej” góry?

 

Słodkość

 

Szczęście

Słabość

 

W umiłowaniu Słodkości jest zarówno trochę Szczęścia jak i Słabości. Szczęście jest bardzo skomplikowane, a jego składowe mogą nas osłabiać i/lub zmuszać do heroicznych czynów. Słodkość to Słabość, która może przyzywać węże. Na co dzień z nią walczę, ale czasem po prostu nie da się oprzeć. Poza tym nie przesadzajmy, w końcu możemy zniknąć z tej planety w każdej chwili. Jak u Ciebie wygląda kwestia Słabości, Słodkości i Szczęścia?

 

Życzę Wam dużo Słodkości albo Szczęścia, ale na pewno nie Słabości!

 

 

 

PSsst. Ze słodyczy najlepszy boczek?

PSsst 2. To słońce to wszystko czyni piękniejszym, prawda? Ten soczek śliwkowy był naprawdę dobry, a to co na talerzyku to już w ogóle!

Martwi za życia?

Człowiek wychodzi z domu i nie przestaje się dziwić. Otoczenie potrafi obezwładniać, osłabiać lub inspirować, o ile potrafisz obserwować. Mam taką zdolność, że nawet w największym crapie (tak, będę używać tego słowa) znajdę coś wartego uwagi. Czasem taki crap porusza na tyle, że rodzą się pomysły.

 

I tym razem coś się urodziło.

 

 

Podsłuchane w miejscu, gdzie podają te pyszności ze zdjęcia

 

Troje młodych ludzi, dwie dziewczyny i jeden chłopak siedzą przy stoliku, sącząc pełne pianki latte.

 

Brunetka

Jestem strasznie zmęczona.

Blondyna

Czym?

Brunetka

Sesja stulecia, praca 6 godzin dziennie. Myślałam, że odpocznę coś w te ferie, ale się nie udało.

Blondyna

Ty jeszcze nie widziałaś sesji! Ale wiesz, tak wygląda życie. Ja pracuję prawie cały czas. Znajomi się dziwią, że daję radę tyle pracować i jeszcze spotykać się z chłopakiem raz w tygodniu, wow.

Brunetka

No ja mam dość! Prawie cały czas pracuję. Nie mogę sobie odpocząć, a pieniądze się nie zgadzają, więc zmieniam pracę i znowu nie będę mieć urlopu.

Blondyna

Straszna bieda. To już w ogóle nie odpoczniesz. Nic mi się kurwa nie chce.

Facetbez…

Masz dziś wolne.

Blondyna

No, chociaż tyle… A wiesz, że ta Marta z pracy ostatnio wywinęła niezły numer?

Brunetka

Która Marta?

Blondyna

No, ta taka ruda, głupia. Nie kojarzysz? Zawsze traktowała nas z góry.

Brunetka

Ta taka z wielkim tyłkiem?

Blondyna

Ta właśnie! Ona się spotyka z naszym szefem! To znaczy z twoim byłym, ale…

Brunetka

No chyba żartujesz! Wiedziała jak się ustawić.

Blondyna

A ten Tomek, ten taki chudy i wysoki w wielkich okularach. Zwolnił się.

Brunetka

Co się stało?

Blondyna

Dostał lepszą pracę. Wiesz, on zawsze był taki uprzejmy… a ja to ostatnio usłyszałam w pracy, że jestem pretensjonalna i roszczeniowa.

Facetbez…

To chyba komplement.

Blondyna

Tak?

Facetbez…

No bo jak ktoś jest pretensjonalny, to takie z niego trochę indywiduum.

 

Obserwator Optymista parska ze śmiechu w myślach.

 

Blondyna

Ano, może… Dzięki. Tak sobie myślę, że muszę mniej pracować. Jak będę stara, to będę zapierdalać, bo wtedy to już nic nie będzie ważne.

Facetbez…

Póki jest się młodym, trzeba dać czadu, ale z głową, z głową.

Brunetka

No właśnie! A tu ani wypłaty, ani urlopu, a budżet się kończy.

Blondyna

Takie życie, szare życie w tej Polsce.

Facetbez…

Już tak nie marudźcie. Chciałbym pracować 6 albo 8 godzin. Ja zaczynam za 14 minut, a kończę za 14 godzin…

Brunetka

O cholera! To gdzie ty pracujesz?

Facetbez…

Gastro. Teraz to i tak jest dobrze. Kiedyś pracowałem po 16 godzin, na szczęście już tak nie jest.

Blondyna

Zachciało się pracy w gastronomii.

Facetbez…

Ten Bartek, co zawsze chciał być kelnerem, ostatnio zaczyna zmieniać zdanie na temat tej pracy.

O ósmej jest już w pracy, żeby przygotować knajpę, a siedzi czasem do północy, bo po gościach trzeba posprzątać.

Blondyna

To mu się zachciało pracy jako kelner. Ma teraz!

Brunetka

Ale jestem głodna.

Facetbez…

To weź sobie coś kup.

Blondyna

Też jestem głodna.

Facetbez…

Czemu sobie czegoś nie kupicie?

Brunetka

Chodź na szluga, Agata.

Facetbez…

To ja będę już leciał do pracy. Cześć dziewczyny!

 

Towarzystwo się rozchodzi, a tak naprawdę Obserwator Optymista odchodzi. Dość już sułyszał.

 

Dokąd zmierzamy?

 

Skoro młode studiujące pokolenie, przyszłość naszego gatunku tak się prezentuje, nie możemy się chyba spodziewać wielkich zmian…

Co jest nie tak z ludźmi? Czemu za swoje “nieszczęście” obwiniają wszystkich naokoło? Czemu nie potrafią się skupić na pozytywach i dobrych momentach? Jak Ci praca nie pasuje, zacznij szukać nowej. Jak mało płacą, może spróbuj zdobyć nowe kwalifikację na jakimś kursie (najlepiej darmowym)? Jak studia Cię męczą, to po co na nie chodzisz? Owszem, papierek może pomóc, ale zastanów się dobrze, co jest dla Ciebie ważne i gdzie chcesz być. A może nie wiesz, jak większość?

 

Młodość to energia i zapał

 

Nie wiem czy to po prostu Polska, czy może wszyscy tak mają, że są martwi już za życia. Skoro jesteśmy tu tylko na chwilkę, może warto by było skorzystać z tego jak najwięcej i spróbować każdą, nawet najgorszą sytuację przerobić na coś pozytywnego? Jeśli nie da się pozytywnie, to może warto zacząć używać mózgu, żeby tych negatywów było mniej. Zazwyczaj sami pakujemy się w crap. Nikt nas tam nie pcha na siłę. No chyba, że nie mamy najmniejszej kontroli nad swoim życiem i otoczenie o wszystkim decyduje za nas. W to akurat nie uwierzę…

 

Czy ludzkość ma jeszcze szansę, czy najzwyczajniej w świecie upadniemy jeszcze bardziej? Jak myślisz?

 

 

PSsst. Pan z obsługi był tak miły, że przyjdę tam ponownie po prostu do niego, a nie tylko dlatego, że mają dobre cynamonki… Jego też obgadali, że pewno smutny, bo sam na zmianie i nie ma fajnej dziewczyny obok. Mnie się wydawał całkiem radosny…

 

PSSsst 2. Uważajcie na Wasze rozmowy w miejscach publicznych. Mogę czujnie siedzieć gdzieś obok i zawsze jestem gotowa na uwiecznienie kolejnej historii. Żeby nikt mi potem nie zarzucił, że nie ostrzegałam!

Czy życie to gorzka kawa?

Niektórzy twierdzą, że życie to kawa.

 

Czarna

gorzka

i z fusami…

 

Spodziewam się, że niezbyt smaczna, a raczej odstręczająca. Zatrzymaj się na moment i pomyśl, w której grupie jesteś.

 

Nieświadomy

Masz cukier? Chciałem posłodzić kawę.

Brutalna Prawda

Nie mam. Nie słodzę.

Nagle (ho ho, tośmy się pośmiali!) nadciąga kolejna postać, która zdaje się, że może zmienić całą sytuację.

Nagłe Zbawienie

Ja mam, chcesz trochę?

Nieświadomy

No pewnie! Spadłaś mi jak z nieba! Dobrze, że zawsze znajdą się ludzie, którzy poratują mnie odrobiną słodyczy.

Nagłe Zbawienie

Nie ma problemu! Cukru jest pod dostatkiem! Polecam się!

Nagłe Zbawienie odpowiada z uśmiechem i ulatnia się. W tym czasie Brutalna Prawda ostrzy zęby.

Brutalna Prawda

Ja ci tylko pokazuję, jakie jest życie.

Nieświadomy

Co masz na myśli?

Brutalna Prawda

Życie to nie są same słodycze i przyjemności.  To czarna gorzka… kawa. Bardzo gorzka. Taka, w której fusy wchodzą między zęby.

Tajemniczy Obserwator

O luuuudzie, ale depresyjnie się zrobiło.

Brutalna Prawda

Chcesz się ze mną kłócić? Chcesz powiedzieć, że tak nie jest?

Zdezorientowany Nieświadomy tylko spogląda to na Brutalną Prawdę, to na Tajemniczego Obserwatora – w końcu jest od tego, żeby być nieświadomym i nie wiedzieć, co się dzieje… Każdy musi odegrać swoją rolę.

Tajemniczy Obserwator

Myślę, że życie to nie czarna gorzka kawa z fusami. Ja bym powiedział, że raczej… pudełko czekoladek. Niektóre bywają wybitnie niesmaczne, na przykład te oscypkowe, ale zdarzają się perełki, które potrafią osłodzić wiele dni. Rozumiesz, o co mi chodzi?

Brutalna Prawda

Ja tam w życiu nie widzę żadnych czekoladek, a raczej samą gorzkość.

Tajemniczy Obserwator

Potrzebujesz, żeby ktoś ci je mocno dosłodził. Oj tak… Ja tam każdego dnia wybieram jakąś nową czekoladkę. Niektóre są podobne, ale przecież wszystkie nie mogą zaskakiwać. Są więc dni przeciętne, ale i takie, które zapierają dech w piersiach! W zależności od wybranej czekoladki.

Brutalna Prawda

Ale bzdury gadasz. Ja żadnego pudełka nie widzę, przynajmniej nie takiego z czekoladkami. Moje wypełnione jest sypaną kawą.

Tajemniczy Obserwator

Pewno tą najtańszą… i najbardziej badziewną.

Brutalna Prawda

Tak, dokładnie, ale to mogłeś sobie darować. Życie to kawa i tyle.

Tajemniczy Obserwator

Niech każdy decyduje o tym sam. Twoje mądrości nie są nikomu potrzebne do szczęścia!

Brutalna Prawda milknie na chwilę, a Nieświadomy w końcu zyskuje swoje pięć minut.

Nieświadomy

Czekoladki? Kawa? To ja wybieram hmmm… chyba te czekoladki. Wolę słodycz i miód niż gorzkie fusy.

Tajemniczy Obserwator

Słuszny wybór. Wtrąciłem się trochę niechciany, ale nie wytrzymałem tego smętnego marudzenia. Życie chłoszcze, okresowo, to prawda. Każdemu może się zdarzyć gorszy czas, ale jak ktoś ma cały czas “gorszy czas”, to coś jest nie tak. Trzeba się porządnie zastanowić nad własnym nastawieniem…

Podczas gdy Tajemniczy Obserwator sprzedaje umoralniającą przemowę, Brutalna Prawda wymyka się niechciana z pomieszczenia. Nikt dłużej nie potrzebuje jej pesymizmu. Nieświadomy wybrał już swoją ścieżkę. Stawia na niespodzianki, a Ty? 

 

Więc jak jest z życiem?

To kwestia spojrzenia? Podejścia? Przeżyć? Charakteru?

Na to chyba składa się wszystko razem.

A może wcale nie?

 

A Twoje życie? Jaka to kawa? A może gorąca czekolada, czekoladki lub wódka?

 

Ja stawiam na czekoladki!

 

PSSst. Jak ktoś Ci powie “ale Tobie jest łatwiej, ja miałem gorszy start” albo “łatwo mówić takiemu, co odniósł sukces”, spojrzyj z politowaniem. Doskonale znasz drogę, którą przebyłeś, żeby być w tym właśnie miejscu, w którym teraz jesteś. Wiesz jak jest… Sami pracujemy na to, co nam się przydarza i niech nikt nie szuka wymówek, że jednak jest inaczej… Nieważne, jakby było źle, to od nas zależy, czy w to popadniemy, czy spróbujemy coś zmienić… Dobra, koniec morałów. OK, wcale nie koniec…

 

Jeśli jednak wybierasz kawę…

 

Trzeba wiedzieć, jak pić kawę. Należy poczekać, aż fusy opadną i…

…pod żadnym pozorem nie pić do dna!

 

To mogłoby nawet zabić!

Ludzie to jednak głupie stwory

Dwie dziewczynki przechadzają się ścieżkami dużego parku. Kwitnące drzewa i kwiaty roztaczają przyjemną woń i przypominają, że znowu wszystko rusza od nowa.

 

– Ostatnio zastanawiam się trochę nad ludźmi. Popatrz, jesteśmy dość duzi, trochę czasu żyjemy na tej planecie… Koty czy psy pewno uważają nas za olbrzymów…

– … i żyją kilka razy krócej niż my.

– No właśnie. Mam wrażenie, że jesteśmy gdzieś pośrodku. Są owady, małe zwierzęta, większe zwierzęta, ludzie, długowieczne zwierzęta…

– Takie żółwie?

– No na przykład. Są też rośliny. Niektóre żyją krótko, inne bardzo długo. Drzewa z natury żyją dużo dłużej niż my. Jak myślisz, co one o nas sądzą?

 

Dziewczynka z dwoma warkoczami pyta, przeskakując z nogi na nogę. Koleżanka spogląda na nią zdziwiona.

 

– Myślisz, że one myślą, Lucy?

– No pewnie, że tak. Ludzie myślą, kotki, pieski i wszystkie zwierzątka również. Dlaczego drzewa albo rośliny miałyby nie myśleć?

– Niezła z ciebie marzycielka!

– Nie mów taaaak. One na pewno coś o nas sądzą.

– Żyją dłużej niż my, pewno mają bardzo dużo do powiedzenia…

 

Dziewczynki podchodzą do drzewa o nisko wiszących gałęziach i wdrapują się na nie, żeby tam kontynuować konwersację.

 

– Taaak, na pewno. W końcu żyją setki lat! Widziały na pewno wielu ludzi. Jak myślisz, co sądzą o naszym gatunku?

– „Dobrze, że żyją w porywach 100 lat. Dłużej byśmy ich nie zdzierżyły!”

 

Dziewczynka z krótkimi kręconymi włosami naśladuje drzewo tubalnym głosem.

 

– „Przez 50 lat potrafią narobić tyle szkód, że to prawdziwe szczęście, że nie żyją tyle czasu co my!”

 

Dodaje Lucy.

 

– „Nie rozumiem ich sposobu komunikacji! Po co tyle hałasu?”

– „Wszędzie wprowadzili te kable. Dnia bez prądu by nie przeżyli!”

– „Stary dobry Leon odszedł od nas ostatnio. Ludzik z okolicy ściął go bez mrugnięcia okiem.”

– „Tak. To był dobry kumpel. Ten pan Robbins to niezły dziad! Za grosz szacunku dla starszych.”

-„Oni tak już mają. Nie wiedzą, co to znaczy być naprawdę sędziwym stworzeniem.”

– „Jak dożyją setki, to już sukces, a wtedy i tak ledwo zipią.”

– „Mogliby się od nas uczyć długowieczności.”

– „To wszystko przez tę ich złą dietę.”

– „Nas też podtruwają, Hubercie, ale całkiem silne z nas stwory.”

– „Drzewa tak łatwo od środka nie wykończysz. W końcu mamy głębokie powiązanie z innymi roślinami i z całą Ziemią.”

– „I dlatego zawsze ktoś nas podratuje! No chyba że robactwo użyje swoich niezawodnych metod.”

– „Mordując nas niczym Leona.”

– „Oj tak, ludziki. Jeszcze pożałujecie tego, że brutalnie uszczuplacie naszą populację.”

– „Wszystko jest głęboko zsynchronizowane, a wy to psujecie. Kiedyś się zemścimy.”

– „Będzie bolało.”

– „Potraficie w ogóle coś stworzyć, czy jesteście zwykłymi psujkami?”

– „Niektórzy z nich się bardzo starają i tworzą nowe dobre rzeczy. Takich ochronimy, Mikołaju.”

– „Tak, tak właśnie będzie. Pomożemy tym dobrym ziarenkom.”

 

Rozważania dziewczynek przerywa burzowe burknięcie. Obie zeskakują z drzewa, żeby pobiec przed siebie. W ich oczach gości ekscytacja.

Kocie smaczki – cz. 1

Meooooow!

 

Czy Wy, olbrzymy, w ogóle wjetzie, co my lubimy jeśtź? Myślicie o tym czasem?

 

Mamy raczej inne upodobania, choć wielu z Was je też to, co my, czyli mięsko. Tylko że my lubimy surowe… najlepiej świeże.

 

A nje takie:

Co za zdechlizna. Złożył się precyzyjnie. Njewolnik miau ze sobą tylko kalkulator, stąd ta jakość… ja tego nje komentuję, nje oceniam.

 

Lubimy surowiznę, świeżą ofiarę upolowaną na gorąco. Nje ma nitz lepszego niż krew tryskajątza z pulsujących naczyń tuż pod ostrymi ząbkami. Spróbujtzie, jestem pewna, że też to polubicie, ale nje, Wy lubicie padłą padlinę. Taka już Wasza olbrzymia natura. Wjelkie z Was stwory, ale słabe drapieżniki. Wszystko musicie mietź podgrzane i njeruchome. Zmarłe, martwe. Takie Wam smakuje. Jak możetzie nje czerpatź przyjemności z bzyczenja w zębach i konwulsyjnych ruchów odnóży albo pisków rozpaczy?

Wierzcie mi, nje ma nitz lepszego niż uchodzące tchnienie życia na podwieczorek.

 

PAD-LINA

Ponieważ dużo spędzam w śwjetzie olbrzymów, jadam też padlinę. Da się zjeśtź. Smakuje trochę bezbarwnie, w zasadzie beznamjętnie, ale jak się nje ma, tzo się lubi… Dlatego nje patrztzie na mnje krzywo, jak wezmę tylko trzy lub cztery kawałki. To tak, jakby ktoś Wam kazał jeśtź suszoną zieleninę. Nje ma w niej energii ani życia, nje sądzicie? Smak jakiś jezd, ale brakuje tekstury. Niby miękkie to, niby njezłe. No dobra, naprawdę mogę zjeśtź, ale nitz nje zastąpi smaku życia i tyle.

Pomyślcie o tym.

A teraz fujka 2.0 na do widzenia!

Mój njewolnik ma całkiem duże łapki, wjentz ten robal był tzałkiem dużą bestią.

 

Acha, zapomniałam, że chrupeczki dają radę. To prawie jag Wasze czipsy. Kto odmówi smacznej przekąsce?