Czarownidziejka z Krainy Wiecznej Inspiracji

 

Nowicjusz

Pani Czarownidziejko, róbmy to twórczo, często i gęsto. Przecież nie liczy się nic poza tym, co po nas zostaje!

Czarownidziejka

Tak, racja. Też tak uważam. A masz dobre źródło?

Nowicjusz

Źródło?

Czarownidziejka

Z którego będziesz twórczo czerpać?

Nowicjusz

Oczywiście! Ciebie!

Czarownidziejka

Mnie?

Nowicjusz

Tak! Inspirujesz mnie bardzo, bo nieustannie wyczarowujesz coś z niczego!

Czarownidziejka

Ach tak?

Nowicjusz

Też bym tak chciał.

Czarownidziejka

Żeby to osiągnąć, musisz czerpać z siebie, nie ze mnie. Twoje pomysły muszą wychodzić ze środka, z wnętrza.

Nowicjusz

Kiedy ja tam nic nie mam.

 

Czarownidziejka wybucha serdecznym śmiechem

 

Czarownidziejka

To jedynie oznacza, że musisz tam to i owo włożyć. Musisz szukać chwil, miejsc, rzeczy i ludzi, dzięki którym do głowy będą Ci wpadać pomysły.

Nowicjusz

No! Więc jesteś jednym z nich!

Czarownidziejka

I co takiego wymyśliłeś?

Nowicjusz

Że bardzo cię lubię i wiem, że inni też ulegną twojemu czarowi.

 

Rozlega się kolejna salwa serdecznego śmiechu

 

Czarownidziejka

I w jaki sposób stworzysz coś dzięki tej emocji?

Nowicjusz

Wyjdę do ludzi i zrobię coś dobrego.

Czarownidziejka

No i tu mamy początek!

(Nie)wszystkie źródła inspiracji

Częściowo swoje powiedziałam TUTAJ, ale to jeszcze nie koniec.

 

 

Skąd przychodzi najlepsza inspiracja?

 

 

Ze “światła” czy z “mroku”?

 

 

Z odczuwania szczęścia, a może z nieszczęścia?

 

 

 

Czy twórca musi być nieszczęśliwy, żeby tworzyć?

 

 

Zawsze się nad tym zastanawiałam. Odpowiedź zawsze brzmiała: “nieszczęście to klucz”, a świat uporczywie to potwierdzał i potwierdza do dziś. Dlaczego mam wrażenie, że wielu “zapamiętanych” i uznanych artystów czerpało, i wciąż czerpie właśnie z “ciemnej strony mocy”? Z tego co ich gnębi(ło) i spędza(ło) sen z powiek?

 

Dlaczego to, co zwyczajnie dobre i pozytywne jakoś takoś nas nie pociąga? Nie budzi zaciekawienia i ekscytacji? Nie inspiruje?

 

 

Realia, a materiał i twórca

 

Świat, media i popkultura nas zepsuły, ot co. Lubujemy się w ekstremach, bo “fajnie coś takiego zobaczyć”, poczytać o tym, ale za nic w świecie nie chcielibyśmy tego przeżyć. Są emocje – może tylko w książce i na ekranie, a nie w naszym życiu, ale są. Jest strasznie, niepokojąco, ekscytująco. Taka “Gra o Tron”, niech będzie na przykład. Kto przeżyje? Kto będzie szczęśliwy? Czy im się uda? Jesteśmy żądni mocnych wrażeń i emocji, najlepiej z dwóch skrajnych biegunów. I tak, kiedy to tylko możliwe, serwujemy sobie emocje i przygody innych osób, bohaterów mniej lub bardziej nierzeczywistych historii. Potrzebujemy tego, bo w codzienności rzadko ryzykujemy na tyle, żeby przeżywać ekstremalne doznania. Trochę strach, no i po co tak ryzykować? “Bezpieczeństwo ponad wszystko”. Przecież jako gatunek chcemy zachować życie, a w ostatecznym rozrachunku przetrwać, ale nie chcemy się nudzić. Prawda?

 

Po to nam sztuka i rozrywka – kino, książki czy teatr. Bohaterowie tacy wyraziści, a historie przejmujące. Podobno najlepsze są te, które bazują na rzeczywistości, bo mają w sobie wystarczającą dozę autentyczności. Gwarantują katharsis o wielkiej mocy. ALE… Dla mnie ta rzeczywistość musi zostać poddana dekonstrukcji, bo w przeciwnym razie NIE pociąga. Gdy chcę realizm albo naturalizm, to wychodzę na ulicę. Ja potrzebuję modyfikacji. Sztuka MUSI odrywać mnie od zwyczajności, przenosić w inne światy, smakować nutami szaleństwa i dziwactwem. Kontrowersja wizualno-treściowa bardzo mi odpowiada, dopóki mieści się poza granicami kiczu. Gdzie są te granice? Wyczuwam intuicyjnie, choć wiem, że mój “nie-kicz”, może być czyimś kiczem…

 

A co z twórcami? Ci wszyscy “szaleńcy”, którzy tworzą, pociągają nas i inspirują, bo robią TO, na co większość nie ma odwagi. Wychodzą przed szereg i im się udaje. Ciężko wyjść “poza”, no nie? Jeszcze byśmy się wygłupili, ktoś mógłby niemiło skomentować, a tego nie chcemy. A może by tak puścić to luzem mimo uszu? To, co inni sobie myślą? Żeby to zrobić trzeba albo a) mieć naprawdę nierówno pod kopułą (ale kto ma “równo” i gdzie jest to “równo”?), b) mieć wszystko bardzo dobrze poukładane ze sobą. Ja dążę do tej drugiej opcji, lecz bez zatracenia dziwactwa, które we mnie siedzi. Czas wywalić zachowawczość do kosza!

 

 

Inspiracja. A może jednak jasność?

 

Ten mały obiekt  przechowujący światło powstał wczoraj w bazie FLU Grypy Twórczej w bardzo sprzyjającej atmosferze!
Ten mały obiekt przechowujący światło powstał wczoraj w bazie FLU Grypy Twórczej w bardzo sprzyjającej atmosferze!

 

Gdzie znajduje się moment czerpania ze “światła”? W tych rzadkich chwilach pełnego spokoju i szczęścia, a może raczej… gdy dochodzimy do odpowiedniego poziomu samorozwoju i wewnętrznego dobrostanu, i kiedy otaczają nas właściwi ludzie. Wtedy twórczość ma szansę rozkwitać, zyskuje dobre cechy i właściwości budujące. Inspiruje do dobrego, do postępu. Bo przecież jesteśmy w stanie zaoferować światu tylko to, co w nas siedzi… Tworzenie, to nic innego, jak wywalanie swoich “bebechów” na świat. Przerażające, prawda?

 

Czy są inne źródła niż wewnętrzny spokój? A są. Mogą być przebłyskami, chwilami. Stworzeniami dwu lub czworonożnymi, a nawet skrzydłymi… Niedawno “odkryłam”, a raczej przypomniałam sobie coś małego, naprawdę malutkiego: natura potrafi dać wielką inspirację, bo to życie samo w sobie, to inspiracja prosto z jasności. Czasem takich drobnych “odkryć” nie można dokonać bez namacalnego doświadczenia. Krwistoczerwone róże na klombie w ponurej dzielnicy? Krople deszczu w październikowe popołudnie? Głośny niepohamowany śmiech przyjaciela? Albo nowe, małe stwory pod opieką? Jakiś czas temu pojawił się w moim otoczeniu maleńki kot. Sprawia, że nie mogę się opędzić od twórczych myśli, nawet gdy Figa bezrefleksyjnie demoluje otoczenie (to znaczy gdy się cieszy). Myśli są wszędzie, nadchodzą w nieskończoność i łączą się z tymi o moich własnych kotach, mieszkających kawałek stąd. Ta malizna się nie zastanawia, nie jest zachowawcza, nie analizuje. Po prostu jest. Robi to, na co ma ochotę i zupełnie nie myśli o tym, że komuś mogłoby się to nie spodobać albo ktoś doznałby szoku. Przecież jest tak słodka, że wszystko się jej wybaczy… Też tak chcę – istnieć bez zbędnych przemyśleń, bo myślenie, Moi Drodzy, to ogólnie bardzo dobra rzecz, dopóki nie hamuje działania. Uczę się tego i nie ręczę za efekty!

 

 

Białe, czarne, białe

 

Zdarza mi się tworzyć różne rzeczy i wielokrotnie miałam okazję usłyszeć: “czemu w tym tyle przemocy?”, “zawsze tworzysz niepokojące historie”, “to jest bardzo mroczne”. Gdy czerpię z “mroku”, twórczość staje się pokręcona i nie da się w żaden sposób zakamuflować tych ciemnych plam, nawet jeśli obsmaruje się je lukrem. Nie ukrywam, że lubuję się w tym ciężkim, dramatycznym nastroju, ale… kiedy czerpię z radości i szczęścia, a energię mam na odpowiednim poziomie, powstają dobre i pozytywne treści. Czy ekscytują? Na pewno inspirują i niosą dobry przekaz. Gdzie w tym wszystkim miejsce na pazurek i nutę dramatyzmu? Znajdzie się, bo gdzie jest światło, tam czai się cień i na odwrót. Tak działa świat i nie ma tu przestrzeni na dyskusje. Wszystko ma “dwie strony medalu”. Obie nieustannie się przejawiają. Przecież to oczywista oczywistość i najprawdziwsza prawda. Tylko czy o tym pamiętamy?

 

 

No leć już, leć!

 

Jedno jest pewne – nie możemy czerpać z obojętności. Tylko silne emocje pozwalają tworzyć i prowadzą do postępu. U mnie wieje kreatywną pustką, gdy nie potrafię w sobie wzbudzić emocji i kiedy żadne mi nie towarzyszą. Gdy nikt ani nic mnie nie inspiruje… Gdy nic nie zachwyca. Gdy nikt nie zachwyca. Można próbować wzbudzać w sobie pomysły, wyciskać coś z siebie na siłę, ale to zawsze jest suche i beznamiętne. Czasem lepiej, żeby się waliło i paliło, o ile coś z tego powstaje, ale lepiej jest, gdy “świeci”, a w umyśle panuje zdrowy porządek. Zwłaszcza, że chaos zawsze znajdzie miejsce, żeby o sobie przypomnieć!

 

PSSst. W Krakowie panuje taka dziwaczna Grypa, FLU Twórcza się nazywa. Emanują prawdziwie twórczą energią! Ta Grypa to moja nowa inspiracja!

Alexander McQueen i te mroczne miejsca

Sukces czy porażka?

 

Jakiś czas temu obejrzałam film biograficzny “McQueen”, opowiadający drogę projektanta mody od trudnych finansowo początków (geniusz i talent przejawiał od zawsze) po spektakularny sukces i życie zakończone nieszczęśliwie, bo samobójstwem. Poza swoją marką “Alexander McQueen”, projektant tworzył kolekcje dla Givenchy czy Gucci, ale nie o tym będzie mowa… Nawet spektakularny sukces w swojej branży nie gwarantuje szczęścia, jak okazało się na jego przykładzie, a branża na pewno ma znaczenie. Moda, kino, teatr, muzyka to trudne “działki” – trzeba dać z siebie wiele, żeby coś osiągnąć. Trzeba się dosłownie obnażyć emocjonalnie i wewnętrznie, co wyczerpuje. Przecież silne emocje wyczerpują tak samo jak demaskowanie swojego wnętrza ku uciesze publiki. Czasem trzeba “się sprzedać”, żeby dojść na szczyt. Powiem Wam, jak to zrobić, jak już będę “po”. Wracając jednak do tematu… kiedy publika robi się gigantyczna, napięcie wzrasta i nigdzie nie można znaleźć spokoju. To musi być ciężkie i obezwładniające, zwłaszcza, gdy w pakiecie nosi się nieciekawe rany z dzieciństwa, a jakoś brakuje sposobu, żeby je zaleczyć.

Czy życie artysty naznaczone międzynarodowym sukcesem, zapisane na kartach historii można uznać za udane, za sukces? Nawet wtedy, gdy zakończyło się z woli głównego zainteresowanego, samobójstwem? To zależy od ambicji i aspiracji. Czuję, że mnie by takie burzliwe życie zadowoliło dużo bardziej niż spokojny żywot bez wzlotów i upadków. Nawet, gdyby było bardzo dramatycznie (lecz z umiarem). Kto wie, co przyszłość przyniesie i co sobie sama “ugotuję”? Ale… niezależnie od wszystkiego nie chcę żeby pożerał mnie…

 

…mrok 

 

Mimo całego swojego magnetyzmu, mrok jest ciężki do zniesienia. Męczy i przytłacza. Jeśli w nas siedzi, prędzej czy później znajdzie ujście…

 

Nie mamy pojęcia jak bardzo żarł od środka Lee McQueena. Można jedynie przypuszczać, patrząc na kontrowersyjne projekty i kolekcje Brytyjczyka – wykonane naprędce z taśmy klejącej albo innego “niegodnego uwagi” materiału lub z odpowiednim przygotowaniem i nabożnością z najlepszych surowców dla uznanych domów mody (ale i tak na ostatnią chwilę). Kicz? Czemu nie. Jego pomysły były piękne, przejmujące i niebywale charakterystyczne. Brzydkie? Kwestia gustu. Z jednej strony wychwalały kobiety, innym razem koncentrowały się na poniżeniu. Skrajności. Lee zdecydowanie był po stronie kobiet, nie przeciwko, choć media lansowały inną wizję. Media to zawsze pokażą jedyny słuszny obrazek dla mas. No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nieważne jak mówią, ważne, żeby mówili! Zadziałało, bo właśnie od kontrowersji wszystko się u McQueena zaczęło.

 

Lee w swoją pracę wkładał siebie. To była dla niego forma terapii. Tworzył bardzo autentycznie. Okropne doświadczenia z dzieciństwa? Stworzyły nieszczęśliwego geniusza. Chwała złu za to. Żart, nieśmieszny, wiem, ale McQueen to tylko jeden z wielu przypadków… Prawda jest taka, że mrok siedzi chyba w sercach wszystkich artystów (i nie tylko). Nikt nie jest “nieskażony”, czy to dzięki innym, czy na własne życzenie. Na chwilę obecną śmiem twierdzić, że to MROK jest najlepszą pożywką dla sztuki, a przynajmniej najlepszą pożywką dla tej naprawdę przejmującej twórczości.

 

Co z nim dalej zrobić?

 

Co ja w ogóle przez to rozumiem? Czym jest ten cały MROK, te mroczne miejsca?

 

To wszystkie negatywne uczucia, które w nas siedzą. To odczuwanie nieszczęścia, cierpienie różnego rodzaju, wewnętrzna pustka, zagubienie, samotność, złe wspomnienia, strach czy niepokój. Wszystkie te okropne, przytrafiające się nam w różnych okolicznościach smutki. Pytanie: spychać na peryferie świadomości, żeby zakwitły dorodnie? A może twórczo wyganiać? Pozbywać się i czerpiąc z tych smętnych wpływów, wyrzucać z siebie ciężkie treści, siejąc je dalej? Czy to moralnie dobre tak truć kolejne osoby? Ciężko ocenić. Zakładam, że rozum każdy posiada i świadomie wybierze kto i co będzie kształtowało jego poglądy i (pod)świadomość. Gorzej z tymi, co trafią przypadkiem i nie będą mieli jak się obronić… jakieś dzieci i tak dalej. No cóż.

 

Czyli lepiej jednak ciągnąć w stronę światła? Tak byłoby idealnie, tylko czy istnieje rzeczywistość idealna?

 

Nie w tym wymiarze.

 

 

PSSst. Niezły czaszko-rower, co nie? Jestem przekonana, że sam McQueen by takim nie pogardził!

PSsst 2. Ja dobrze wiem, jak czerpać z tego ciemnego, obiecuję sobie, że spróbuję i z jasnego!

Co blokuje twórczy szał?

Ból tworzenia, czyli co blokuje twórczy szał…

 

Ktoś coś..?

Co Cię blokuje?

 

Brak pomysłów? Brak środków? Brak czasu?

Wszystko?

 

A może coś innego?

 

Pisarka

Co jest najgorsze w tworzeniu?

Dino

Tworzeniu…? Mówisz o pisaniu?

Pisarka

Tak, bo tym się zajmujemy.

Dino

Pewno dobrze to znasz, Pani Pisarko. Najgorsze jest przepisywanie.

Pisarka

Mówisz o komputerze?

Dino

Dokładnie.

Pisarka

Wystarczy od razu pisać na komputerze, nie sądzisz?

Dino

I tu się mylisz, młoda damo. To wcale nie działa.

Pisarka

Jak to?

Dino

 Po pierwsze, nie wszędzie go noszę, a pomysły mnożą się w mojej głowie z każdym krokiem. Przecież nie będę pisał na tablecie czy smartfonie, bo to niewygodne. Mam duże, niezgrabne paluchy, które nie lubią długich dystansów na klawiaturze dotykowej. Ta od komputera to co innego, śmigam na niej niczym struś pędziwiatr.

Pisarka

Trochę przestarzałe porównanie.

Dino

Aż tak bardzo widać, że jestem starej daty?

Pisarka

Aż za bardzo…

Dino

Trudno, taki już jestem. Na nowe technologie się nie obrażam, ale urodziłem się jeszcze w XX wieku. Cóż, prędzej czy później my, prawdziwi, klasyczni twórcy wyginiemy niczym dinozaury.

Pisarka

To nieco pesymistyczna wizja.

Dino

Może jeszcze dekadencka?

Rozmówcy wybuchają śmiechem.

Pisarka

Tylko troszeczkę, Dino. Pocieszę cię, mam tak samo.

Dino

Aaaa… zgubiliśmy wątek. Zapomniałem dodać „po drugie”, więc po drugie, gdy piszę na papierze, moja prawa półkula intensywnie pracuje. Gdy piszę na komputerze, aktywuje się lewa, ta analityczna. Chyba nie muszę przypominać, która odpowiada z twórczy szał? Jak miałbym stworzyć coś inspirującego, klepiąc w klawiaturę?

Pisarka

No tak, lewą cudów nie stworzysz. Możesz co najwyżej uporządkować myśli.

Dino

Otóż to.

Pisarka

Dobrze, że wynaleźli te komputery. Bez nich utonęlibyśmy w chaosie.

Dino

I maszyny do pisania. Kiedyś tego się używało. Mogę śmiało powiedzieć, że i tak w nim toniemy.

Pisarka

Komputer nie pomaga? Nic a nic?

Dino

Nie na tyle, żebym był mu za coś wdzięczny.

Pisarka

Podsumowując, postanowiłeś nie tworzyć, bo nie chce ci się przepisywać?

Dino

Nie do końca. Muszę po prostu znaleźć łosia, który przepisze wszystkie moje pomysły i rzuci je w świat.

Pisarka

Na mnie nie patrz…

 

Czasem aż trudno w to uwierzyć.

Wydaje ci się, że masz kontrolę, ale to nieprawda – czego nie wiesz o pisaniu?

Jak tak naprawdę wygląda pisanie? Myślisz, że masz duży wpływ i kontrolujesz słowa?

Kłóciłabym się…

Jaka jest prawda?

 

Ten Pan

Czytałem różne twoje teksty i kilka pytań nie daje mi spokoju.

Chłopak pyta, zerkając to na kartki papieru, to na dziewczynę siedzącą naprzeciw.

Dziewczyna

Co masz na myśli?

Ten Pan

Jak to jest z pisarzami? Piszą o sobie? Umieszczają w tekstach swoje problemy i doświadczenia? To wszystko napisałaś o sobie?

Chłopak bombarduje rozmówczynię jednym pytaniem za drugim, potrząsając grubym plikiem kartek.

Dziewczyna

To trudne pytanie i sądzę, że każdy pisacz poda Ci inną odpowiedź. Jeśli o mnie chodzi, nie piszę z myślą o zdemaskowaniu swoich słabości. Nie wklejam moich doświadczeń, żeby się nimi pochwalić. Nie piszę o sobie w takim stopniu, w jakim mogłabym to robić. Nawet jeśli gdzieś zaczaiłyby się szczegóły z mojego życia, przerobię to tak, że się nie zorientujesz.

Ten Pan

Interesujące. W tych twoich wszystkich dziełach dużo jest dramatyzmu i mrocznej atmosfery. Nie myślałaś nigdy, że to odzwierciedla twoje wnętrze?

Dziewczyna

Zastanawiałam się nad tym w przeszłości, ale to daleko idące wnioski. Sama nie wiem. Nie jestem pewna. Może mam upodobanie do takich klimatów? Może czuję, że dramat i ciężka atmosfera fascynują? Jak sądzisz?

Ten Pan

Coś w tym jest. Lubię cię czytać, ale czasem jest mi aż za ciężko…

Dziewczyna

I ty to mówisz?

Ten Pan

No tak. Weź trochę przystopuj z epitetami i strasznymi wątkami. Daj odetchnąć i się zrelaksować.

Dziewczyna

To nie takie łatwe. Nie wiesz, że gdy zaczynasz pisać, historia tworzy się sama? Nawet jeśli szczegółowo zaplanuję fabułę, stworzę misterny plan, wszystko może odmienić się w trakcie.

Ten Pan

Naprawdę?

Dziewczyna

Tak. Historia pisze się sama, a bohaterowie idą własnymi ścieżkami. Ja mam na nich, że tak powiem, niewielki wpływ. To, że powołuję ich do życia, nie oznacza, że są bierni. Tego nie zrozumie nikt, komu się to nie przytrafiło.

Ten Pan

Łał, to fascynujące.

Dziewczyna

No nie? Nigdy nie wiesz, gdzie zaprowadzą cię twoje własne pomysły i w co się przerodzą. Siadasz nad kartką papieru, a przygody same przychodzą.

Ten Pan

Chciałbym tak umieć. Chciałbym poczuć, jak to jest, kiedy słowa wychodzące spod palców prowadzą mnie w nieznane.

Dziewczyna

Może czas spróbować?

Dziewczyna zachęca rozmówcę do rozbudzenia w sobie pisarskiej kreatywności.  

Ten Pan

Nigdy nie byłem mistrzem pisania… Może ograniczę się do czytania?

Dziewczyna

Praktyka czyni mistrza! Wyobraź sobie swoje nowe “dziecko”, które porywa cię w fascynującą podróż. Niewiele możesz zrobić poza obserwowaniem jego przygód. Pozostaje ci sporządzić relację. Oczywiście… możesz robić drastyczne rzeczy. Zabić kogoś, nakłonić go do ślubu i tak dalej… Tak samo, jak kiedy grasz w Simsy. Historia cię porywa, ale to ty jesteś panem – bogiem swojej własnej rzeczywistości. Czyż to nie ekscytujące?

Ten Pan

Widzę pasję w oczach!

Chłopak śmieje się serdecznie.

Dziewczyna

Oby przyniosła wielu czytelników!

Ten Pan

Na pewno tak będzie.

 

Jak sprawy mają się u Ciebie?