Absurdalia Cafe – absurdalnie dobre miejsce!

 

 

Dobra Dusza

Ej, wiesz… musimy iść do Absurdaliów! Mają świetne menu, kawy wszystkich rodzajów na dowolnym rodzaju “mleka”,

więc coś dla ciebie. Jest przytulnie, a pieseły zawsze mogą liczyć na miseczkę wody. Bardzo pozytywne miejsce!

Ja

Tak? Więc idźmy tam! Im szybciej, tym lepiej!

 

 

Po raz pierwszy wpadłam do Absurdaliów jeszcze w zimie, z komputerem, żeby pisać (jak zwykle). Kierowana niecierpliwością i ciekawością poszłam tam bez Dobrej Duszy. Wnętrze od razu mi się spodobało, a dobra energia utrzymująca się w powietrzu zachwyciła. Pomyślałam: “tu jest jak w domu i to takim z najpiękniejszych wyobrażeń!”. No ale to, że ładnie i klimat przyjemny, jeszcze nie gwarantuje sukcesu i że będę “bywać.” Menu i obsługa też muszą dać radę. Chyba się udało…

 

 

Moje absurdalne początki w towarzystwie doskonałej zimowej herbaty różanej i ciasta czekoladowego dla miłośników czekolady. Ono jest czystą harmonią!
Moje absurdalne początki w towarzystwie doskonałej zimowej herbaty różanej i ciasta czekoladowego dla miłośników czekolady. Ono jest czystą harmonią!

 

 

W sposób całkowicie niekontrolowany zaistniała absurdalna miłość

 

 

Miło tu, nie sądzisz?
Miło tu, nie sądzisz?

 

 

Do rzeczy, kobieto!

 

No więc jesteśmy w Krakowie, na Podgórzu, w Absurdaliach serwujących m.in. szeroki wybór herbat, dziwacznych kaw oraz napojo-deserów. Są też różnorodne smakołyki na ząb – na słodko i na słono. Możesz więc wpaść nie tylko na rozkoszną porcję cukru, ale również na pożywny lunch. Ja tam zawsze jakoś wpadam w kawiarniany nastrój, więc nie próbowałam jeszcze konkretów. Czas to chyba zmienić!

 

Dobrze się tu pisze, dobrze siedzi i nieźle rozmawia. Mają nawet całkiem wygodne łóżko (albo dwa, jak dwie sale). Można na nim usiąść na przykład z ulubionym… komputerem! Wnętrze jest przytulne, ciepłe i domowe w najlepszym znaczeniu. Nie można mu też odmówić nowoczesności. Na ścianach znajdują się całkiem ładne obrazy ładnych kobiet. Te ładne kobiety są naprawdę ładne! Na dodatek w Absurdaliach jest bardzo dużo światła. Mogłabym mieszkać w takim miejscu!

 

Czyje to będzie miejsce?
Czyje to będzie miejsce?

 

ATMOSFERA:

 

  • wystrój – jest jasno, świetliście, domowo i przytulnie… no i jest łóżko (a nawet dwa), i ładna poduszka, i ładne panie na ścianach
  • muzyka – nienachalna, instrumentalna, na tyle subtelna, że stanowi dobre tło do rozmów i knucia czegoś niedobrego. W skrócie: wycisza a nie drażni
  • ekstrasy – przestrzeń przyjazna dla zwierząt, toaleta przyjazna dla ludzi, prąd dla laptopów, no i łóżka (ponad wszystko)
  • gry planszowe i tony książek – nic tylko grać i czytać, jeśli akurat nie wpadłeś z własnym pomysłem!

 

 

Poza tym mają fajną poduszkę! Brałabym!
Poza tym mają fajną poduszkę! Brałabym!

 

MENU:

 

  • nieziemskie i absurdalne – pełne 8/8
  • słodkości to absurdalny festiwal doskonałości – ciasta i ciastka nie tylko cieszą oko, ale do tego smakują wspaniale
  • szeroki wybór herbat – moje serce skradła szczególnie sezonowa herbata zimowa z syropem różanym i płatkami róż (jeśli wciąż tam jest, wal śmiało i próbuj!)
  • nawet szerszy wybór kaw – i to nie tylko tzw. standardów, ale również cudacznych połączeń typu latte słony karmel czy “Donatan” (patrz poniżej)
  • świeżo wyciskane soki, smoothies, koktajle bez i alkoholowe, śniadania, panini, sałatki i lunch menu wciąż przede mną!

 

 

Oto przesławny Donatan. MUSIAŁAM. Wygląda jak eksplozja cukru? Otóż dzięki harmonijnej kompozycji gorzkiej kawy i słodkiej czekolady, napój jest W SAM RAZ. Naprawdę spodziewałam się, że całość będzie słodsza! Jeśli doskwiera Ci głód, zamawiaj - zjesz i napijesz się w jednym, jak wskazuje dekoracja. Ciekawa propozycja, prawda?
Oto przesławny Donatan. MUSIAŁAM. Wygląda jak eksplozja cukru? Otóż dzięki harmonijnej kompozycji gorzkiej kawy i słodkiej czekolady, napój jest W SAM RAZ. Naprawdę spodziewałam się, że całość będzie słodsza! Jeśli doskwiera Ci głód, zamawiaj – zjesz i napijesz się w jednym, jak wskazuje dekoracja. Ciekawa propozycja, prawda?

 

OBSŁUGA:

 

  • wspaniała, mimo że w połowie “samo” – podchodzisz do baru i zamawiasz, po czym smakołyki do stolika dostarcza Ci bardzo miła pani (a może raczej dziewczyna? Tam są same fajne dziewczyny!)
  • człowiek czuje się jak w domu niezależnie od płci, wieku i zainteresowań (taka aura i tacy ludzie pracują w Absurdalia Cafe)
  • naprawdę można gadać głupoty do tych wszystkich fajnych dziewczyn!

 

Podsumowując, obsługa jest cudowna, miła, rozmowna i zawsze pomocna. Miejmy nadzieję, że tak pozostanie! Absurdalia mogłyby oferować szkolenia z uprzejmości, kultury i doskonałej obsługi klienta mniej udolnym kolegom – nie tylko z branży!

 

 

Kosmos!
Kosmos!

 

 

LOKALIZACJA:

 

Cudowne krakowskie Podgórze z niepowtarzalnym klimatem! Jest gdzie pochodzić przed i po wizycie w Absurdaliach! Wisła w okolicy, nawet wodę można pooglądać i poprzepychać się między tłumami (jak ja dziś)

Dokładniej: ul. Kazimierza Brodzińskiego 6 – dosłownie osiem kroków od Kładki Bernatka

 

MINUSY:

 

Nie można zrobić rezerwacji na weekend (co z ludźmi, którzy wpadli do Krakowa na weekend i BARDZO chcą odwiedzić to miejsce?)

 

 

KOCHAM TO MIEJSCE!

 

Absurdalia Cafe zrobiły konkurencję wszystkim kawiarniom, które do tej pory lubiłam. Cafe Magia, Cytat Cafe (inspirujące miejsce!!!), Mleczarnia, Bunkier Cafe czy Cheder są w tarapatach, to znaczy… nie mogę przestać chodzić do Absurdaliów.

 

Czy ta faza kiedyś przejdzie?

 

Ocena: 7,5/8 (bo rezerwacje)

 

Słynne łóżko i ładna dziewczyna!
Słynne łóżko i ładna dziewczyna!

 

No weźże leć na Podgórze doznać szczypty absurdu!

 

Lubię siadać na jeżowcach. Dziennik pokładowy, część 1: wskazówki

 

Lubisz siadać na jeżowcach? Tak? Nie? Sam(a) nie wiem.

 

Jeśli jak ja jesteś fanem ekstremalnych doznań i silnych emocji, polecam przysiąść lub chociaż otrzeć się o jeżowca, najlepiej przez przypadek. Wtedy, znienacka, cieszy najbardziej. To niezwykłe doświadczenie potrafi pozostawić nietrwały ślad w postaci wyglądających na wysypkę kropeczek na Twoim pośladku/udzie czy gdzie tam chcesz. Jeżowiec może nawet wpuścić Ci jad! Najlepiej, kiedy parę kolców się wbije, przynajmniej jest co wybierać!

 

Tak, takie atrakcje mogą Cię spotkać na morzu. Jeśli masz pecha lub bywasz nieuważny(a) jak ja to nawet więcej niż raz!

 

Ta limuzyna grzecznie stoi w porcie znudzona… Za to ego właściciela musi być całkowicie zadowolone!

 

Niedawno spędziłam tydzień na jachcie (po raz pierwszy), w grupie świeżo poznanych ludzi. Mieliśmy wielkie szczęście, bo dopasowaliśmy się na tyle, że byliśmy w stanie funkcjonować bez kłótni i p(b)ijatyk na pokładzie. Mało tego, udało nam się osiągnąć porozumienie także w kwestii wspólnych finansów, destynacji i kolacji. Uważam to za sukces!

 

Ciasno ale własno, jak mawia klasyk!

 

Jaka była nasza trasa?

 

  1. Marina Alimos Kalamaki
  2. Przylądek Sunio
  3. Maleńka wyspa Kythnos
  4. Wyspa Poros
  5. Port Vathy na Półwyspie Methana
  6. Epidavros na Peloponezie
  7. Marina Alimos Kalamaki na zakończenie

 

 

 

 

Gdzie zaczynasz, tam kończysz. Proste prawo. Marina Alimos Kalamaki ma tę zaletę, że posiada bezpłatne prysznice i toalety na lądzie. Co prawda oferuje zimną wodę i drzwi bez zamków w rejonie ubikacyjnym, ale to zawsze miła odmiana dla klaustrofobicznej łazieneczki na pokładzie, gdzie wszystko, co nalane trzeba spuścić w dół siłą własnych mięśni. Tak, żeglarze spuszczają do mórz i oceanów wodę z mycia i mocz. Nie trzeba chyba wspominać, że papier toaletowy i inne śmieci wrzuca się do worka, a cięższe sprawy zaleca się robić na lądzie? No dobra, wspomniałam o tym, bo to ważne.

 

Marina Kalamaki nie posiada niestety w pobliżu przyzwoitych knajpek, w których można by zjeść grecką klasykę lub napić się dobrego frappé* w dobrej cenie, ale nie można mieć wszystkiego! Możemy się za to napić średniej kawy w wyższej = turystycznej cenie w Dia Noche, gdzie panuje całkiem nieturystyczna metoda obsługi klientów… albo właśnie turystyczna? Jakkolwiek by jej nie określić, podsumowanie zawiera się w prostych acz wymownych słowach “byle jaka”.

 

Ostatni wieczór w marinie Kalamaki uświetnił naprawdę malowniczy zachód słońca!
Ach te zachody słońca! Można się rozmarzyć!

 

Jak to się robi na jachcie?

 

Płyniesz w świat pierwszy raz? Jeśli tak, to sprawdź poniższe wskazówki:

 

  1. Na pokładzie robimy wspólny budżet na okrętowe paliwo, postoje w portach i zakupy żywnościowo-niezbędne. Błogosławiony skarbnik zarządza całym funduszem. Czasem nawet ochotnik zgłasza się sam z siebie!
  2. Gdziekolwiek się przemieszczasz, trzymaj się choć jedną ręką. Gdy fale zarzucają łódką, łatwo o siniaki, wywrotki, ofiary w ludziach i przedmiotach.
  3. Nie schodź pod pokład w trakcie podróży chyba, że masz bardzo pilną potrzebę, żelazny żołądek albo upośledzony błędnik. Zdrowe błędniki gwarantują nudności!
  4. Oszczędzaj wodę, bo więcej niż w zbiornikach nie będzie, chyba że dobijecie do portu.
  5. W trakcie rejsu nie doładujesz swojego sprzętu elektronicznego, chyba że ładowarką samochodową. Przecież nie jesteś na lądzie! Nie ma co liczyć na standardowe napięcie w gniazdkach!
  6. Warto mieć ze sobą buty do wody (chyba, że uwielbiasz stawać na jeżowcach), maskę i rurkę do nurkowania (dla dobrych podwodnych widoków).
  7. Trzeba zabrać więcej niż jeden strój kąpielowy i dużo kremu do opalania.
  8. Nawet gdy buja, możesz gotować wodę albo inne frykasy, bo kuchenka w mesie ma specjalne uchwyty. Mimo wszystko nie polecam z przyczyn żołądkowych!
  9. Nagłe wstawanie po przebudzeniu do pozycji “siedzącej” może się skończyć guzami. Sufit jest bardzo blisko powierzchni Twojego łóżka.
  10. Jedz przed wypłynięciem. Wtedy wszystko staje się łatwe, przyjemne i strawliwe.
  11. Nie warto pływać wokół jachtu podczas postoju – wszystko co wypłynie z łazienek jest w pobliżu!
  12. Dokładne sprawdzenie pieniędzy otrzymanych w kantorze jest ważne! Dostałam 5 hrywien zamiast 5 euro, ale zorientowałam się dopiero w Grecji… Dobrze, że “pomyłka” nie dotyczyła 50 euro!
  13. Gdy otwierasz lodówkę, zawsze trzymaj uchwyt jedną ręką, w przeciwnym razie pokrywa spadnie i obije Ci drugą rękę. Sama sprawdzałam!
  14. Zawsze sprawdź(cie) na początku, czy wszystkie zbiorniki, światła i inne funkcje jachtu są w doskonałej kondycji, żeby zminimalizować przykre przygody i ewentualne przepychanki przy oddawaniu łodzi.
  15. Pamiętaj o jednej parze zabudowanych butów. Mogą się przydać, gdy rozwalisz sobie palec albo chcesz się bezpiecznie wspiąć na górę!

 

Przygód nie brakowało, oj nie i zabudowane buciwo się przydało!

 

To chyba wszystko w temacie podstawowego przetrwania na jachcie i niezbędnego ekwipunku. Jakby Cię coś jeszcze gnębiło, wal śmiało!

 

Będzie więcej!

 

 

* Co ciekawe frappé* powstało właśnie w Grecji, kiedy jeden pracownik Nestlé z braku laku ukręcił kawę rozpuszczalną z duuużą pianką na zimnej wodzie!

 

PSsst. Do miejsca ze zdjęcia wyróżniającego nie dotrzesz inaczej niż jachtem/katamaranem etc. To urokliwe maleństwo leży gdzieś na środku morza!

Alternatywny środek transportu (nie dla Ciebie!)

Cześć, olbrzymy! Co tam w Waszym wjelkim lecz małym świetzie?

 

U mnje doskonale. Śwjetnie się bawię, dużo wypoczywam. Właśnie zeskoczyłam z takjego kłującego wielgaśnego drzewa, które moje olbrzymy postanowiły przyjąć pod dach jakiś czas temu. Troszkę nabrudziłam, ale oni na pewno posprzątają. Nje o tym mjało być! Jaki środek transportu polecam?

 

Koty tak jak olbrzymy, mają różnorakie upodobania. Na pewno zauważyliście to na przykładzie swoich puchatych stworków. Żeby wyjaśnitź, o co mi chodzi, muszę opowiedzieć o kocistwie, z którym mjeszkam. Ta mała kicia całkowicie nje znosi czegoś, co ja szczerze uwjelbiam. Straszny z njej dzikus i myślę, że wielu moich współbraci reaguje jak ona. Nje chce z Wami bezpośredniego kontaktu, nje chce “zależnośtzi od olbrzymów”. Ja myślę inaczej, więc wszystzy mnje kochają!

Osobiście uwjelbiam, kjedy któryś z olbrzymów bjerze mnie na ręce i nosi w te i wewte. Wtedy czuję się, jakbym frunęła i mogę wyciągąć moje puchate łapki maksymalnie w przód i w tył.  Rozciągam się iii… fruuu, fruuuuuu! Mam darmową przejażdżkę, swój prywatny alternatywny środek transportu. Lubię być lekko kołysana i noszona po całym dostępnym terytorium. Podobno wyglądam wtedy jak Supercat. To bardzo wygodna pozycja. Poza tym… czy ktoś tu nie lubi być noszony?

Można wtedy obserwowatź śwjat z wysokośtzi. Napawam się, ale tylko dopóki olbrzym nje postanowi usiąść. Co to za przyjemnośtź siedzieć przytrzymywanym przez kogoś według jego zasad? Tego naprawdę nje lubię. To ja muszę panować nad sytuacją, a siedzący olbrzym to njepewny teren. Co jak przypadkiem mnje zgnjetzie tymi swoimi wielkimi odnóżami?

Nawet nje waż się siadać ze mną na rękach. Ucieknę! Jak bardzo chcę, to sama u kogoś usiądę, ale tylko jeśli nje zmjenia pozycji co kilka chwil. Tak czy siak – nje liczyłabym na ten zaszczyt… Jak przychodzę na ręce, to albo akurat mam na to ochotę, albo jakiś interes w zanadrzu. Proste, prawda?

 

Njektóre koteły w ogóle nje przepadają za kontaktem fizycznym. Wjecie dlaczego?

Ja wjem, ale nie powiem! (przynajmnjej nje teraz!)

 

A jak jezd z Wami, olbrzymy? Nosi Was ktoś w podobny sposób? Obawiam się, że nie macie takich luksusów jak ja.

Kjedy jezd Wam najwygodniej i najszczęśliwiej?

 

 

PSssst. Ładna jestem, prawda?

PSsst 2. Ja się TAK wyrażam. Jak Ci się pisownia nje podoba, to idź do domu (albo gdzie tam chcesz)

Dragon Hills SPA – dom w pigułce?

Jest czwarta nad ranem w sobotnią noc (a może noworoczny “świt”?). Wychodzisz właśnie z klubu ze znajomymi. Jesteście zmęczeni dzikimi pląsami polewanymi litrami alkoholu. Marzysz o kilku rzeczach. No właśnie, o czym?

  • o śnie?
  • o wannie lub prysznicu?
  • o jakimś “zdrowym” nocnym szamaniu, np. o kebabie?
  • o relaksie rodem ze SPA?
  • a może po prostu o tym, żeby domownicy nie zobaczyli Cię w tym stanie?

Najlepiej, gdyby dało się zrealizować wszystko na raz i to za nieduże pieniądze, prawda?

 

To możliwe, tylko trzeba wiedzieć gdzie

 

No i tu pierwsze rozczarowanie: niestety nie w Polsce.

Nic mi nie wiadomo o tym, żeby w Polsce istniało takie miejsce, niedroga restauracjo-myjnio-sypialnia, do której możesz wejść i za parę złotych przenocować (jedzenie dodatkowo płatne). Szamponik, mydło, ręcznik i ubranie wliczone w opłatę za wstęp. Żyć, nie umierać.

Takie atrakcje znajdziesz za to w Korei pod groźnie wyglądającą nazwą jjimjilbang (찜질방), która oznacza łaźnię parową. Za mniej więcej trzydzieści złotych możemy spędzić w niej do dwunastu godzin bez przerwy. Tak to przynajmniej wygląda w jednej z najbardziej popularnych łaźni w Seulu, czyli w Dragon Hills SPA.

Guano z pomarańczą, ale robi wrażenie. W Azji ludzie chyba lubią guano.

Co relaksującego oferujecie?

 

“Na Smoczych Wzgórzach” spędziłam leniwe godziny, mocząc się w basenach z wodą o różnych właściwościach i pocąc się radośnie w kilku rodzajach sauny. Na wszelki wypadek dodam, że w części „wodnej” chodzimy jak nas Bozia stworzył, a przed wejściem do któregokolwiek basenu należy się umyć pod prysznicami niedaleko wejścia do łaźni (po to nam to mydełko i szamponik). To obowiązkowe! Nie przynośmy wstydu białej rasie, wskakując do basenu na hurra i bez pomyślunku. Strefa z basenami, czy też wannami, jest podzielona ze względu na płeć, więc nie trzeba się obawiać pożądliwych spojrzeń płci przeciwnej. Nie można też wnosić telefonu (kto by pomyślał?). W damskiej strefie mamy dwie sauny, jedną aromatyczną, wilgotną i bardzo przyjemną oraz drugą niemożebnie gorącą, suchą i zabójczą. Byłam w stanie wytrzymać tylko przy podłodze i to kilka chwil, ale trzeba pamiętać, że ja z tych, którzy źle znoszą nadmierny upał.

Chłopaki leżą – smartfon to mus. Na wypadek gdybyś miał wątpliwości – w tej sali są też gigantyczne telewizory ścienne, ale panowie po prostu zalegają.

W części „parowej” i bardziej publicznej nosimy strój wręczony przez obsługę, specjalną piżamkę (patrz powyżej). Tam też możemy zobaczyć się z naszymi znajomymi płci przeciwnej (patrz powyżej). Niektóre sauny wyglądają jak nieduże paleniska, inne przypominają grobowce (patrz poniżej). Dwie piramidy, z których w jednej unosi się woń różnorakich ziół, to moje faworytki!

Tak, tam naprawdę wszystko jest żółte, złote, prawie że gotowane. Na bogato? A może po prostu ma nam być “cieplej”?

Jest też mroźne pomieszczenie, gdzie możemy zobaczyć się z bałwankiem. Tam to dopiero jest chłodzenie, przed kolejną sesją w “piecu”. W niektórych gorących komnatach kamienie parzą stopy, a przed wejściem do środka widnieje komunikat, że nie należy wchodzić boso, ale kto by tam przestrzegał reguł, no nie?

Pingwiny zapraszają!

Największe wrażenie robi gigantyczny piec (podobno sauna, phi), w którym temperatura osiąga taką wartość, że ja osobiście mogłam tam jedynie wbiec i po całej sekundzie uciec, przeklinając ból wywołany temperaturą. Moje towarzystwo wytrzymało dłużej, bo ponad 10 sekund – to zacne osiągnięcie. Kto podejmuje wyzwanie?

Ciekawe jaki jest rekord i ile wytrzymują tam Koreańczycy? Warto wskoczyć choć na chwilę do “pieca” i sprawdzić swoje możliwości.

 

Strawa

 

Gdyby naszedł Cię nagły głód, możesz posilić się na przykład… zestawem trzech jajek na twardo.

Co zawiera? Jajko standard, wędzone i z ognia (prawdopodobnie grillowane). Każde smakuje inaczej. Wyraźnie czuć ich nietuzinkowy smak. Polecam spróbować, jeśli ktoś będzie miał okazję. To nie tylko pożywna, ale też interesująca przekąska. Z przyczyn wymienionych powyżej nie udokumentowałam jedzonka.

Kto oglądał koreańskie dramy, skojarzy wszystko – jajka, ubrania, sale do spania i przesiadywania, i tak dalej. Na wypadek, gdybyś nie miał ochoty na jajka dostępne w „strefie wodnej” (czyli tam gdzie biegamy nago), masz jeszcze okazje zjeść koreański specjał w jednej z restauracji w „strefie parowej”. Do wyboru do koloru – konkrety, porządne dania (m.in. ryż z omletem i keczupem na wierzchu, nie pytaj… i inne takie), a także dobre desery, jak lodowe smakołyki z mango. Czym byłoby życie bez dobrego deseru po wysiłku?

 

Więcej niż możesz sobie wyobrazić

 

Dragon Hills SPA to nie tylko sauny i baseny uzdrowiskowe. W rzeczywistości to kilkupiętrowy kompleks relaksacyjny z iście wyspiarskim klimatem. Przemiła ahjumma chętnie udzieli nam masażu czy innego zabiegu pielęgnacyjnego za dodatkową opłatą – ja dziękuję, ale może Ty?

Na ostatnim piętrze można sobie pośpiewać na karakoe i napić się godnego trunku z procentami. Bar wydaje się być całkiem na poziomie, a wszystko pod dachem z najprawdziwszego nieba. Jest też basen, ale tam już pływamy w strojach kąpielowych! Koniec z golizną, wdzięki zostały docenione.

Uwierz, to basen pod gołym niebem. Całkiem milusio, nie sądzisz?

Dla uzależnionych od elektroniki nie zabraknie atrakcji w postaci telewizji czy automatów do gier. Ilość? W opór.

 

Szara, tj. miętowa rzeczywistość

 

Tylko czy po imprezie myślimy o tym wszystkim? Nie do końca.

Po libacji prawie każdy chce spędzić szczęśliwe chwile w pozycji horyzontalnej – co jest możliwe w leżakowniach, oczywiście na podłodze (w Azji jesteśmy, ludki drogie!). Podłoga potrafi być naprawdę wygodna.

Dragon Hills SPA i inne jjimjilbangi polecają się strudzonym wędrowcom i podpitym imprezowiczom. Gdyby z jakiegoś powodu przepadł Ci nocleg, łaźnia parowa Cię uratuje, no chyba, że akurat wylądujesz na Jeju, ale to już inna historia…

Koniecznie odwiedź Dragon Hills SPA, jeśli będziesz w Seulu. Tanio i przyjemnie. Niecodzienne doświadczenia gwarantowane!

Wystarczy, że wysiądziesz na stacji metra w Yongsan-gu. Wrzucam obrazek, bo obrazki mówią więcej, niż 1000 słów. Nie musisz dziękować.