Martwi za życia?

Człowiek wychodzi z domu i nie przestaje się dziwić. Otoczenie potrafi obezwładniać, osłabiać lub inspirować, o ile potrafisz obserwować. Mam taką zdolność, że nawet w największym crapie (tak, będę używać tego słowa) znajdę coś wartego uwagi. Czasem taki crap porusza na tyle, że rodzą się pomysły.

 

I tym razem coś się urodziło.

 

 

Podsłuchane w miejscu, gdzie podają te pyszności ze zdjęcia

 

Troje młodych ludzi, dwie dziewczyny i jeden chłopak siedzą przy stoliku, sącząc pełne pianki latte.

 

Brunetka

Jestem strasznie zmęczona.

Blondyna

Czym?

Brunetka

Sesja stulecia, praca 6 godzin dziennie. Myślałam, że odpocznę coś w te ferie, ale się nie udało.

Blondyna

Ty jeszcze nie widziałaś sesji! Ale wiesz, tak wygląda życie. Ja pracuję prawie cały czas. Znajomi się dziwią, że daję radę tyle pracować i jeszcze spotykać się z chłopakiem raz w tygodniu, wow.

Brunetka

No ja mam dość! Prawie cały czas pracuję. Nie mogę sobie odpocząć, a pieniądze się nie zgadzają, więc zmieniam pracę i znowu nie będę mieć urlopu.

Blondyna

Straszna bieda. To już w ogóle nie odpoczniesz. Nic mi się kurwa nie chce.

Facetbez…

Masz dziś wolne.

Blondyna

No, chociaż tyle… A wiesz, że ta Marta z pracy ostatnio wywinęła niezły numer?

Brunetka

Która Marta?

Blondyna

No, ta taka ruda, głupia. Nie kojarzysz? Zawsze traktowała nas z góry.

Brunetka

Ta taka z wielkim tyłkiem?

Blondyna

Ta właśnie! Ona się spotyka z naszym szefem! To znaczy z twoim byłym, ale…

Brunetka

No chyba żartujesz! Wiedziała jak się ustawić.

Blondyna

A ten Tomek, ten taki chudy i wysoki w wielkich okularach. Zwolnił się.

Brunetka

Co się stało?

Blondyna

Dostał lepszą pracę. Wiesz, on zawsze był taki uprzejmy… a ja to ostatnio usłyszałam w pracy, że jestem pretensjonalna i roszczeniowa.

Facetbez…

To chyba komplement.

Blondyna

Tak?

Facetbez…

No bo jak ktoś jest pretensjonalny, to takie z niego trochę indywiduum.

 

Obserwator Optymista parska ze śmiechu w myślach.

 

Blondyna

Ano, może… Dzięki. Tak sobie myślę, że muszę mniej pracować. Jak będę stara, to będę zapierdalać, bo wtedy to już nic nie będzie ważne.

Facetbez…

Póki jest się młodym, trzeba dać czadu, ale z głową, z głową.

Brunetka

No właśnie! A tu ani wypłaty, ani urlopu, a budżet się kończy.

Blondyna

Takie życie, szare życie w tej Polsce.

Facetbez…

Już tak nie marudźcie. Chciałbym pracować 6 albo 8 godzin. Ja zaczynam za 14 minut, a kończę za 14 godzin…

Brunetka

O cholera! To gdzie ty pracujesz?

Facetbez…

Gastro. Teraz to i tak jest dobrze. Kiedyś pracowałem po 16 godzin, na szczęście już tak nie jest.

Blondyna

Zachciało się pracy w gastronomii.

Facetbez…

Ten Bartek, co zawsze chciał być kelnerem, ostatnio zaczyna zmieniać zdanie na temat tej pracy.

O ósmej jest już w pracy, żeby przygotować knajpę, a siedzi czasem do północy, bo po gościach trzeba posprzątać.

Blondyna

To mu się zachciało pracy jako kelner. Ma teraz!

Brunetka

Ale jestem głodna.

Facetbez…

To weź sobie coś kup.

Blondyna

Też jestem głodna.

Facetbez…

Czemu sobie czegoś nie kupicie?

Brunetka

Chodź na szluga, Agata.

Facetbez…

To ja będę już leciał do pracy. Cześć dziewczyny!

 

Towarzystwo się rozchodzi, a tak naprawdę Obserwator Optymista odchodzi. Dość już sułyszał.

 

Dokąd zmierzamy?

 

Skoro młode studiujące pokolenie, przyszłość naszego gatunku tak się prezentuje, nie możemy się chyba spodziewać wielkich zmian…

Co jest nie tak z ludźmi? Czemu za swoje “nieszczęście” obwiniają wszystkich naokoło? Czemu nie potrafią się skupić na pozytywach i dobrych momentach? Jak Ci praca nie pasuje, zacznij szukać nowej. Jak mało płacą, może spróbuj zdobyć nowe kwalifikację na jakimś kursie (najlepiej darmowym)? Jak studia Cię męczą, to po co na nie chodzisz? Owszem, papierek może pomóc, ale zastanów się dobrze, co jest dla Ciebie ważne i gdzie chcesz być. A może nie wiesz, jak większość?

 

Młodość to energia i zapał

 

Nie wiem czy to po prostu Polska, czy może wszyscy tak mają, że są martwi już za życia. Skoro jesteśmy tu tylko na chwilkę, może warto by było skorzystać z tego jak najwięcej i spróbować każdą, nawet najgorszą sytuację przerobić na coś pozytywnego? Jeśli nie da się pozytywnie, to może warto zacząć używać mózgu, żeby tych negatywów było mniej. Zazwyczaj sami pakujemy się w crap. Nikt nas tam nie pcha na siłę. No chyba, że nie mamy najmniejszej kontroli nad swoim życiem i otoczenie o wszystkim decyduje za nas. W to akurat nie uwierzę…

 

Czy ludzkość ma jeszcze szansę, czy najzwyczajniej w świecie upadniemy jeszcze bardziej? Jak myślisz?

 

 

PSsst. Pan z obsługi był tak miły, że przyjdę tam ponownie po prostu do niego, a nie tylko dlatego, że mają dobre cynamonki… Jego też obgadali, że pewno smutny, bo sam na zmianie i nie ma fajnej dziewczyny obok. Mnie się wydawał całkiem radosny…

 

PSSsst 2. Uważajcie na Wasze rozmowy w miejscach publicznych. Mogę czujnie siedzieć gdzieś obok i zawsze jestem gotowa na uwiecznienie kolejnej historii. Żeby nikt mi potem nie zarzucił, że nie ostrzegałam!

Dragon Hills SPA – dom w pigułce?

Jest czwarta nad ranem w sobotnią noc (a może noworoczny “świt”?). Wychodzisz właśnie z klubu ze znajomymi. Jesteście zmęczeni dzikimi pląsami polewanymi litrami alkoholu. Marzysz o kilku rzeczach. No właśnie, o czym?

  • o śnie?
  • o wannie lub prysznicu?
  • o jakimś “zdrowym” nocnym szamaniu, np. o kebabie?
  • o relaksie rodem ze SPA?
  • a może po prostu o tym, żeby domownicy nie zobaczyli Cię w tym stanie?

Najlepiej, gdyby dało się zrealizować wszystko na raz i to za nieduże pieniądze, prawda?

 

To możliwe, tylko trzeba wiedzieć gdzie

 

No i tu pierwsze rozczarowanie: niestety nie w Polsce.

Nic mi nie wiadomo o tym, żeby w Polsce istniało takie miejsce, niedroga restauracjo-myjnio-sypialnia, do której możesz wejść i za parę złotych przenocować (jedzenie dodatkowo płatne). Szamponik, mydło, ręcznik i ubranie wliczone w opłatę za wstęp. Żyć, nie umierać.

Takie atrakcje znajdziesz za to w Korei pod groźnie wyglądającą nazwą jjimjilbang (찜질방), która oznacza łaźnię parową. Za mniej więcej trzydzieści złotych możemy spędzić w niej do dwunastu godzin bez przerwy. Tak to przynajmniej wygląda w jednej z najbardziej popularnych łaźni w Seulu, czyli w Dragon Hills SPA.

Guano z pomarańczą, ale robi wrażenie. W Azji ludzie chyba lubią guano.

Co relaksującego oferujecie?

 

“Na Smoczych Wzgórzach” spędziłam leniwe godziny, mocząc się w basenach z wodą o różnych właściwościach i pocąc się radośnie w kilku rodzajach sauny. Na wszelki wypadek dodam, że w części „wodnej” chodzimy jak nas Bozia stworzył, a przed wejściem do któregokolwiek basenu należy się umyć pod prysznicami niedaleko wejścia do łaźni (po to nam to mydełko i szamponik). To obowiązkowe! Nie przynośmy wstydu białej rasie, wskakując do basenu na hurra i bez pomyślunku. Strefa z basenami, czy też wannami, jest podzielona ze względu na płeć, więc nie trzeba się obawiać pożądliwych spojrzeń płci przeciwnej. Nie można też wnosić telefonu (kto by pomyślał?). W damskiej strefie mamy dwie sauny, jedną aromatyczną, wilgotną i bardzo przyjemną oraz drugą niemożebnie gorącą, suchą i zabójczą. Byłam w stanie wytrzymać tylko przy podłodze i to kilka chwil, ale trzeba pamiętać, że ja z tych, którzy źle znoszą nadmierny upał.

Chłopaki leżą – smartfon to mus. Na wypadek gdybyś miał wątpliwości – w tej sali są też gigantyczne telewizory ścienne, ale panowie po prostu zalegają.

W części „parowej” i bardziej publicznej nosimy strój wręczony przez obsługę, specjalną piżamkę (patrz powyżej). Tam też możemy zobaczyć się z naszymi znajomymi płci przeciwnej (patrz powyżej). Niektóre sauny wyglądają jak nieduże paleniska, inne przypominają grobowce (patrz poniżej). Dwie piramidy, z których w jednej unosi się woń różnorakich ziół, to moje faworytki!

Tak, tam naprawdę wszystko jest żółte, złote, prawie że gotowane. Na bogato? A może po prostu ma nam być “cieplej”?

Jest też mroźne pomieszczenie, gdzie możemy zobaczyć się z bałwankiem. Tam to dopiero jest chłodzenie, przed kolejną sesją w “piecu”. W niektórych gorących komnatach kamienie parzą stopy, a przed wejściem do środka widnieje komunikat, że nie należy wchodzić boso, ale kto by tam przestrzegał reguł, no nie?

Pingwiny zapraszają!

Największe wrażenie robi gigantyczny piec (podobno sauna, phi), w którym temperatura osiąga taką wartość, że ja osobiście mogłam tam jedynie wbiec i po całej sekundzie uciec, przeklinając ból wywołany temperaturą. Moje towarzystwo wytrzymało dłużej, bo ponad 10 sekund – to zacne osiągnięcie. Kto podejmuje wyzwanie?

Ciekawe jaki jest rekord i ile wytrzymują tam Koreańczycy? Warto wskoczyć choć na chwilę do “pieca” i sprawdzić swoje możliwości.

 

Strawa

 

Gdyby naszedł Cię nagły głód, możesz posilić się na przykład… zestawem trzech jajek na twardo.

Co zawiera? Jajko standard, wędzone i z ognia (prawdopodobnie grillowane). Każde smakuje inaczej. Wyraźnie czuć ich nietuzinkowy smak. Polecam spróbować, jeśli ktoś będzie miał okazję. To nie tylko pożywna, ale też interesująca przekąska. Z przyczyn wymienionych powyżej nie udokumentowałam jedzonka.

Kto oglądał koreańskie dramy, skojarzy wszystko – jajka, ubrania, sale do spania i przesiadywania, i tak dalej. Na wypadek, gdybyś nie miał ochoty na jajka dostępne w „strefie wodnej” (czyli tam gdzie biegamy nago), masz jeszcze okazje zjeść koreański specjał w jednej z restauracji w „strefie parowej”. Do wyboru do koloru – konkrety, porządne dania (m.in. ryż z omletem i keczupem na wierzchu, nie pytaj… i inne takie), a także dobre desery, jak lodowe smakołyki z mango. Czym byłoby życie bez dobrego deseru po wysiłku?

 

Więcej niż możesz sobie wyobrazić

 

Dragon Hills SPA to nie tylko sauny i baseny uzdrowiskowe. W rzeczywistości to kilkupiętrowy kompleks relaksacyjny z iście wyspiarskim klimatem. Przemiła ahjumma chętnie udzieli nam masażu czy innego zabiegu pielęgnacyjnego za dodatkową opłatą – ja dziękuję, ale może Ty?

Na ostatnim piętrze można sobie pośpiewać na karakoe i napić się godnego trunku z procentami. Bar wydaje się być całkiem na poziomie, a wszystko pod dachem z najprawdziwszego nieba. Jest też basen, ale tam już pływamy w strojach kąpielowych! Koniec z golizną, wdzięki zostały docenione.

Uwierz, to basen pod gołym niebem. Całkiem milusio, nie sądzisz?

Dla uzależnionych od elektroniki nie zabraknie atrakcji w postaci telewizji czy automatów do gier. Ilość? W opór.

 

Szara, tj. miętowa rzeczywistość

 

Tylko czy po imprezie myślimy o tym wszystkim? Nie do końca.

Po libacji prawie każdy chce spędzić szczęśliwe chwile w pozycji horyzontalnej – co jest możliwe w leżakowniach, oczywiście na podłodze (w Azji jesteśmy, ludki drogie!). Podłoga potrafi być naprawdę wygodna.

Dragon Hills SPA i inne jjimjilbangi polecają się strudzonym wędrowcom i podpitym imprezowiczom. Gdyby z jakiegoś powodu przepadł Ci nocleg, łaźnia parowa Cię uratuje, no chyba, że akurat wylądujesz na Jeju, ale to już inna historia…

Koniecznie odwiedź Dragon Hills SPA, jeśli będziesz w Seulu. Tanio i przyjemnie. Niecodzienne doświadczenia gwarantowane!

Wystarczy, że wysiądziesz na stacji metra w Yongsan-gu. Wrzucam obrazek, bo obrazki mówią więcej, niż 1000 słów. Nie musisz dziękować.

Wszystko, co może się wydarzyć, gdy wsiądziesz do autobusu

Uroki podróży transportem publicznym – cz. 1

 

Umęczony kilkugodzinną górską wspinaczką włóczykij wsiada z plecakiem do autobusu, układa się do snu i przysypia. Może dzięki temu będzie mógł jechać bez dodatkowego towarzystwa tuż obok i się wyśpi? Taką ma nadzieję. Autobus rusza. Nikt nie siada obok. To będzie dobra podróż.

– No wiesz, jestem tłumaczem. Niedawno zacząłem współpracę z Instytutem Konfucjusza. Wiesz, jak okropnie przetłumaczona jest jedna z książek, którą tam znalazłem? Tłumacz google lepiej by to zrobił. Dobrze, że tam trafiłem, zrobię porządek.

Autobusowy relaks włóczykija zakłóca przemądrzały głos młodego mężczyzny siedzącego nieopodal. Mądrala gada jak najęty, pozwalając swojej rozmówczyni jedynie na pojedyncze słowa.

– Acha, acha.

– Będą mi wdzięczni. Jestem dokładny i znam się na rzeczy. Jeździłem trochę po Azji, wiesz? Mam dużo wiedzy praktycznej. To ważniejsze niż suche studia. Dzięki nim trafiłem do Konfucjusza, ale podróże są nieocenionym doświadczeniem. W Azji Południowo-Wschodniej byłem chyba wszędzie.

– Coś o tym słyszałam.

Włóczykij próbuje spać, lecz głosy pasażerów to utrudniają. Mieszają się, tworząc bohomaz fabularny. Nowy głos wchodzi na scenę. Odzywa się starsza pani.

– Kup masę makową z Biedronki.

– Jak byłem w Tajlandii, to były wielkie trzęsienia ziemi, wiesz? Naprawdę poważne. W Polsce, na Śląsku też się zdarzają, ale to co innego, bo to tylko tąpnięcia. Wiesz?

– Tak. Nasza polska energetyka w dużej mierze wciąż opiera się na węglu. Trzeba to zmienić.

– Święte słowa. Ale patrz, co byśmy zrobili bez węgla w Polsce? Nie byłoby rozwoju, nie byłoby autobusów. Jak byśmy podróżowali…? Gdyby nie ten węgiel…

– Nie, nie, śmietanę już kupiłam, ale weź jeszcze cukier.

Rozlega się głos młodej kobiety:

– Może jakimiś tunelami powietrznymi?

– Tylko wtedy trzeba by było płacić jeszcze za powietrze.

– I śliwki suszone.

Majaki senne włóczykija przybierają kształty suszonych śliwek, wciąganych przez powietrzne tunele przenoszące je w nowe miejsca. Po każdej podróży śliwki przykładają do specjalnych czytników karty kredytowe. Śliwki występują w najróżniejszych konfiguracjach: noszą opakowania z cukrem, wirują w makowym jeziorze lub wylegują się na tajskich plażach.

– Jak przyjadę, upieczemy sernik.

– …na początku myślałem, że nie nauczę się tych tonów. Dużo czasu zajęło mi zapamiętywanie, jak wymawiać poszczególne słowa i zdania, ale gdy przebrnąłem przez pierwsze trudności, zakochałem się w chińskim. Byłem najlepszy na roku. To pozwoliło mi wyjechać na roczne studia w Chinach. Wiele się nauczyłem. Ludzie są tam niezwykle gościnni. Brakuje mi tego miejsca.

– To co tutaj robisz?

– Jadę, jadę.

Słychać głos starszej pani.