Wolność to… część 1.

 

Wolność to…

coś, o czym wszyscy marzymy. A może tak nam się tylko wydaje?

 

 

Chcemy być niezależni, niepohamowani i niczym nieograniczani, a jednak pakujemy się w (kolejność przypadkowa):

 

  1. Kredyty
  2. Małżeństwo
  3. Dzieci
  4. Rodzinę (brzmi kontrowersyjnie? Bardzo dobrze)
  5. Wątpliwe inwestycje
  6. Wątpliwsze kooperacje
  7. Pechowe umowy
  8. Nałogi
  9. Opresyjne relacje
  10. Opresyjne ideologie
  11. Narzucone przekonania
  12. Religię
  13. Pracę na etacie
  14. Inne

 

Gdzie jest ta nasza wolność? Czy ona w ogóle JEST?

 

Na co dzień raczej o niej nie myślimy, bo to niewygodne. Moglibyśmy się gorzej poczuć, stracić humor. Lepiej kontynuować życie w iluzji. Tak robimy i będziemy robić. Może wcale nie marzymy o wolności? Może jest nam niepotrzebna?

 

Czym w zasadzie jest wolność?

 

Możliwością zrobienia tego, co się chce, kiedy się chce i z kim się chce? Możliwością wstania i wyjścia – pójścia dokładnie tam, gdzie akurat mamy ochotę? Bez tłumaczenia się komukolwiek. Możliwością wyruszenia w podróż bez planu i ograniczeń w dowolnie wybranym towarzystwie? Możliwością kupienia sobie tego, na co mamy ochotę? Możliwością spotykania się z A, B i C bez konsekwencji? A może to byłby już chaos i rozpasanie? Możliwością rzucenia wszystkiego co jest teraz naszym życiem i spróbowanie “od nowa”?

 

Nie powiem, czym wolność jest dla mnie, ale Ty pomyśl, czym jest dla Ciebie.

 

Gdzie są granice wolności?

 

Czy ludzie byliby w stanie „żyć na wolności”, takiej niczym nieposkromionej?

 

Obawiam się, że nie i że wtedy mogliby stracić sens. W rzeczywistości ludzie nie chcą być wolni i nigdzie “nieprzywiązani”. Lubią mieć swoje korzenie, swoje miejsce na świecie i takie tam. Potrzebują poczucia obowiązku, odpowiedzialności i przywiązania. Chcą być komuś potrzebni – dziecku, kotu, przełożonemu, żonie, rodzicom, przyjaciołom, firmie, światu, komukolwiek. Chcą być po prostu potrzebni.

 

Brak obowiązków, przywiązania do miejsc i ludzi generuje nieszczęście – zawieszenie w jakiejś trudnej do zdefiniowania próżni. Po co tu jestem? Czy jest coś sensownego, co mogę zrobić (dla innych?) zanim skończy się mój czas? Chyba każdy choć raz zadał sobie te pytania. Dlaczego tak często ludzie starsi albo bezdomni tracą sens istnienia? Powodów może być bardzo wiele i wszystko zależy od przypadku, ale jeden z pewniaków to: nie czują się potrzebni. Nie mają sił, zdrowia ani planu co jeszcze mogliby zrobić, a przede wszystkim brakuje im kogoś, kto okazałby zainteresowanie.

 

Większość z nas potrzebuje ludzi. Pozostała część też. Można mieć jednak “życiowe cele” niezwiązane z ludźmi, jak np. napisanie książki, stworzenie nowego utworu, namalowanie obrazu, zbudowanie innowacyjnego urządzenia i tak dalej. Wydawałoby się, że to nie ma nic wspólnego z ludźmi, ale… bez ludzi, bez odbiorców te wszystkie wytwory pozostaną niezauważone. Cel, jaki by nie był, zawiera w sobie pierwiastek ludzki. Twórca potrzebuje odbiorców – osób, które zobaczą i skomentują jego pomysły. Że też to wszystko tak wygląda!

 

Czy wolność to żart?

 

Gdzieś głęboko pragniemy być wolni, ale bez przesady. Może tak na chwilkę? Na jeden dzień, weekend, miesiąc? Potrzebujemy tylko troszkę wolności, tylko tyle, żeby na moment się oderwać. Odskocznia od codzienności potrzebna jest tylko czasem i trzeba uważać, żeby po tym wszystkim można było bezboleśnie wrócić do szarej, bezpiecznej codzienności.

 

Także ten

 

wolność to iluzja

 

a jej pragnienie to żart

 

 

PSsst. Uciekam w te słynne Bieszczady!

PSSsst 2. Nie czuj się źle. Ja też w tym siedzę.

PSsst 3. Wiem, że w kwestii wolności można by tworzyć wielkie elaboraty, ale na ten moment to wszystko!