Dragon Hills SPA – dom w pigułce?

Jest czwarta nad ranem w sobotnią noc (a może noworoczny “świt”?). Wychodzisz właśnie z klubu ze znajomymi. Jesteście zmęczeni dzikimi pląsami polewanymi litrami alkoholu. Marzysz o kilku rzeczach. No właśnie, o czym?

  • o śnie?
  • o wannie lub prysznicu?
  • o jakimś “zdrowym” nocnym szamaniu, np. o kebabie?
  • o relaksie rodem ze SPA?
  • a może po prostu o tym, żeby domownicy nie zobaczyli Cię w tym stanie?

Najlepiej, gdyby dało się zrealizować wszystko na raz i to za nieduże pieniądze, prawda?

 

To możliwe, tylko trzeba wiedzieć gdzie

 

No i tu pierwsze rozczarowanie: niestety nie w Polsce.

Nic mi nie wiadomo o tym, żeby w Polsce istniało takie miejsce, niedroga restauracjo-myjnio-sypialnia, do której możesz wejść i za parę złotych przenocować (jedzenie dodatkowo płatne). Szamponik, mydło, ręcznik i ubranie wliczone w opłatę za wstęp. Żyć, nie umierać.

Takie atrakcje znajdziesz za to w Korei pod groźnie wyglądającą nazwą jjimjilbang (찜질방), która oznacza łaźnię parową. Za mniej więcej trzydzieści złotych możemy spędzić w niej do dwunastu godzin bez przerwy. Tak to przynajmniej wygląda w jednej z najbardziej popularnych łaźni w Seulu, czyli w Dragon Hills SPA.

Guano z pomarańczą, ale robi wrażenie. W Azji ludzie chyba lubią guano.

Co relaksującego oferujecie?

 

“Na Smoczych Wzgórzach” spędziłam leniwe godziny, mocząc się w basenach z wodą o różnych właściwościach i pocąc się radośnie w kilku rodzajach sauny. Na wszelki wypadek dodam, że w części „wodnej” chodzimy jak nas Bozia stworzył, a przed wejściem do któregokolwiek basenu należy się umyć pod prysznicami niedaleko wejścia do łaźni (po to nam to mydełko i szamponik). To obowiązkowe! Nie przynośmy wstydu białej rasie, wskakując do basenu na hurra i bez pomyślunku. Strefa z basenami, czy też wannami, jest podzielona ze względu na płeć, więc nie trzeba się obawiać pożądliwych spojrzeń płci przeciwnej. Nie można też wnosić telefonu (kto by pomyślał?). W damskiej strefie mamy dwie sauny, jedną aromatyczną, wilgotną i bardzo przyjemną oraz drugą niemożebnie gorącą, suchą i zabójczą. Byłam w stanie wytrzymać tylko przy podłodze i to kilka chwil, ale trzeba pamiętać, że ja z tych, którzy źle znoszą nadmierny upał.

Chłopaki leżą – smartfon to mus. Na wypadek gdybyś miał wątpliwości – w tej sali są też gigantyczne telewizory ścienne, ale panowie po prostu zalegają.

W części „parowej” i bardziej publicznej nosimy strój wręczony przez obsługę, specjalną piżamkę (patrz powyżej). Tam też możemy zobaczyć się z naszymi znajomymi płci przeciwnej (patrz powyżej). Niektóre sauny wyglądają jak nieduże paleniska, inne przypominają grobowce (patrz poniżej). Dwie piramidy, z których w jednej unosi się woń różnorakich ziół, to moje faworytki!

Tak, tam naprawdę wszystko jest żółte, złote, prawie że gotowane. Na bogato? A może po prostu ma nam być “cieplej”?

Jest też mroźne pomieszczenie, gdzie możemy zobaczyć się z bałwankiem. Tam to dopiero jest chłodzenie, przed kolejną sesją w “piecu”. W niektórych gorących komnatach kamienie parzą stopy, a przed wejściem do środka widnieje komunikat, że nie należy wchodzić boso, ale kto by tam przestrzegał reguł, no nie?

Pingwiny zapraszają!

Największe wrażenie robi gigantyczny piec (podobno sauna, phi), w którym temperatura osiąga taką wartość, że ja osobiście mogłam tam jedynie wbiec i po całej sekundzie uciec, przeklinając ból wywołany temperaturą. Moje towarzystwo wytrzymało dłużej, bo ponad 10 sekund – to zacne osiągnięcie. Kto podejmuje wyzwanie?

Ciekawe jaki jest rekord i ile wytrzymują tam Koreańczycy? Warto wskoczyć choć na chwilę do “pieca” i sprawdzić swoje możliwości.

 

Strawa

 

Gdyby naszedł Cię nagły głód, możesz posilić się na przykład… zestawem trzech jajek na twardo.

Co zawiera? Jajko standard, wędzone i z ognia (prawdopodobnie grillowane). Każde smakuje inaczej. Wyraźnie czuć ich nietuzinkowy smak. Polecam spróbować, jeśli ktoś będzie miał okazję. To nie tylko pożywna, ale też interesująca przekąska. Z przyczyn wymienionych powyżej nie udokumentowałam jedzonka.

Kto oglądał koreańskie dramy, skojarzy wszystko – jajka, ubrania, sale do spania i przesiadywania, i tak dalej. Na wypadek, gdybyś nie miał ochoty na jajka dostępne w „strefie wodnej” (czyli tam gdzie biegamy nago), masz jeszcze okazje zjeść koreański specjał w jednej z restauracji w „strefie parowej”. Do wyboru do koloru – konkrety, porządne dania (m.in. ryż z omletem i keczupem na wierzchu, nie pytaj… i inne takie), a także dobre desery, jak lodowe smakołyki z mango. Czym byłoby życie bez dobrego deseru po wysiłku?

 

Więcej niż możesz sobie wyobrazić

 

Dragon Hills SPA to nie tylko sauny i baseny uzdrowiskowe. W rzeczywistości to kilkupiętrowy kompleks relaksacyjny z iście wyspiarskim klimatem. Przemiła ahjumma chętnie udzieli nam masażu czy innego zabiegu pielęgnacyjnego za dodatkową opłatą – ja dziękuję, ale może Ty?

Na ostatnim piętrze można sobie pośpiewać na karakoe i napić się godnego trunku z procentami. Bar wydaje się być całkiem na poziomie, a wszystko pod dachem z najprawdziwszego nieba. Jest też basen, ale tam już pływamy w strojach kąpielowych! Koniec z golizną, wdzięki zostały docenione.

Uwierz, to basen pod gołym niebem. Całkiem milusio, nie sądzisz?

Dla uzależnionych od elektroniki nie zabraknie atrakcji w postaci telewizji czy automatów do gier. Ilość? W opór.

 

Szara, tj. miętowa rzeczywistość

 

Tylko czy po imprezie myślimy o tym wszystkim? Nie do końca.

Po libacji prawie każdy chce spędzić szczęśliwe chwile w pozycji horyzontalnej – co jest możliwe w leżakowniach, oczywiście na podłodze (w Azji jesteśmy, ludki drogie!). Podłoga potrafi być naprawdę wygodna.

Dragon Hills SPA i inne jjimjilbangi polecają się strudzonym wędrowcom i podpitym imprezowiczom. Gdyby z jakiegoś powodu przepadł Ci nocleg, łaźnia parowa Cię uratuje, no chyba, że akurat wylądujesz na Jeju, ale to już inna historia…

Koniecznie odwiedź Dragon Hills SPA, jeśli będziesz w Seulu. Tanio i przyjemnie. Niecodzienne doświadczenia gwarantowane!

Wystarczy, że wysiądziesz na stacji metra w Yongsan-gu. Wrzucam obrazek, bo obrazki mówią więcej, niż 1000 słów. Nie musisz dziękować.