Alexander McQueen i te mroczne miejsca

Sukces czy porażka?

 

Jakiś czas temu obejrzałam film biograficzny “McQueen”, opowiadający drogę projektanta mody od trudnych finansowo początków (geniusz i talent przejawiał od zawsze) po spektakularny sukces i życie zakończone nieszczęśliwie, bo samobójstwem. Poza swoją marką “Alexander McQueen”, projektant tworzył kolekcje dla Givenchy czy Gucci, ale nie o tym będzie mowa… Nawet spektakularny sukces w swojej branży nie gwarantuje szczęścia, jak okazało się na jego przykładzie, a branża na pewno ma znaczenie. Moda, kino, teatr, muzyka to trudne “działki” – trzeba dać z siebie wiele, żeby coś osiągnąć. Trzeba się dosłownie obnażyć emocjonalnie i wewnętrznie, co wyczerpuje. Przecież silne emocje wyczerpują tak samo jak demaskowanie swojego wnętrza ku uciesze publiki. Czasem trzeba “się sprzedać”, żeby dojść na szczyt. Powiem Wam, jak to zrobić, jak już będę “po”. Wracając jednak do tematu… kiedy publika robi się gigantyczna, napięcie wzrasta i nigdzie nie można znaleźć spokoju. To musi być ciężkie i obezwładniające, zwłaszcza, gdy w pakiecie nosi się nieciekawe rany z dzieciństwa, a jakoś brakuje sposobu, żeby je zaleczyć.

Czy życie artysty naznaczone międzynarodowym sukcesem, zapisane na kartach historii można uznać za udane, za sukces? Nawet wtedy, gdy zakończyło się z woli głównego zainteresowanego, samobójstwem? To zależy od ambicji i aspiracji. Czuję, że mnie by takie burzliwe życie zadowoliło dużo bardziej niż spokojny żywot bez wzlotów i upadków. Nawet, gdyby było bardzo dramatycznie (lecz z umiarem). Kto wie, co przyszłość przyniesie i co sobie sama “ugotuję”? Ale… niezależnie od wszystkiego nie chcę żeby pożerał mnie…

 

…mrok 

 

Mimo całego swojego magnetyzmu, mrok jest ciężki do zniesienia. Męczy i przytłacza. Jeśli w nas siedzi, prędzej czy później znajdzie ujście…

 

Nie mamy pojęcia jak bardzo żarł od środka Lee McQueena. Można jedynie przypuszczać, patrząc na kontrowersyjne projekty i kolekcje Brytyjczyka – wykonane naprędce z taśmy klejącej albo innego “niegodnego uwagi” materiału lub z odpowiednim przygotowaniem i nabożnością z najlepszych surowców dla uznanych domów mody (ale i tak na ostatnią chwilę). Kicz? Czemu nie. Jego pomysły były piękne, przejmujące i niebywale charakterystyczne. Brzydkie? Kwestia gustu. Z jednej strony wychwalały kobiety, innym razem koncentrowały się na poniżeniu. Skrajności. Lee zdecydowanie był po stronie kobiet, nie przeciwko, choć media lansowały inną wizję. Media to zawsze pokażą jedyny słuszny obrazek dla mas. No ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Nieważne jak mówią, ważne, żeby mówili! Zadziałało, bo właśnie od kontrowersji wszystko się u McQueena zaczęło.

 

Lee w swoją pracę wkładał siebie. To była dla niego forma terapii. Tworzył bardzo autentycznie. Okropne doświadczenia z dzieciństwa? Stworzyły nieszczęśliwego geniusza. Chwała złu za to. Żart, nieśmieszny, wiem, ale McQueen to tylko jeden z wielu przypadków… Prawda jest taka, że mrok siedzi chyba w sercach wszystkich artystów (i nie tylko). Nikt nie jest “nieskażony”, czy to dzięki innym, czy na własne życzenie. Na chwilę obecną śmiem twierdzić, że to MROK jest najlepszą pożywką dla sztuki, a przynajmniej najlepszą pożywką dla tej naprawdę przejmującej twórczości.

 

Co z nim dalej zrobić?

 

Co ja w ogóle przez to rozumiem? Czym jest ten cały MROK, te mroczne miejsca?

 

To wszystkie negatywne uczucia, które w nas siedzą. To odczuwanie nieszczęścia, cierpienie różnego rodzaju, wewnętrzna pustka, zagubienie, samotność, złe wspomnienia, strach czy niepokój. Wszystkie te okropne, przytrafiające się nam w różnych okolicznościach smutki. Pytanie: spychać na peryferie świadomości, żeby zakwitły dorodnie? A może twórczo wyganiać? Pozbywać się i czerpiąc z tych smętnych wpływów, wyrzucać z siebie ciężkie treści, siejąc je dalej? Czy to moralnie dobre tak truć kolejne osoby? Ciężko ocenić. Zakładam, że rozum każdy posiada i świadomie wybierze kto i co będzie kształtowało jego poglądy i (pod)świadomość. Gorzej z tymi, co trafią przypadkiem i nie będą mieli jak się obronić… jakieś dzieci i tak dalej. No cóż.

 

Czyli lepiej jednak ciągnąć w stronę światła? Tak byłoby idealnie, tylko czy istnieje rzeczywistość idealna?

 

Nie w tym wymiarze.

 

 

PSSst. Niezły czaszko-rower, co nie? Jestem przekonana, że sam McQueen by takim nie pogardził!

PSsst 2. Ja dobrze wiem, jak czerpać z tego ciemnego, obiecuję sobie, że spróbuję i z jasnego!