Czarownidziejka z Krainy Wiecznej Inspiracji

 

Nowicjusz

Pani Czarownidziejko, róbmy to twórczo, często i gęsto. Przecież nie liczy się nic poza tym, co po nas zostaje!

Czarownidziejka

Tak, racja. Też tak uważam. A masz dobre źródło?

Nowicjusz

Źródło?

Czarownidziejka

Z którego będziesz twórczo czerpać?

Nowicjusz

Oczywiście! Ciebie!

Czarownidziejka

Mnie?

Nowicjusz

Tak! Inspirujesz mnie bardzo, bo nieustannie wyczarowujesz coś z niczego!

Czarownidziejka

Ach tak?

Nowicjusz

Też bym tak chciał.

Czarownidziejka

Żeby to osiągnąć, musisz czerpać z siebie, nie ze mnie. Twoje pomysły muszą wychodzić ze środka, z wnętrza.

Nowicjusz

Kiedy ja tam nic nie mam.

 

Czarownidziejka wybucha serdecznym śmiechem

 

Czarownidziejka

To jedynie oznacza, że musisz tam to i owo włożyć. Musisz szukać chwil, miejsc, rzeczy i ludzi, dzięki którym do głowy będą Ci wpadać pomysły.

Nowicjusz

No! Więc jesteś jednym z nich!

Czarownidziejka

I co takiego wymyśliłeś?

Nowicjusz

Że bardzo cię lubię i wiem, że inni też ulegną twojemu czarowi.

 

Rozlega się kolejna salwa serdecznego śmiechu

 

Czarownidziejka

I w jaki sposób stworzysz coś dzięki tej emocji?

Nowicjusz

Wyjdę do ludzi i zrobię coś dobrego.

Czarownidziejka

No i tu mamy początek!

Magia zimową porą (w lecie też da radę!)

 

Para wkracza przez portal do nowej rzeczywistości. Ku ogólnemu zdziwieniu, w środku przebywają same koty. Część siedzi wygodnie na kanapach i w fotelach, sącząc gorącą czekoladę, grzańce czy zimowe herbaty i miaucząc między sobą z przekonaniem. Pozostałe koty biegają po całej sali wnosząc i wynosząc talerze, kubki i resztki. Robią to z pełną gracją. Mężczyzna mruga nerwowo kilkukrotnie. Najwyraźniej nie przywykł do odrobiny magii w swojej codzienności.

 

M

Do której Krainy Czarów zabrałaś mnie tym razem? Nie mówiłaś nic o Narni.

A

To nie Narnia! To miejsce jest nawet lepsze!

M

No dobrze, to gdzie jesteśmy? W Kocim Królestwie?

A

Prawie.

 

Dziewczyna mruga i uśmiecha się tajemniczo.

 

A

Nie podoba ci się tutaj?

M

Podoba, ale jest tu bardzo osobliwie. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że obsługują mnie koty… To zazwyczaj działa w drugą stronę. My je obsługujemy. Szalona dziewczyno, gdzie ty mnie zabrałaś…

 

Mężczyzna śmieje się i nie umie opanować zaskoczenia. Rozgląda się po zakoconej sali.

 

A

Nie chciałeś być na zimnie, więc masz! Jesteśmy w Magii. Czujesz?

M

Magii?

A

Tak. Nie widzisz tego?

 

Mężczyzna rozgląda się po dziwacznie urządzonym pomieszczeniu, mruga kilkukrotnie, przeciera oczy i ku jego zdziwieniu wszystkie koty znikają. Zamiast tego na ich miejscach pojawiają się ludzie – mniej lub bardziej koci. Ci najkoćszszy spozierają na nowo przybyłych bez mrugnięcia okiem…

 

 

Czy ta bajeczka ma coś wspólnego z rzeczywistością? Wiesz (że ma)

 

bo jest takie miejsce, gdzie czasem widuję koty, często jem dobrze rzeczy i miewam cudowne pogawędki

 

Całkiem tu przytulnie, prawda? Wpadałabym w takie mrozy. Wpadasz ze mną?

 

Gdzież to?

 

Nazwa mówi sama za siebie

 

Cafe Magia

 

Jakoś takoś przypadki złożyły się w doskonałą całość, sprawiając, że gdy któregoś dnia tu wpadłam, okazało się, że będę wpadać jeszcze wiele razy i tak do (niemożliwego) znudzenia*

 

 

Dlaczego?

 

 

Bo: wystrój, menu i ludzie oraz niezastąpiony kot Hipolit, który czasem wskoczy na kolano

 

 

Co Cię czeka?

 

 

MENU, ostrzegam, że przytoczę tylko to, czego sama spróbowałam (a jest duuużo więcej):

 

Magiczny wrap. Sprawdzisz kotku, co jest w środku?

 

  • pyszne ciasta – sernik z białej czekolady, tarta czekoladowa z owocami czy ciasto marchewkowe to prawdziwe cuda
  • smaczne konkrety – wrapy/tosty z różnościami, np. z wędzonym łososiem rucolą i parmezanem albo z indykiem, oscypkiem i żurawiną, doskonała zupa pomidorowa czy też pierożki – mój typ to szpinak i kurczak
  • dobre napoje – gorąca czekolada, kilka interesujących rodzajów kaw i herbat, pyszne alkoholowe grzańce

 

Pierogi cudów – w środku smakowitości, a na wierzchu, na życzenie, brak cebuli (to tak na wypadek, gdybyś nie mógł, jak ja)
Gorącą czekoladę też mają dobrą. No może nie tak dobrą jak ta, którą sama robię, ale pod żadnym pozorem nie pogardzę! Można dostosować poziom gęstości!

 

ATMOSFERA, na którą wpływają:

 

  • wystrój – wnętrza wypełnione są meblami różnych kolorów i rozmiarów, a wszystko całkiem nieoczekiwanie do siebie pasuje, przypominając jedno z pomieszczeń w Hogwarcie (nazwa zobowiązuje); dekoracje stolików przyjemnie nawiązują do sezonu i aury
  • muzyka – zależnie od pory dnia leci coś, co może zainspirować – fortepiany, stare amerykańskie klasyki, pop z kategorii tych mniej chamskich albo przedświąteczne hity (moje ulubione!)

 

OBSŁUGA:

 

  • bardzo miła, pomocna, chętnie znosząca moje dziwactwa i wielogodzinne posiadywanie
  • potrafi umilić godziny pisarskiej pracy przyjemną konwersacją

 

LOKALIZACJA:

 

Plac Mariacki 3 – zauważ, że do Magii prowadzi najprawdziwszy portal!

 

OSTATNIE SŁOWA

 

Cafe Magia to jedno z moich pierwszych ulubionych miejsc na inspirującej mapie Krakowa. Działa bardzo pozytywnie, bo nie tylko ma wyjątkową atmosferę i miłych pracowników, ale też doskonałe menu. Jak wiadomo, nie trzeba mnie namawiać do odwiedzin, gdy serwuje się pyszności w dobrej jakości. Planuje dalej się naprzykrzać i spędzać tam niemożebnie dużo czasu! Część Cudowności powstaje własnie TAM!

 

Ocena: 8/8 (i nie, nikt mnie nie przekupił – no prawie…)

Kot Hipolit, jemu to wszystko wolno!

 

To kiedy widzimy się w Magii?

 

 

* Zasada Znudzalności jak widać nie zawsze obowiązuje i chwała za to (komu?)

Wychodzę, bo bzdur nie zniesę

Myślisz: “a co ja się będę bawić w kotka i myszkę. Co to, to nie…”

 

Wcale nie chcesz wiedzieć, gdzie oni weszli, bo na co to komu? Ani trochę nie zainteresowało Cię to rzekomo magiczne miejsce. Bo czym do ciężkiej cholery jest magia? Nic takiego nie istnieje. Ludzie wybzdurzają sobie, że można ją czasem poczuć przy okazji jakichś tam świąt, podczas inspirujących rozmów i spotkań z określonymi ludźmi, którzy to niby magicznie na nas oddziałują. Magia to może jest w książkach Rowling, tych o Harrym Potterze albo w spojrzeniu psa, który czeka, aż ktoś wpuści go do domu w mroźne popołudnie. Jak dobrze poczaruje, to może się doczeka (wpuszczenia do środka)…  Tyle w temacie tej niezwykłej magii. Bzdura.

 

Jakby na to wszystko nie patrzeć, magia to czysta bzdura. Nie chcesz mieć z tym nic wspólnego.

Prawdziwe życie to jest życie.

 

Czym może być miejsce o takiej nazwie? Magia. Magia?

Może to i dobre dla ludzi, którzy chodzą z głową w chmurach. Naprawdę nie wiesz, czy znajdziesz tam coś wartego uwagi.

 

 

A co jeśli ta nazwa nic nie znaczy i po prostu jest? Może nawet Ty znajdziesz tam przestrzeń dla siebie?

 

Sprawdzisz?

 

 

 

A co mi tam!

 

 

NIE

 

Ostatnia bajka, ale czy na pewno…

…tej zimy?

 

Śnieg sypie intensywnie. Temperatura plasuje się w granicach -6 stopni Celsjusza. W rzeczywistości można odczuć, jakby było -10 stopni. Ciężko dostrzec cokolwiek poza szalonymi płatkami śniegu i różnokolorowymi światełkami zawieszonymi w próżni. Dwoje zziębniętych ludzi przedziera się przez śnieżną zawieję.

 

M

Znasz tu jakieś miejsce? Jakiś przytulny zakątek w sam raz na kolejne natarcie zimy? Nie pociągnę tej „podróży” bez pokrzepiającej wizyty w jakimś sensownym miejscu. Wiesz jak to jest ze mną i z zimnem…

A

Hmmmm… Poczekaj, znam wiele miejsc. W końcu w wolnym czasie lubię eksplorować nowe. Chodźmy na rynek,

tam jest coś doskonałego!

M

Jak nie zmienimy się do tego czasu w ruchome bałwany to będzie coś! Zdaję się na ciebie, prowadź!

A

Czyżby śnieg ci przeszkadzał? Nie marudź jak stary człowiek!

M

Czy ja brzmię, jakbym marudził?

A

Tak, dokładnie.

M

Oj, tak sobie tylko mówię nooo…

A

W prawo.

M

Gdzie idziemy?

A

Dowiesz się w swoim czasie!

M

Skąd wiesz, czy nie znam tego miejsca? Co jeśli wcale nie chcę tam iść, bo w obsłudze mają kelnerkę,

która mnie nienawidzi?

A

Masz na myśli twoją niedoszłą rozżaloną dziewczynę?

M

Ale łapiesz! Człowiek musi być przy tobie naprawdę czujny.

A

Taki już mój urok. Jeszcze chwilka i będziemy!

 

Para “podróżników” transformuje się powoli w dwie śnieżne góry, przemieszczające się niezgrabnie w coraz wyższych śnieżnych przeszkodach. Kolorowe światełka rozmazują się. Mężczyzna odzywa się po chwili milczenia:

 

M

Ta wiosna to mogłaby już przyjść, nie sądzisz?

A

Mogłaby, ale zima też jest fajna. Jest magiczna. Jeszcze się nią nie nacieszyłam. Nie lubisz grzanego wina, przytulnych miejsc? Ognia w kominku?

M

Lubię wszystkie wymienione, ale marznięcie mnie przytłacza. Trzeba się za bardzo ubierać…

A

Taki twardziel, a chłód z nim zwycięża! Masz za to pretekst do częstych przytulanek, więc nie spieszyłabym się tak z tą wiosną. W lecie już  nie będzie tak łatwo!

M

Chyba masz rację… Aż drżę z przerażenia. Ale za to będą nogi…

A

Jakby teraz nie było.

M

Wszystkie poukrywane.

A

Słabo się rozglądasz. To tu!

 

Dziewczyna wskazuje na duże, ciężkie drzwi, a właściwie portal do…

 

Magii

 

 

Wchodzę z nimi                                                                                                                                                                                      Wychodzę

Zła zima, a może nie taka zła?

 

Cześć, to JA, wiosna!

 

 

 

 

Wpycham się z butami w Wasze życie, bo wiem, że tylko na mnie czekacie. Ta zima to paskudna potwora, prawda? Rozebrać się nie można, wszystko zamarznięte, kocyk wchodzi w grę tylko na łóżku, w domu, zamiast na zielonej trawie, a powietrze jak w Mordorze. Niosę zmiany, będzie tylko lepiej! No, nie obiecywałam, że nie będzie deszczu! Ale zaraz, zaraz…

 

 

 

 

 

 

Żartowałam!

 

 

 

 

Musicie sobie na mnie zasłużyć! To chyba jeszcze nie ten moment… Pa!

 

Jestem pewna, że w tych górach żyją najprawdziwsze Kryształowe Smoki. Żeby uchwycić taki widok, trzeba się postarać…

 

Ktoś tu sobie najwyraźniej z nas bezwzględnie zażartował. Nieładnie, oj nieładnie. Powiedzcie no robaczki, jak Wam minął pierwszy okołowiosenny tydzień? Było miło? Wszyscy się cieszy… liśmy?

 

Większość chętnie wywaliłaby zimę za okno (albo daleko w kosmos), ale oj… ona znów tam jeeest! I się rozkręca. Myślałam, że przypomni się w kwietniu, ale wróciła zaledwie po kilku dniach. Zła ta zima, oj zła. Nie dość, że niemożebnie się dłuży, to jeszcze uwielbia zaskakiwać nagłym powrotem… Pyk.

 

Powiedzcie szczerze, nie lubicie zimna, no nie? Ja nawet lubię, ale niespecjalnie lubię zamarzać (chyba, że na stoku), więc jest pół na pół. Jak za długo trwa, to robi się nudno, prawda? Zasada Znudzalności dotyczy prawie wszystkiego we Wszechświecie. Mimo wszystko – jak bardzo byśmy się nie nudzili, trzeba przyznać, że zima ma swój urok. Dla mnie jest magiczna. Zostańmy jeszcze kilka chwil w jej objęciach.

 

Zima to:

 

  • narty i łyżwy
  • sanki?
  • padający śnieżek
  • rozjaśniająca noc skrząca biel za oknem (w lecie tego nie uświadczysz)
  • gorąca czekolada albo zimowa herbata
  • grzaniec
  • przyprawy korzenne (patrz cynamon i… cynamon, i inne)
  • kocyk (+książka/film/serial/co kto lubi)
  • kominek
  • bordowo-złote zakończenie roku
  • najlepsze kolory w modzie
  • snucie opowieści i…
  • …magia

 

Czy to zimno jest naprawdę takie złe, robaczki? No pomyślcie. Zima ma w sobie coś cudownego. To wspaniałe, kiedy można spędzić mroźny czas aktywnie na bardziej (lub mniej) świeżym powietrzu i biegać w śnieżnych zaspach, śmigać na nartach albo budować bałwany (jakby mało ich było na świecie).

 

Żeby dotrzeć do Kryształowych Smoków trzeba przeprawić się przez Głębokie Śniegi i… szuuu! Śnieżek w butach! (dobrze, że nie słoma)

 

Alternatywną, bezaktywną zimową opcją jest przesiadywanie w przytulnym, klimatycznym miejscu i snucie opowieści – koniecznie we właściwym towarzystwie! Najlepiej w takim, które inspiruje (i zachwyca).

 

 

Jesteście gotowi na ostatnią bajeczkę tej zimy?

 

Gdzie znajdziesz lisie królestwo?

Lubisz lisy? Ja całkiem, całkiem i wiem, że na Ziemi jest co najmniej jedno lisie królestwo i…

 

… byłam tam. Czyli gdzie?

 

W Fushimi Inari-taisha (伏見稲荷大社).

 

Słyszeliście o tym miejscu? Możliwe, że nazwa nic Wam nie mówi na pierwszy rzut oka, ale taki widok na pewno spotkaliście w niejednej gazecie, w telewizji czy w Internecie:

I uwierzcie mi – zrobienie takiego zdjęcia graniczy z cudem, to kwestia sekund. Cyk i trzy sekundy później (i wcześniej) już ktoś włazi w kadr… no dobra, dwie. Japonia, ot co.

 

Ale o co chodzi?

 

Położona w Kioto shintoistyczna świątynia Fushimi Inari-taisha poświęcona jest bóstwu japońskiemu Inari, którego płci nie można jednoznacznie określić, ale kto by się tym przejmował? Możemy więc trafić na przedstawienia tego kami jako kobiety, mężczyzny, czy istoty androgynicznej, a wszystko zależy od miejscowych wierzeń. Umówmy się, że dla mnie będzie kobietą (takie małe babskie zboczenie).

Inari to patronka dobrobytu. Opiekuje się, m.in. ryżem, płodnością, powodzeniem, rolnictwem i przemysłem, dlatego wiele firm „sponsoruje” bramy torii (to coś na zdjęciu powyżej), licząc na biznesowy sukces. Informacje o firmach można odczytać z napisów na bramach, których w Fushimi Inari jest bez liku (aż żałuję, że nie próbowałam ich policzyć!).

 

Inari ma swoją świtę, do której należą białe lisy zenko (patrz poniżej). To dobre lisiątka, zwiastują bogactwo i przepych. Trzeba pamiętać, że Inari sama w sobie nie jest lisem!

 

Droga na szczyt?

W upalny letni dzień żar leje się z nieba, a wilgotne ciężkie powietrze oblepia i obezwładnia człowieka, który marzy tylko o hibernacji w basenie lub o litrach wlanej w siebie wody, nie wódy, moi Drodzy. Komu w taki dzień przyszłoby do głowy wspinanie się na tę względnie niewysoką (233 m n.p.m.), ale męczącą górę? Ano mnie i setkom innych osób. Warto wycisnąć z siebie litry potu i to niekoniecznie z wysiłku, by dotrzeć na sam szczyt zwieńczony świątynią. Może krótka modlitwa i wrzucona ofiara zapewnią upragniony dobrobyt?

Po drodze na szczyt trafimy na wiele kawiarenek, w których możemy odpocząć po uprzednim zakupie jednego z japońskich specjałów. Łatwo też natknąć się na automaty z napojami i ukochaną wodą, której cena wzrasta wprost proporcjonalnie do ilości pokonanych schodów, a w wyższych partiach wynosi około 300 jenów (standard to jakieś 100 jenów).

Pić się chciało. Ludziska to wstydu nie mają… A może po prostu w Japonii brakuje koszy? Coś w tym jest… (ale to innym razem)

 

Czy to czasem nie Spirited Away?

 

Mimo, że odwiedziłam w Japonii wiele miejsc, śmiało mogę stwierdzić, że właśnie Fushimi Inari-taisha i tereny ją otaczające zajmują w moim sercu szczególne miejsce.

Ktoś tu lubi „Spirited Away”, słynne anime studia Ghibli?

Ja totalnie uwielbiam tę magiczną bajkę, pełną cudacznych stworów i nieprawdopodobnych miejsc, naszpikowaną japońskim folklorem. „Spacer” po Fushimi Inari to jak wejście do świata tej animacji. Człowiek może się poczuć, jakby utkwił gdzieś pomiędzy światem ludzi, a miejscem dostępnym jedynie dla kami, jakby znalazł się w strefie, w której wszelkie cuda są możliwe.

To całkowicie i dosłownie magiczne miejsce, inne niż wszystkie, w których kiedykolwiek byłam.

Każdy, kto postawił tam stopę i spróbował przedrzeć się przez kolejne piętra schodów, prawdopodobnie rozumie, co mam na myśli. Tam czas ustaje, a codzienność całkowicie zamiera. Można się w pełni wyciszyć i nawet tłumy turystów wszelkich narodowości (no, może wyłączając głośnych Chińczyków) nie są w stanie zburzyć spokoju, który osiąga się podczas trudnej drogi na szczyt.

Wspinaczka i medytacja w jednym? W Fushimi Inari to możliwe.

 

Lisy i ludzie… co lepsze? Chyba nie trzeba pytać. Pan na pierwszym planie jest subtelnie zdziwiony. Co zobaczył?

 

Nawet stacja kolejowa JR, na której wysiadamy, żeby udać się w tę niemal “pokutną” podróż pod górkę sygnalizuje nam, gdzie się znajdujemy. Dworzec jest obficie przyozdobiony bramami torii symbolizującymi przejście ze świata profanum do sacrum. Szkoda, że żadne zdjęcie się nie uchowało. Chyba trzeba ponownie odwiedzić Japonię!

W Japonii naprawdę wystarczy kilka wycieczek czy niewinnych spacerów, żeby zrozumieć istnienie rodzimego kultu shinto, który docenia wszelkie istnienie i przypisuje duszę przedmiotom będącym dla ludzi Zachodu jedynie martwą materią. Łatwo poczuć, że tam wszystko ma duszę. W Polsce tego nie znajdziesz!

 

Japonia to definitywnie kraj bogów.