Czy ryba jest mięsem?

Ludzie od wieków zadawali sobie pytanie: czy ryba jest mięsem?

Wątpliwości te związane nieodmiennie z dziwaczną konstytucją tych morskich stworów i jeszcze bardziej dziwacznymi zwyczajami religijnymi obecne są do dziś i niejeden tęgi umysł już się nad tym zastanawiał…

 

Jak rozwikłać tę zagadkę? Czy jest to w ogóle możliwe?

 

Być może Czarna Owca i Wspólniczka Zbrodni Myślowej mają odpowiedź na tę zagwozdkę. Podsłuchałam (wiem, to nieładnie).

 

Czarna Owca

Ej, wiesz co mnie zawsze zastanawiało? W Polsce, jako że to katolicki kraj, zawsze wcinało się ryby w piątek i w czasie postu… bez obciachu. Bo przecież ryba to nie mięso.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Hahaha, no dokładnie a przecież ryba to TEŻ mięso. No chyba, że ryba nie jest zwierzęciem.

Czarna Owca

To bzdura! Ryba to zwierzę jak każde inne.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Moja ciocia nie jada mięsa, twierdzi dumnie, że jest „jaroszem”, ale ryby je.

Czarna Owca

Bo?

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Bo to dla niej nie mięso. Może powinnyśmy tak w ogóle stworzyć słowo „NIEMIĘSO”?

Czarna Owca

No, to brzmi jak plan. Ludzie są naprawdę debilami. Każdego dnia sobie to powtarzam. Bombarduje mnie to przy najmniejszej próbie obserwacji innych przedstawicieli Homo sapiens (sapiens)!

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No cóż poradzisz… ludziska. Wiesz, że to była rozkmina mojego dzieciństwa? Dlaczego ryb nie uznaje się za mięso i można je jeść w piątek, a innych rzeczy nie.

Czarna Owca

Ha, no jakoś mnie to nie dziwi. A pasztet? Patrz, taki pasztet? Niby z czego jest zrobiony? Z jakichś wątróbek albo innych paści, ale przecież nie jest mięsem. Straszny bullshit na kółkach krąży w tych ludzkich głowach.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No zgadzam się. Nawet jeśli współczesne pasztety to takie samo gówno jak parówki, to wciąż mają w sobie jakieś mięso.

Czarna Owca

No właśnie. Jakieś, to kluczowe słowo, ale jednak. Więc niech nikt nie myśli, że pójdzie do Nieba za jedzenie ryb, pasztetu i parówek w piątek albo w inny post.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Dokładnie!

Czarna Owca

Zwłaszcza, że ryby to już teraz coś bardziej niż mniej eksklusyfnego…

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No najtańsze nie są. Nie każdego stać na takiego łososia albo innego tuńczyka. Nie kojarzy się z postnym żarciem, co nie?

Czarna Owca

To prawda. Więc ogarnijcie się ludzie. RYBA TO MIĘSO i nic tego nie zmieni. Jak „nie jesz mięsa” to wiedz, że jedząc rybę jesz mięso.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Tak, ogarnijcie się ludzie, bo…

Czarna Owca

 …wasz koniec będzie żałosny… Tymczasem może jakiegoś burgerka?

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Chętnie. W sam raz tak tuż przed sobotą!

 

Wikipedia mówi:

 

Mięso – zdatne do spożycia składowe zwierza, na przykład takie mięśnie szkieletowe czy inne, różniaste tkanki łączne, tłuszczowe i kostne, które się za takowe uznaje – a uznaje się, bo oszczędność, a raczej zarabianie pieniędzy, jest ważne. Dzięki takiemu podejściu na pasztet można zmielić całego kogucika, i z piórami, bo to też „zdatne do spożycia”. Wątróbka, nerki, żołądek, ozór czy inny mózg to też mięso. Da się zjeść i było w zwierzu od zawsze. Mięso to padłe, upolowane (w Lidlu czy innej Biedronce), zabite na śmierć, tak na śmierć, ciało istot, głównie z kategorii ssaków i ptaków. Zazwyczaj trzeba przetworzyć, żeby zjeść, chyba że ktoś lubi surowiznę, jak ja. Mięso morskich stworów, czyli ryb zawiera procentowo mniej białka niż na przykład mięso takiej krówki. Obwiniajcie o to wodę, to jej wina. Ryby mają jej po prostu więcej!

 

Oszukałam Was troszkę, bo to nie Wikipedia, ale mogłoby wyglądać na Nonsensopedię.

Cóż to tylko moja wersja wydarzeń. Prawie na jedno wychodzi, co nie?

 

 

Podsumowanie – Wikipedia używa określenia „mięso ryb”. To oznacza, że… ryba definitywnie jest MIĘSEM.

Bo Wikipedia zawsze ma rację, prawda?

 

Więc kto nie je mięsa, do ryb też nie ma prawa!

 

 

PSSttt. Ten obrazek specjalnie jest taki brzydki, żeby Was odrzucało od myśli, że ryba to NIEMIĘSO.

Kocie smaczki – cz. 1

Meooooow!

 

Czy Wy, olbrzymy, w ogóle wjetzie, co my lubimy jeśtź? Myślicie o tym czasem?

 

Mamy raczej inne upodobania, choć wielu z Was je też to, co my, czyli mięsko. Tylko że my lubimy surowe… najlepiej świeże.

 

A nje takie:

Co za zdechlizna. Złożył się precyzyjnie. Njewolnik miau ze sobą tylko kalkulator, stąd ta jakość… ja tego nje komentuję, nje oceniam.

 

Lubimy surowiznę, świeżą ofiarę upolowaną na gorąco. Nje ma nitz lepszego niż krew tryskajątza z pulsujących naczyń tuż pod ostrymi ząbkami. Spróbujtzie, jestem pewna, że też to polubicie, ale nje, Wy lubicie padłą padlinę. Taka już Wasza olbrzymia natura. Wjelkie z Was stwory, ale słabe drapieżniki. Wszystko musicie mietź podgrzane i njeruchome. Zmarłe, martwe. Takie Wam smakuje. Jak możetzie nje czerpatź przyjemności z bzyczenja w zębach i konwulsyjnych ruchów odnóży albo pisków rozpaczy?

Wierzcie mi, nje ma nitz lepszego niż uchodzące tchnienie życia na podwieczorek.

 

PAD-LINA

Ponieważ dużo spędzam w śwjetzie olbrzymów, jadam też padlinę. Da się zjeśtź. Smakuje trochę bezbarwnie, w zasadzie beznamjętnie, ale jak się nje ma, tzo się lubi… Dlatego nje patrztzie na mnje krzywo, jak wezmę tylko trzy lub cztery kawałki. To tak, jakby ktoś Wam kazał jeśtź suszoną zieleninę. Nje ma w niej energii ani życia, nje sądzicie? Smak jakiś jezd, ale brakuje tekstury. Niby miękkie to, niby njezłe. No dobra, naprawdę mogę zjeśtź, ale nitz nje zastąpi smaku życia i tyle.

Pomyślcie o tym.

A teraz fujka 2.0 na do widzenia!

Mój njewolnik ma całkiem duże łapki, wjentz ten robal był tzałkiem dużą bestią.

 

Acha, zapomniałam, że chrupeczki dają radę. To prawie jag Wasze czipsy. Kto odmówi smacznej przekąsce?