Najniebezpieczniejsza gra w Twoim życiu

Przyznaj szczerze, zastanawiałeś się kiedyś, jaka gra jest najniebezpieczniejsza na świecie?

 

Ja czasem myślę o “naj-rzeczach”, ale nie będę kłamać, że mocno się na tym skupiam, choć w “naj” mam upodobanie. W pudełku czekoladek najlepsze jest to, że czasem wylosuje się taką, która robi wrażenie i bardzo zapada w pamięć. Przypadkiem nieprzypadkiem w pewien niestandardowy weekend natknęłam się na czekoladkę, która powinna nosić nazwę: “najniebezpieczniejsza gra w Twoim życiu” (albo przynajmniej jedna z tych niebezpieczniejszych).

 

Na szczęście to tylko GRA.

 

Chcesz się przekonać?

 

Zanim przystąpimy do akcji, musisz wiedzieć kilka rzeczy:

  1. To gra (lub… ćwiczenie)
  2. To nieprawda, choć przez moment może wydać się prawdą
  3. W rzeczywistości może być trudno w nią zagrać
  4. Musisz wejść w nią całkowicie, naprawdę się zaangażować, a potem wyjść i już, więc…
  5. … może wyczerpywać emocjonalnie (jak inne sztuczki, które później Ci pokażę)
  6. Może okazać się pomocna także w życiu codziennym (ale nie nadużywaj!)
  7. Mogą wystąpić skutki uboczne (o dużej sile rażenia)…
  8. … ale nie wyobrażaj sobie!
  9. I koniecznie zachowaj zimną krew, nawet jeśli próbujesz pokazać, że jest inaczej! To tylko gra!

 

Gra wykorzystuje proste mechanizmy i jedna z największych sił we Wszechświecie, czyli…

 

uczucia

 

Zgodzisz się ze mną, że uczucia to bardzo silne zjawisko. Odbierają rozum. Sprawiają, że tracimy trzeźwy osąd. Każą nam robić nierozsądne rzeczy. Osłabiają. Z drugiej strony bez uczuć nie ma sensu. Życie jest suche niczym kilkudniowa kromka chleba z… pastą ziemniaczaną (właśnie wymyśliłam to pyszne danie, tylko jeść!) i ciągnie się niczym powiększony, jak zestaw w McDonald’s, szary papier toaletowy, raniąc nas z każdej strony swoją szorstkością.

 

Nasza “najniebezpieczniejsza gra” opiera się na dwóch najsilniejszych emocjach, które dzieli od siebie zaledwie kroczek. Mam na myśli:

 

Miłość

 

i

 

Nienawiść

 

Prawda, że to tylko kroczek?

 

Zróbmy to!

 

Powiedzmy, że grę określimy słowem “Mantra”, bo podczas zabawy powtarzamy w myślach określone słowa. To jak, gramy?

 

Pobaw się emocjami i uważaj, żeby nie ugotować czegoś niestrawnego. Przepis poniżej:

 

  1. Znajdź współgracza, czyli osobę, która zgodzi się z Tobą pobawić. Ostrzegam po raz ostatni, efekty mogą być niebezpieczne!
  2. Wyobraź sobie, że kochasz swojego „współgracza”, powtarzając w myślach mantrę „I love you”, „kocham cię”, czy jak Ci tam pasuje. Grunt, żeby miała TO właściwe znaczenie. Współgracz musi robić to samo.
  3. Daj sobie parę chwil, żeby Twoje ciało mogło realnie to poczuć (to naprawdę działa, testowałam). Wczuj się całkowicie, skup na tej myśli i bądź pewien, że postronny obserwator z łatwością zauważy zmianę w postawie i zachowaniu „grających”. Przede wszystkim, sami grający to zauważą!
  4. Gdy już poczujecie to uczucie, idźcie dalej, zacznijcie rozmawiać o czymkolwiek. Może być bez sensu. Rozmowa i emocje same Was poprowadzą. To, jak daleko zdecydujecie się “zagrać”, zależy tylko od Was i od potrzeb danej sytuacji. Kto wie, czy nie wyjdzie z tego mała randka?

 

Zrób dokładnie to samo, powtarzając w myślach “I hate you”, “nienawidzę cię” i zauważ, jak wielką niechęcią zaczynasz pałać do współgracza…  Kłótnia i dużo niechęci gwarantowane! Zastanów się tylko dobrze, czy lepiej zacząć od opcji pozytywnej, czy negatywnej wersji wydarzeń. Jeśli nie oddzielisz farsy od prawdy, zabawa może wpłynąć na Twoją relację ze współgraczem. Ups!

 

Ale po co to wszystko?

 

Żeby coś przeżyć, poczuć, żeby się rozerwać…

 

Tak naprawdę chodzi tu o wiarygodność

 

na scenie

na deskach teatru

 

gdy improwizujesz

 

Nic więcej, tylko GRA

 

 

PSsttt. Przecież wszystko dzieje się w Twoim labiryncie, tfu, umyśle