Dziwak czy…? Odsłona nr 1.

Zdarzyło się naprawdę.

 

Zwykły chłodny dzień, ale niezwykły…

Wiatr wieje, zwiększając odczucie zimna. Weronika raźnym krokiem zmierza w kierunku przystanku przy jednej z nielicznych dróg w leśnym rejonie. Jest zadowolona, lubi wiatr i miejsce, do którego zmierza.

Okolica jest zaskakująco gwarna, tu i ówdzie przemykają różne osoby. Z naprzeciwka nadchodzi mężczyzna. Dziwnie uśmiechnięty i jeszcze dziwaczniej ubrany… Weronika skupia się jednak na drodze, a nie dziwnym jegomościu.

 

– Cześć! Jak się masz? – rozlega się całkiem młody, energiczny głos.

– Czeeeść. – odpowiada Weronika nieco zbita z tropu, patrząc na nieznajomego jak na żółty topiony ser na pięciu odnóżach. Po chwili odwraca od niego głowę i milczy. – No, zaraz chyba będzie padać. Nie przepadam za deszczem – odzywa się, próbując przełamać odczuwaną z powodu zignorowania nieznajomościa niezręczność.

– No, niewykluczone. Deszcz nie jest taki zły… Cześć! – dziwak odzywa się do kolejnej mijającej go osoby.

– Wolę wiatr. Przynajmniej mnie inspiruje. Ozzzz! Jesteś dziwny, człowieku!

 

Weronika dziwi się typowi, który zaczepia nieznajome osoby bez cienia skrępowania. Nieznajomy tylko się śmieje.

 

– Masz ładny, głęboki, kobiecy głos.

– Och, wow! No… – reakcja Weroniki jest niepozbawiona żenady. – Dzięki! Zawsze to lepsze niż wysoki i… no, jak to było.

– Piskliwy?

– Dokładnie. Takiego bardzo nie lubię.

 

Weronika i dziwaczny mężczyzna idą w jednym kierunku. Dziewczyna pływa gdzieś w swoich myślach. Nagle do jej uszu dobiega:

 

– Ładnie pachniesz.

– Ohohohooo! No to było już za dużo! – poziom zażenowania Weroniki przekracza pewną granicę. – Ale w sumie racja, te perfumy są całkiem udane.

 

Przystanek wyrasta nagle przed nieznajomymi (już znajomymi?).

 

– To gdzie jedziesz?

– Ano do Malinowego Sadu.

– O, no proszę. Ja kilka przystanków dalej…

– Nie masz rękawiczek? – pyta dziwak. – Nie jest ci zimno w ręce? – próbuję złapać rękę dziewczyny. Ta się odsuwa.

 

Sytuacje jest dość niepewna i wyraźnie żenująca dla Weroniki. Dziewczyna się jednak nie zraża.

 

– Nie jest mi zimno. Mam rękawiczki. Specjalnie je zdjęłam, bo szłam szybko i zrobiło mi się ciepło…

– A, rozumiem. Ten cień na powiekach toto, taki świecący. Mieni się turkusem i różem. Też bardzo ładny. Fajnie jesteś ubrana. Widać, że masz wyczucie estetyki. Ładna apaszka.

– Dzięki! – dziewczyna uśmiecha się zadowolona. – No, lubię się ładnie ubrać. Lubię ładne rzeczy…

 

Dziwak uśmiecha się. Jego kłopotliwa obecność dość mocno zaburza spokój i poczucie komfortu dziewczyny.

 

– A gdzie jedziesz?

– Jadę pobawić się w aktorstwo. Lubię to robić. Lubię udawać, że jestem kimś innym gdzieś indziej. To bardzo ciekawe.

– Codzienność taka nudna?

– Codzienność może być, ale mi jest zawsze za mało wrażeń, przeżyć i przygód. Dlatego.

– Czyli jednak nudna.

– Niech będzie, że tak. Jestem po prostu osobą, której zwyczajność nie wystarcza. Będę się więc taplać w tych nowych, dziwacznych realiach przez całą moją drogę na tym świecie.

– Fajnie! Szanuję ten pomysł.

 

Nadjeżdża obszerny Stonogobus i nieznajomi wsiadają do środka. Weronika idzie w prawo, dziwak w lewo. Dziewczyna siada, włącza sobie muzykę i dziwi się, że nieznajomość postanowił tak nagle urwać rozmowę…

 

 

Ciąg dalszy nastąpi.