Wszystko, co może się wydarzyć, gdy wsiądziesz do autobusu

Uroki podróży transportem publicznym – cz. 1

 

Umęczony kilkugodzinną górską wspinaczką włóczykij wsiada z plecakiem do autobusu, układa się do snu i przysypia. Może dzięki temu będzie mógł jechać bez dodatkowego towarzystwa tuż obok i się wyśpi? Taką ma nadzieję. Autobus rusza. Nikt nie siada obok. To będzie dobra podróż.

– No wiesz, jestem tłumaczem. Niedawno zacząłem współpracę z Instytutem Konfucjusza. Wiesz, jak okropnie przetłumaczona jest jedna z książek, którą tam znalazłem? Tłumacz google lepiej by to zrobił. Dobrze, że tam trafiłem, zrobię porządek.

Autobusowy relaks włóczykija zakłóca przemądrzały głos młodego mężczyzny siedzącego nieopodal. Mądrala gada jak najęty, pozwalając swojej rozmówczyni jedynie na pojedyncze słowa.

– Acha, acha.

– Będą mi wdzięczni. Jestem dokładny i znam się na rzeczy. Jeździłem trochę po Azji, wiesz? Mam dużo wiedzy praktycznej. To ważniejsze niż suche studia. Dzięki nim trafiłem do Konfucjusza, ale podróże są nieocenionym doświadczeniem. W Azji Południowo-Wschodniej byłem chyba wszędzie.

– Coś o tym słyszałam.

Włóczykij próbuje spać, lecz głosy pasażerów to utrudniają. Mieszają się, tworząc bohomaz fabularny. Nowy głos wchodzi na scenę. Odzywa się starsza pani.

– Kup masę makową z Biedronki.

– Jak byłem w Tajlandii, to były wielkie trzęsienia ziemi, wiesz? Naprawdę poważne. W Polsce, na Śląsku też się zdarzają, ale to co innego, bo to tylko tąpnięcia. Wiesz?

– Tak. Nasza polska energetyka w dużej mierze wciąż opiera się na węglu. Trzeba to zmienić.

– Święte słowa. Ale patrz, co byśmy zrobili bez węgla w Polsce? Nie byłoby rozwoju, nie byłoby autobusów. Jak byśmy podróżowali…? Gdyby nie ten węgiel…

– Nie, nie, śmietanę już kupiłam, ale weź jeszcze cukier.

Rozlega się głos młodej kobiety:

– Może jakimiś tunelami powietrznymi?

– Tylko wtedy trzeba by było płacić jeszcze za powietrze.

– I śliwki suszone.

Majaki senne włóczykija przybierają kształty suszonych śliwek, wciąganych przez powietrzne tunele przenoszące je w nowe miejsca. Po każdej podróży śliwki przykładają do specjalnych czytników karty kredytowe. Śliwki występują w najróżniejszych konfiguracjach: noszą opakowania z cukrem, wirują w makowym jeziorze lub wylegują się na tajskich plażach.

– Jak przyjadę, upieczemy sernik.

– …na początku myślałem, że nie nauczę się tych tonów. Dużo czasu zajęło mi zapamiętywanie, jak wymawiać poszczególne słowa i zdania, ale gdy przebrnąłem przez pierwsze trudności, zakochałem się w chińskim. Byłem najlepszy na roku. To pozwoliło mi wyjechać na roczne studia w Chinach. Wiele się nauczyłem. Ludzie są tam niezwykle gościnni. Brakuje mi tego miejsca.

– To co tutaj robisz?

– Jadę, jadę.

Słychać głos starszej pani.