…Pan Przyroda? Odsłona nr 2.

…nie mija jednak dziesięć mrugnięć, jak dziwak dosiada się i zaczyna rozmowę.

 

– Zabawnie mnie dziś nazwałaś.

– Jak?

– No, Ozyrys.

– Co? Serio? Kiedy?

– Jak zaczepiałem kolejną nieznajomą…

– … dziewczynę.

 

Weronika ma dziwaka za podrywacza z dość niewielkim odsetkiem powodzenia. Przygląda mu się, obserwuje ubrania, które ten ma na sobie i myśli skąd on się do ciężkości wziął.

 

– Mężczyzn też zaczepiam.

– Aa, OK. Niech będzie. Wiesz co, ty to dziwny jesteś. Nie jesteś czasem jakimś przyrodnikiem? Tak jakoś wyglądasz.

– Przyrodnikiem? Ja jestem PRZYRODĄ!

 

Dziewczyna milknie, wpatruje się wielkimi oczami.

 

– Przyrodą?

– Tak. Czyżby nie było widać?

 

Potargane rękawiczki, szalik zawiązany na głowie zamiast czapki, wiele warstw niepasujących do siebie ubrań. Bystre spojrzenie i dużo brody dodającej lat (przynajmniej z daleka). Tak wygląda Pan Przyroda.

 

– Sama nie wiem… Jesteś dziwny. Widać, że trochę z innej epoki. Spotkanie ciebie jest całkiem interesujące, ale równocześnie maksymalnie niezręczne. Nie wiem, co o tym myśleć…

– Nie przejmuj się. Też jesteś trochę dziwna. Może dlatego cię zaczepiłem… Czym się zajmujesz?

– Jestem architektem. Tworzę.

– Architektem?

– Tak, buduję swój Labirynt.

– Labirynt?

– Tak. Miejsce, w którym goście się gubią.

– To ciekawe.

– No nie? Tworzę historie. Zbieram doświadczenia, inspiruję się ludźmi i wydarzeniami… Ty chyba też się tam pojawisz pewnego dnia.

– Naprawdę?

– No tak. Jesteś jednym z tych dziwacznych doświadczeń, które warto uwiecznić.

– Hahaha, dzięki!

 

Stonogobus zatrzymuje się i wielu podróżnych wysiada w rejonach gwarnego placu.

 

– Ej, to czasem nie twój przystanek?

– Ha, racja! Dzięki! Na mnie już czas! To cześć!

 

Dziwak zrywa się energicznie, spogląda na dziewczynę i myśli, czy może by nie zdobyć jakiegoś kontaktu.

 

– Masz jakiś numer telefonu?

– To nienajlepszy pomysł. Nie daje ludziom numerów ot tak… nawet dziwnym. Może lepiej odwiedź Labirynt? Maze Of Wonders się nazywa.

– Spróbuję go odnaleźć! Pa!

 

Pan Przyroda wychodzi delikatnie niepocieszony. Weronika z ulgą włącza muzykę i pogrąża się w myślach. Nieoczekiwane spotkanie było miłe, ale niewygodne, ale miłe. Zazdrości trochę dziwakowi, Panu Przyrodzie, że ten nie odczuwa najmniejszego obciachu przy zaczepce obcych ludzi. Jakby to było takie łatwe… Może kiedyś sama zacznie tak robić?

 

Ciąg dalszy nie nastąpi.

Dziwak czy…? Odsłona nr 1.

Zdarzyło się naprawdę.

 

Zwykły chłodny dzień, ale niezwykły…

Wiatr wieje, zwiększając odczucie zimna. Weronika raźnym krokiem zmierza w kierunku przystanku przy jednej z nielicznych dróg w leśnym rejonie. Jest zadowolona, lubi wiatr i miejsce, do którego zmierza.

Okolica jest zaskakująco gwarna, tu i ówdzie przemykają różne osoby. Z naprzeciwka nadchodzi mężczyzna. Dziwnie uśmiechnięty i jeszcze dziwaczniej ubrany… Weronika skupia się jednak na drodze, a nie dziwnym jegomościu.

 

– Cześć! Jak się masz? – rozlega się całkiem młody, energiczny głos.

– Czeeeść. – odpowiada Weronika nieco zbita z tropu, patrząc na nieznajomego jak na żółty topiony ser na pięciu odnóżach. Po chwili odwraca od niego głowę i milczy. – No, zaraz chyba będzie padać. Nie przepadam za deszczem – odzywa się, próbując przełamać odczuwaną z powodu zignorowania nieznajomościa niezręczność.

– No, niewykluczone. Deszcz nie jest taki zły… Cześć! – dziwak odzywa się do kolejnej mijającej go osoby.

– Wolę wiatr. Przynajmniej mnie inspiruje. Ozzzz! Jesteś dziwny, człowieku!

 

Weronika dziwi się typowi, który zaczepia nieznajome osoby bez cienia skrępowania. Nieznajomy tylko się śmieje.

 

– Masz ładny, głęboki, kobiecy głos.

– Och, wow! No… – reakcja Weroniki jest niepozbawiona żenady. – Dzięki! Zawsze to lepsze niż wysoki i… no, jak to było.

– Piskliwy?

– Dokładnie. Takiego bardzo nie lubię.

 

Weronika i dziwaczny mężczyzna idą w jednym kierunku. Dziewczyna pływa gdzieś w swoich myślach. Nagle do jej uszu dobiega:

 

– Ładnie pachniesz.

– Ohohohooo! No to było już za dużo! – poziom zażenowania Weroniki przekracza pewną granicę. – Ale w sumie racja, te perfumy są całkiem udane.

 

Przystanek wyrasta nagle przed nieznajomymi (już znajomymi?).

 

– To gdzie jedziesz?

– Ano do Malinowego Sadu.

– O, no proszę. Ja kilka przystanków dalej…

– Nie masz rękawiczek? – pyta dziwak. – Nie jest ci zimno w ręce? – próbuję złapać rękę dziewczyny. Ta się odsuwa.

 

Sytuacje jest dość niepewna i wyraźnie żenująca dla Weroniki. Dziewczyna się jednak nie zraża.

 

– Nie jest mi zimno. Mam rękawiczki. Specjalnie je zdjęłam, bo szłam szybko i zrobiło mi się ciepło…

– A, rozumiem. Ten cień na powiekach toto, taki świecący. Mieni się turkusem i różem. Też bardzo ładny. Fajnie jesteś ubrana. Widać, że masz wyczucie estetyki. Ładna apaszka.

– Dzięki! – dziewczyna uśmiecha się zadowolona. – No, lubię się ładnie ubrać. Lubię ładne rzeczy…

 

Dziwak uśmiecha się. Jego kłopotliwa obecność dość mocno zaburza spokój i poczucie komfortu dziewczyny.

 

– A gdzie jedziesz?

– Jadę pobawić się w aktorstwo. Lubię to robić. Lubię udawać, że jestem kimś innym gdzieś indziej. To bardzo ciekawe.

– Codzienność taka nudna?

– Codzienność może być, ale mi jest zawsze za mało wrażeń, przeżyć i przygód. Dlatego.

– Czyli jednak nudna.

– Niech będzie, że tak. Jestem po prostu osobą, której zwyczajność nie wystarcza. Będę się więc taplać w tych nowych, dziwacznych realiach przez całą moją drogę na tym świecie.

– Fajnie! Szanuję ten pomysł.

 

Nadjeżdża obszerny Stonogobus i nieznajomi wsiadają do środka. Weronika idzie w prawo, dziwak w lewo. Dziewczyna siada, włącza sobie muzykę i dziwi się, że nieznajomość postanowił tak nagle urwać rozmowę…

 

 

Ciąg dalszy nastąpi.