Paths of Inspiration – Inspirujące Ścieżki

Czym jest ta Otchłań?

Ten długosierstny olbrzym bardzo się rozpanoszył, nje zostawjając miejstza dla mnje… Wjecie jak ciężko się tu dopchać? Na domjar złego ostatnio sam zrezygnował z działalności i nje chce mnje słuchatź! Ja mu każę pisać, a tu nitz (w sumie to “jej”).

 

Biegam sobje po Labiryncie, ale za nitz w świetzie nje mogę znaleźtź bazy dowodzenia i stąd te wszystkie problemy. Olbrzymka nje pomaga, a ja się gubię. Może ktoś wskazałby mi ścieżkę? Dobra, wjem, że tego nje zrobitzie, bo sami się tu gubicie. Wjem, że bardzo byście chcieli, wjenc dzięki za dobre chęci! Może dzięki temu trafitzie do Pjekła! A nje! Przetzież takje mjestze nje istnieje. To głupi wymysł ważniackich olbrzymów, ale o tym innym razem! Objetzuję, że będzie – ostro i prawdziwie! Miau~~~~

 

***

 

Baza dowodzenia njeodnaleziona, ale przynajmniej udało mi się namówitź tę bestję do współpracy. W końtzu podzielę się z Wami moim kolejnym śwjatłym pomysłem! Motzno Was obserwuję, Olbrzymy. Mam na myśli Wasze zachowanja, codzienne czynnośtzi, a nawet Wasze relacje. Pamiętajtzie, że koty pochodzą z lepszego mjestza i są mądrzejsze od olbrzymów, czy jak się tam określatzie. Może kjedyś powjem Wam skąd? Pamiętajcie też, że to, że nje mówię w Waszym narzeczu, nje oznacza, że go nje rozumjem! Ale nje o tym miauam miauczeć!

 

Ostatnio tak się zastanawjam… Bardzo często wchodzitzie do jednego z moich ulubjonych pomjeszczeń. Gdy na zewnątrz panuje przenikliwa bjałość, a światłenie trwają krótko, to właśnie tam tzałe podłoże aż pulsuje od ciepła. Lubię się tam wylegiwatź, ale tylko wtedy kjedy milutkie ciepełko unosi się w górę. No i leżę sobie, leżę, a tu WY! Wchodzitzie, jak gdyby nigdy nitz i siadacie na białym, zawieszonym nad ziemią i zimnym w dotyku objekcie. Czasem też na nim siadam i zaglądam do środka. Tam jest jakaś droga. Gdzie ona prowadzi? Czasem myślę, że chciałabym wskoczyć i sprawdzitź, ale nje wszystkie pomysły wydają mi się sensowne (choć bezsensowne pomysły też są fajne!). A może kiedyś spróbuję? Jak myślicie? Byliście tam? Założę się, że pomieszczeń z tym dziwnym wehikułem jest dużo wjentzej w Waszym świecie. Nawet w krainie, w której na co dzień mjeszkam widziałam to urządzenie aż dwa razy!

 

Otchłań

 

Co to za Otchłań? Czemu tak często na niej siadatzie, żeby pomedytowatź, poczytać książkę albo pogrzebać w telefonie? Czy nje lepiej robitź to wszystko na wygodnym mięciutkim podłożu, zamiast sadzać się na zimnym njezachęcajątzym objekcie? Czasem siedzitzie tam dłużej, czasem krótzej, a czasem nawet śpjewatzie tą częścią ciała, która styka się z wehikułem. Ha! Chyba to mam! Czyżbyście po prostu lubili sobie tak pośpiewać? Najprawdopodobniej ten wehikuł gwarantuje szczególne doznania dźwiękowe!

 

Z drugiej strony te Wasze posiedzenia przypominają mi moje wizyty w tych dziwnych pudłach wysypanych drewienkami. Chodzę tam, jak mam za dużo w środku. Wy od tego musicie mjetź wehikuł, bo nje widziałam, żebyśtzie to robili gdzieś indziej. Zapachy podobne. Chyba wszystko się zgadza. Mimo tego chciałabym wskoczyć do wody i sprawdzitź, gdzie prowadzi Otchłań. Swoją drogą, czemu jest taka MAŁA? Czemu nje zasiadatzie w wjelkim pudle niczym my, koty i nje zagrzebujecie tego, czym napaskudziliśtzie? Nje byłoby wygodniej? Ale może… Może te Wasze działania mają wjększy sens! Przetzież wynosicie wszystko, co ja i Malizna narobimy właśnie do tej Otchłani! To chyba oznacza, że to centrum dowodzenia, jakieś szczególnie ważne mjestze albo raczej Centrum Sikupości. Jejjj, ale brzydkje nazwy tworzę, aż się sama zawstydziłam, ale co mi tam – użyłam tylko Waszych określeń! Nie chcetzie poznać moich!

 

Sądzę też, że wolicie Otchłań, bo nje matzie czterech zgrabnych łapek, za to przemieszczatzie się na dwóch wielgaśnych, nadmiernie długich odnóżach. Wasze ukształtowanie najwyraźniej bardziej sprzyja użyciu takich wehikułów. Wjem, że niektóre koty załatwiają swoje sprawki tak jak Wy, do Otchłani, ale ja jakoś nje mogę sobie tego wyobrazitź. Nawet nie próbujtzie mnie uczyć!

 

Otchłań jest interesujątza, objecuję, że kiedyś tam wskoczę. Miaaauuuuuu~~~!

Wirtualna rzeczywistość

Ostatnio suchość i pustka w Labiryncie. Jak w życiu, tak w Labiryncie? Jak w Labiryncie, tak w życiu? Mam niejasne wrażenie (graniczące z pewnością), że obie kategorie się łączą. Czy na Was wiosna (a może lato?) też działa demotywująco, to znaczy – czy rozleniwia i odciąga od planów? Jeśli odciąga czy to oznacza, że te plany są nieważne? Mnie dopadła jakaś słabość, czas przerwać ten krąg czy też zstąpić z równi pochyłej, a raczej wspiąć się wyżej. Ostatnimi czasy miało być aktywnie i ambitnie, a tu nic z tego. Chyba zimą lepiej mi to wychodzi. Zabrakło wody do podlewania labiryntowych roślin, ale przecież (względnie) stare pomysły nie rdzewieją (poza tym rodzą się nowe).

 

Dziś drobna zapowiedź kolejnej…

 

 

Rudzik

Dostałam ostatnio fajną różyczkę, od razu się rozpromieniłam!

S…

Tak?

Rudzik

No tak!

S…

Chyba była jakaś słaba, skoro nigdzie jej nie widzę? Tak szybko zwiędła?

 

W pokoju stoi bukiet kwiatów w wazonie – nie ma wśród nich żadnej róży.

 

Rudzik

Niee, nie o to chodzi. Tu ją dostałam!

 

Dziewczyna podsuwa drugiej pod nos smartfona – w jednej z długaśnych konwersacji widać ikonkę, emotkę, przedstawiającą różę.

 

S…

Och… naprawdę?

 

Reakcja koleżanki sprawa, że uśmiech znika z twarzy rozanielonego rudzielca.

 

Rudzik

C-co?

S…

Myślałam, że dostałaś różę od kogoś fajnego. Tutaj. Wiesz, w realu…

Rudzik

Nie. On mieszka daleko.

 

Na tę myśl rude dziewczę jeszcze bardziej się zasępia.

 

S…

Weź, kobieto. To straszne. Dlaczego ludzie żyją w ten sposób? Nie lepiej spotkać się z kimś i dać mu ten głupi kwiatek?

Rudzik

No ale czasem się nie da…

Sceptyczka

Da się, nie da się. Serio, ten świat zmierza ku bezdennemu dnu.

Rudzik

Och, co się tak czepiasz, mamy XXI wiek.

Sceptyczka

To prawda, doceniam postęp techniczny i tak dalej, ale zapomnieliśmy gdzieś po drodze o byciu ludźmi. Naprawdę pasuje ci wirtualne funkcjonowanie z innymi? Z facetami? Z przyjaciółmi?

Rudzik

Nie jest takie złe.

Sceptyczka

Ech… ja tego nie lubię. To wygodne, że można do kogoś napisać na mesendżerze czy innym łocapie, ale nie wierzę, że to jest w stanie komukolwiek zastąpić spotkania na żywo i realne doświadczenia. Wiem, że z czasem będzie tylko wirtualniej, ale może warto by było zachować trochę człowieczeństwa w swojej człowiekowatości?

Rudzik

Masz trochę racji, ale po co się tak tego czepiać? Szkoda nerwów… Trzeba iść z duchem czasu. Przecież nic się nie stanie, jak raz na jakiś czas dostanę „wirtualny prezent”, jeśli później dostanę go w realu.

Sceptyczka

O ile go dostaniesz…

Rudzik

A weź. Mogłam ci nic nie mówić. Zawsze wszystko sprowadzasz do parteru.

Sceptyczka

Trudno, tak już mam. Patrzę na życie możliwie racjonalnie. Radziłabym uważać, bo to spotkanie w realu może cię rozczarować. Jeszcze nigdy go nie spotkałaś, prawda?

Rudzik

No nie.

Sceptyczka

Czyli nie wiadomo, czego się spodziewać. To może być jakiś sześćdziesięcioletni “uprzejmy” pan.

Rudzik

Przecież widziałam jego zdjęcia. Wysyłał mi. Super wygląda. Pokazywałam ci?

Sceptyczka

Chyba nie. Pamiętaj, że tożsamości w sieci to nigdy nie można być pewnym. Ta cała wirtualna rzeczywistość to zaraza…

 

… bajki

 

Gdy wirtualna rzeczywistość zaczyna dominować

 

Ile zostało reala w realu? Całkiem sporo? Mniej niż więcej? Niewiele? Ja widzę, że coraz mniej. Trochę mnie to smuci, ale nie powiem, że jestem “poza” tym, a tym bardziej ponad tym. Siedzę w tym jak wszyscy. Pływam, a nawet taplam się w wirtualnym bagienku. Mam smartfona, korzystam z różnych aplikacji, utrzymuję relacje w ten sposób, robię zakupy w Internecie. Nie widzę w tym nic dziwnego. Nie jest to jednoznacznie złe, ani jednoznacznie dobre. Nowe technologie na pewno są wygodne i pozwalają oszczędzić czas. Po co mam biec do sklepu i stać w kolejce, jeśli znam swój rozmiar i zakupy mogą przyjść do mnie? Jak coś się nie spodoba, odeślę i też będzie dobrze. Dawno się z kimś nie widziałam i chcę odnowić kontakt? Messenger to właściwe narzędzie. Szukam noclegu? Jest Airbnb (ten pomysł bardzo mi się podoba, ale więcej w jednym z kolejnych razów) i inne portale. Rezerwacje przez telefon to relikt przeszłości… Jestem głodna, więc zamawiam jedzenie przez Pyszne.pl albo inne Uber Eats. Szukam nowej kawiarni, najlepszego coctail baru w mieście, miejsca gdzie można inspirująco spędzić czas? Jedna z wielu porównywarek na pewno coś mi doradzi. Spojrzę na opinie innych klientów i miejsce testowe wybrane! Potem tylko trzeba przekonać się na własnej skórze. Nie wiem jak trafić z punktu A do punktu B? Przecież mam mapę! No i nikt mi nie powie, że to nie jest wygodne! Z pomocą udogodnień nowoczesności łatwo wszystko zaplanować od początku do końca. Nie ma miejsca na porażkę. Ani nawet na spontan… Gorzej jeśli pojawia się porażka, a plan pada. Trzeba zrobić nowy. Na szczęście wujek Google na pewno doradzi JAK!

 

Relacje międzyludzkie i wirtualna rzeczywistość

 

Relacje międzyludzkie? Podobno nie działają, jeśli interakcje z wirtuala nie przenoszą się na real. Nie można niczego ugruntować ani rozwinąć, utrzymując znajomości tylko przy użyciu smartfona i różnych aplikacji. Jesteśmy otoczeni ludźmi, a równocześnie bardzo samotni (?). Brzmi sztampowo? Może i tak, ale słyszałam, że tak jest. Nie wiem, czy to świat się zmienił i zaczął pędzić tak, że nie mamy czasu na realne znajomości, czy może zawsze tak było, że czas znajdował się tylko dla 2-3 osób? Ciężko mi to ocenić, chyba jestem za młoda. Futuryści z Labiryntu Cudowności przewidują się, że ten stan się zaostrzy. Nie proponują jednak żadnych rozwiązań. W końcu postęp to najwyższa wartość. Na to “podobno nie ma lekarstwa”, z czym nie zgadza się grupa Archaistów Labiryntu Cudowności. Druga grupa wierzy, że sytuacja może przystopować. Archaiści twierdzą, że możemy nawet trochę cofnąć się w czasie i zmienić obecny model funkcjonowania, mają jednak świadomość, że dotknie to raczej jednostek niż całych społeczności. Zawsze to mały krok w przód (albo w tył). Między tymi dwoma przeciwstawnymi zbiorowościami trwa nieustająca batalia i tylko czas może ją rozwikłać! Poza tym… po co nam relacje międzyludzkie, jak kilkaset lajków pod zdjęciem/postem wystarczająco łechce ego?

 

Złoty Środek poszukiwany

 

XXI wiek – technologia. Same udogodnienia, tyle zaoszczędzonego czasu! Ciekawe dlaczego? Może dlatego, że coraz mniej go mamy? Może on po prostu zmienia bieg? Może przyspiesza? To byłoby coś! Tutaj jednak fizyka musiałaby się wykazać, bo nie mam wystarczających kwalifikacji. Chyba spytam któregoś ze specjalistów Labiryntu!

Żyjemy w tym nowoczesnym “wszystkim”, równocześnie marząc o tym, żeby się wyrwać. Futuryści twierdzą, że przeciwstawienie się nowoczesności jest niemożliwe. Trzeba by uciec na bezludną wyspę i liczyć na to, że nie dotrze do nas żaden przejaw cywilizacji, co też nie wydaje się dobrym pomysłem. Gdzie jest więc Złoty Środek? Czy ktoś ma pomysł? Jak się nie zgubić w tym technologicznym wyścigu po zmiany?

 

Ja nieustannie szukam. Jak coś odkryję, dam znać!

 

 

No chyba że mnie wyprzedzisz?

 

 

PSSst. Nikt mi tu za nic nie zapłacił. Przytoczyłam nazwy marek, które rozum przyniósł pod palce. Nad tym nie można zapanować!

Trzy słowa na S

…o Szczęściu, Słabości i Słodkości

 

Jak obstawiasz? To Góra Szczęścia, Słodkości czy Słabości?

 

Ponad nami Góra Szczęścia czy Słabości, a może po prostu Słodkości? Prawdopodobnie każde z osobna i wszystkie na raz

 

Sobota chyli się ku końcowi i czas najwyższy rozstrzygnąć ten trzysłowny spór, który pojawił się bez najmniejszego ostrzeżenia parę dni temu, kiedy przypadkowo (!) zamówiłam Czarny Las z wiśniami (a może Czarną Górę?)…

 

SŁODKOŚĆ

 

Czy odrobina Słodkości może zapewnić Szczęście? Chwilowe na pewno, ale co jeśli Słodkości robi się zbyt wiele? Już tak nie cieszy? Zaczyna się nudzić? Brzydnie? Z jednej strony powiem, że tak, a z drugiej, że nie. Są tacy ludzie, którym Słodkości nigdy za wiele i obawiam się, że należę do tej grupy. Zaobserwujcie mnie tylko w otoczeniu słodkich cudów, to zrozumiecie… Ale czy to może dać Szczęście? Wątpię. Wiem jedynie, że może zafundować chwilowe kulinarne zadowolenie, ale problemów na pewno nie rozwiąże. Gwarantuję. Może co najwyżej dołożyć nowych!

Specjaliści z Instytutu Holili Labiryntu Cudowności wyraźnie twierdzą, że nadmiar Słodkości może być zgubny i prowadzić do choroby oraz ogólnego osłabienia ustroju. Może nawet wpuścić do organizmu węża, co objawia się mocnym powiększeniem obwodu w rejonie brzusznym. W dalszych stadiach węże pojawiają się w innych miejscach, drastycznie zmieniając gabaryty delikwenta dotkniętego wężową przypadłością. Niełatwo się z niej wyleczyć. Zazwyczaj konieczne jest stosowanie specjalnych działań fizycznych wyganiających węże. Całkowite pozbycie się Słodkości, którą węże uwielbiają i zaimplementowanie specjalnego sposobu odżywiania odstraszy węże, ale pamiętajcie, że będą bardzo oporne! Lepiej w ogóle ich nie wpuszczać! Tak, wiem, że powinno być Słodycz, a nie Słodkość, ale w Labiryncie to JA dyktuję zasady.

 

SŁABOŚĆ

 

Czy Słodkość to najzwyklejsza Słabość? Tak. Nie. Nie wiem. Tak naprawdę to wiem, że tak. Umiłowanie Słodkości to objaw Słabości na wielu płaszczyznach, także tych głęboko osadzonych. Tak przynajmniej twierdzą Specjaliści z Instytutu Holili Labiryntu Cudowności. Nie będę się nawet z nimi kłócić. Pewno za karę zapisaliby mi jakąś specjalną kurację, więc milknę. Wniosek jest prosty – jeśli nadmiernie lubisz Słodkości oznacza to po prostu, że coś jest z Tobą nie tak (tak jak ze mną). Czego Ci brakuje, że się (nadmiernie) dosładzasz? Energii? Radości? Wolności? Składników odżywczych? Słodkości ze strony ludzkości? A może bliskości? Zdefiniuj problem, znajdź źródło i zwalcz! No chyba że ten rodzaj Słabości jest dla Twojej przyjemności (a na pewno jest) i wcale nie chcesz tego zmieniać. Poza tym… może niektórych Słabości najzwyczajniej nie da (chce) się zwalczyć?

 

SZCZĘŚCIE

 

Czy Szczęście ma coś wspólnego ze Słabością i Słodkością? Jestem przekonana, że tak. Szczęście można osiągnąć różnymi sposobami. Dostarczenie odpowiedniej dawki Słodkości na pewno jest jedną ze skutecznych (?), lecz krótkotrwałych metod. Jakby się zastanowić… Skoro ma działanie krótkotrwałe, to w rzeczywistości jest nieskuteczna, sorry. Słodkością więc szczęścia nie osiągniesz. Zastanówmy się więc, jakie metody na Szczęście się sprawdzą? Żaden mędrzec chyba jeszcze do tego nie dotarł. Wydaje się, że to kwestia jednostkowa. Każdego cieszy co innego, prawda? Nie ma uniwersalnego przepisu. Czy są takie elementy Życioskładanki, które muszą być ułożone, żeby pojawiło się Szczęście? W tej sprawie Specjaliści Holili Labiryntu Cudowności milczą z zawstydzeniem. Tego to chyba nigdy nie badali, a może wyniki jakieś niewspółmierne? Sądzę, że mam tu do powiedzenia więcej niż oni! Co jest pewne:

  1. Towarzystwo jest najważniejsze. Śmiem stwierdzić, że ludzie, których mamy obok najmocniej wpływają na nasz poziom szczęścia – w końcu stadne z nas stwory, co nie? Człowiek jest jakiś taki niedoszczęściony, kiedy nie ma się z kim dzielić (różnościami)
  2. Pieniądze szczęścia nie dają, ale bez nich trzeba się skupiać na przetrywaniu (tak, przetrywaniu) i zamartwianiu, więc nie można się zająć szczęściem. W skrócie – pieniądze są potrzebne. Im więcej, tym lepiej – nie żałujmy sobie
  3. Zdrowie? Kto by się tym przejmował? Na pewno nie młode pokolenie, choć od jakiegoś czasu eko-fit trendy trochę zmieniają sytuację. Sama zwracam dużą uwagę na zdrowie i formę fizyczną (czekoladą, Słodkością i winem niszczę się tylko czasami…). Kiedy boli i strzyka tu i tam, ciężko się skupić na odczuwaniu zadowolenia, dlatego bez zdrowia ani rusz
  4. Praca może zwiększać poziom szczęścia lub wyraźnie je od nas oddalać. Kiedy robimy to, co kochamy i jeszcze nam za to płacą, jest idealnie. Ja tam jeszcze nie dotarłam, ale kim bym się okazała, gdyby mi się nie udało? Wspinam się więc na gigantyczną górę, spadając co jakiś czas (bo grawitacja czy coś…). Trzy kroki w przód, dwa w tył
  5. Pasja – musi być i już. Brak pasji, interesującego hobby czyni życie dennym, a tak przynajmniej mi się wydaje, ale nie wiem (bo mam pasję i to niejedną)

 

SZCZĘŚCIE & SŁABOŚĆ

 

Co Szczęście robi w jednym worze ze Słabością? Czy jest między nimi jakieś powiązanie? Kiedy jesteśmy szczęśliwi, stajemy się słabsi, bo tracimy czujność? A może stajemy się silniejsi, bo ciężej zburzyć nasz spokój? Przyznam, że nie wiem, która opcja jest tą właściwą. Całkiem możliwe, że żadna albo obie na raz.

Nie mogę opędzić się od myśli, że Szczęście i Słabość idą w parze, kiedy mają coś wspólnego z ważnymi dla nas osobami. Ukochana osoba? Rodzice? Najlepszy przyjaciel? Dziecko? Każdy, kto przeczytał choć jedną książkę lub obejrzał jeden film, wie, jak to wygląda. Bohater staje na głowie i dałby się zabić, żeby tylko uratować lub odzyskać tę ważną osobę. Wystarczy ją po prostu podebrać, żeby zmanipulować naszego drogiego bohatera, zmusić go do czegoś, by osiągnąć swoje cele. Ile z tej idealistycznej fikcji występuje w rzeczywistości? Nie wiem jak to wygląda u Was, ale w moim wymiarze jest jak w książkach i filmach. To trochę utrudnia życie, ale też dodaje wrażeń, więc nie narzekam. Trzeba tylko dobrze rozpoznawać, kiedy warto, a kiedy ani trochę. Z tym też sobie radzę, ale dość o mnie. Idę stąd!

 

Trzy słowa na S

 

Jak rozstrzygnąć trzysłowny spór podsumowujący zdjęcie “zaśnieżonej” góry?

 

Słodkość

 

Szczęście

Słabość

 

W umiłowaniu Słodkości jest zarówno trochę Szczęścia jak i Słabości. Szczęście jest bardzo skomplikowane, a jego składowe mogą nas osłabiać i/lub zmuszać do heroicznych czynów. Słodkość to Słabość, która może przyzywać węże. Na co dzień z nią walczę, ale czasem po prostu nie da się oprzeć. Poza tym nie przesadzajmy, w końcu możemy zniknąć z tej planety w każdej chwili. Jak u Ciebie wygląda kwestia Słabości, Słodkości i Szczęścia?

 

Życzę Wam dużo Słodkości albo Szczęścia, ale na pewno nie Słabości!

 

 

 

PSsst. Ze słodyczy najlepszy boczek?

PSsst 2. To słońce to wszystko czyni piękniejszym, prawda? Ten soczek śliwkowy był naprawdę dobry, a to co na talerzyku to już w ogóle!

Nie ma na co czekać!

 

Dziś zwrócę uwagę tylko na dwa słowa, które mają wielkie znaczenie: nie czekaj

 

 

Sumienie

Życie to gówno.

Ktoś

Co ty mówisz, mała?

Sumienie

Dokładnie to, co właśnie myślę. Znów ktoś umarł i ktoś pewno niedługo umrze.

Ktoś

Co masz na myśli?

Sumienie

W zeszłym roku miałam się wybrać na dwa tygodnie czy coś do Australii, do mojej rodziny. Zainspirowało mnie spotkanie w Polsce z wujkiem, który mieszka tam od wielu lat. Wpadł tutaj w odwiedziny. Uznałam, że w końcu chyba będę mogła sobie na to pozwolić i odwiedzić ich wszystkich. Miałam poznać jego dzieci, zwiedzić kawał Australii, ale…

 

Dziewczyna zamilkła.

 

Ktoś

Co się stało, kociaku?

Sumienie

Nie pojechałam, bo uznałam, że dwa tygodnie wolnego to trochę za mało i że może lepiej uzbierać więcej luźnej kasy,
i wiesz co? Już go nie ma. Umarł dopiero co. Wyszedł przed dom, przewrócił się i już go nie ma. Jak Vito Corleone.

 

Dziewczyna westchnęła. Jej oczy były całkiem suche. Nie wyglądała na smutną. Była wściekła.

 

Sumienie

Jestem wściekła na to, że wszystko tak się potoczyło.

Ktoś

Wiesz, że… nie mogłaś nic na to poradzić.

Sumienie

Mogłam – pojechać tam wtedy, kiedy był czas.

Ktoś

Może i tak.

Sumienie

Asekurowałam się – bo za mało czasu, bo drogo. Nie ma co. Mam nauczkę.

Ktoś

Nauczkę?

Sumienie

Tak. Nauczkę dla zwlekających. To powinna być nauczka dla wszystkich zwlekających. Nie powinno się tak robić.

Ktoś

Jak?

Sumienie

Czekać na lepszą okazję. Na lepszą możliwość. Może się nie zdarzyć.

Ktoś

Sensownie powiedziane.

Sumienie

Wiem. To dotyczy zwłaszcza ludzi. Jak masz coś ważnego do kogoś, to nie czekaj, tylko działaj. Czekanie na lepszy moment jest bez sensu, bo ten ktoś może umrzeć albo zniknąć w jakikolwiek inny sposób. Tak funkcjonuje świat. Jest do dupy. Jestem wściekła.

Ktoś

Tej sytuacji już nie naprawisz.

Sumienie

Wiem, ale mogę chociaż oświecić innych, żeby więcej działali i przeżywali, a mniej czekali i się zastanawiali. To totalnie
nie ma sensu.

Ktoś

Co teraz zrobisz?

Sumienie

Chyba coś zmienię. Spróbuję żyć inaczej. Często się waham i zastanawiam, nie używam instynktu.

Ktoś

Powinnaś.

Sumienie

A ty używasz swojego?

Ktoś

Kiedy tylko mogę.

Sumienie

To dobrze. Nie przegap niczego.

Ktoś

Nie przegapię, młoda damo.

Sumienie

Oby. W każdym razie… Nie będę nikogo zbawiać i prawić morałów. Chcę tylko zwrócić uwagę ludzi, że nie ma co czekać.
Tu i teraz. Działanie jest najważniejsze. Jutro może mnie już nie być…

 

 

I tym nieszczęsnym akcentem zakończmy tekst. Przykre i niewygodne te przemyślenia, ale prawdziwe. Chyba nie ma nic gorszego niż żałować, że się czegoś nie zrobiło albo nie zwróciło odpowiedniej uwagi w stosownym czasie, prawda? Tak się składa, że mam niezłą praktykę w tym rodzaju “żałowania”. Ciekawe czy kiedyś się nauczę? Czy kiedyś to się zmieni? Samo z siebie pewno nie. Zawsze trzeba się ze wszystkim poużerać samodzielnie. Rozwiązanie nie skapnie z nieba. Pochwalę się, jak się poprawię w tej kwestii. Obiecuję!

 

Ludzie znikają szybciej niż nam się wydaje, ale na co dzień chyba nikt się nad tym nie zastanawia. “Nie mam czasu” – myślisz, a potem żałujesz. Byle do następnego dnia, soboty, weekendu i tak dalej, a tu pyk, kolejny ktoś przepada w zagonionej rzeczywistości. Umiera, odchodzi, wyjeżdża, porzuca albo coś jeszcze. Ja nie myślę o tym wszystkim zbyt często, bo prawdopodobnie bym ześwirowała. Chyba nikomu to nie służy. Nie zalecam więc zbyt intensywnego rozkminiania, to zawsze szkodzi. Zalecam działanie. Zrobię coś, uda się – jest “na plus”, nie uda się – idę dalej. To jest chyba optymalny plan.

 

Jak myślisz?

 

 

PSst. To zdjęcie to całkiem nieźle pasuje, prawda?

PSSsst 2. Obiecuję, że następnym razem będzie optymistycznie!

Magia zimową porą (w lecie też da radę!)

 

Para wkracza przez portal do nowej rzeczywistości. Ku ogólnemu zdziwieniu, w środku przebywają same koty. Część siedzi wygodnie na kanapach i w fotelach, sącząc gorącą czekoladę, grzańce czy zimowe herbaty i miaucząc między sobą z przekonaniem. Pozostałe koty biegają po całej sali wnosząc i wynosząc talerze, kubki i resztki. Robią to z pełną gracją. Mężczyzna mruga nerwowo kilkukrotnie. Najwyraźniej nie przywykł do odrobiny magii w swojej codzienności.

 

M

Do której Krainy Czarów zabrałaś mnie tym razem? Nie mówiłaś nic o Narni.

A

To nie Narnia! To miejsce jest nawet lepsze!

M

No dobrze, to gdzie jesteśmy? W Kocim Królestwie?

A

Prawie.

 

Dziewczyna mruga i uśmiecha się tajemniczo.

 

A

Nie podoba ci się tutaj?

M

Podoba, ale jest tu bardzo osobliwie. Jakoś nie umiem sobie wyobrazić, że obsługują mnie koty… To zazwyczaj działa w drugą stronę. My je obsługujemy. Szalona dziewczyno, gdzie ty mnie zabrałaś…

 

Mężczyzna śmieje się i nie umie opanować zaskoczenia. Rozgląda się po zakoconej sali.

 

A

Nie chciałeś być na zimnie, więc masz! Jesteśmy w Magii. Czujesz?

M

Magii?

A

Tak. Nie widzisz tego?

 

Mężczyzna rozgląda się po dziwacznie urządzonym pomieszczeniu, mruga kilkukrotnie, przeciera oczy i ku jego zdziwieniu wszystkie koty znikają. Zamiast tego na ich miejscach pojawiają się ludzie – mniej lub bardziej koci. Ci najkoćszszy spozierają na nowo przybyłych bez mrugnięcia okiem…

 

 

Czy ta bajeczka ma coś wspólnego z rzeczywistością? Wiesz (że ma)

 

bo jest takie miejsce, gdzie czasem widuję koty, często jem dobrze rzeczy i miewam cudowne pogawędki

 

Całkiem tu przytulnie, prawda? Wpadałabym w takie mrozy. Wpadasz ze mną?

 

Gdzież to?

 

Nazwa mówi sama za siebie

 

Cafe Magia

 

Jakoś takoś przypadki złożyły się w doskonałą całość, sprawiając, że gdy któregoś dnia tu wpadłam, okazało się, że będę wpadać jeszcze wiele razy i tak do (niemożliwego) znudzenia*

 

 

Dlaczego?

 

 

Bo: wystrój, menu i ludzie oraz niezastąpiony kot Hipolit, który czasem wskoczy na kolano

 

 

Co Cię czeka?

 

 

MENU, ostrzegam, że przytoczę tylko to, czego sama spróbowałam (a jest duuużo więcej):

 

Magiczny wrap. Sprawdzisz kotku, co jest w środku?

 

  • pyszne ciasta – sernik z białej czekolady, tarta czekoladowa z owocami czy ciasto marchewkowe to prawdziwe cuda
  • smaczne konkrety – wrapy/tosty z różnościami, np. z wędzonym łososiem rucolą i parmezanem albo z indykiem, oscypkiem i żurawiną, doskonała zupa pomidorowa czy też pierożki – mój typ to szpinak i kurczak
  • dobre napoje – gorąca czekolada, kilka interesujących rodzajów kaw i herbat, pyszne alkoholowe grzańce

 

Pierogi cudów – w środku smakowitości, a na wierzchu, na życzenie, brak cebuli (to tak na wypadek, gdybyś nie mógł, jak ja)
Gorącą czekoladę też mają dobrą. No może nie tak dobrą jak ta, którą sama robię, ale pod żadnym pozorem nie pogardzę! Można dostosować poziom gęstości!

 

ATMOSFERA, na którą wpływają:

 

  • wystrój – wnętrza wypełnione są meblami różnych kolorów i rozmiarów, a wszystko całkiem nieoczekiwanie do siebie pasuje, przypominając jedno z pomieszczeń w Hogwarcie (nazwa zobowiązuje); dekoracje stolików przyjemnie nawiązują do sezonu i aury
  • muzyka – zależnie od pory dnia leci coś, co może zainspirować – fortepiany, stare amerykańskie klasyki, pop z kategorii tych mniej chamskich albo przedświąteczne hity (moje ulubione!)

 

OBSŁUGA:

 

  • bardzo miła, pomocna, chętnie znosząca moje dziwactwa i wielogodzinne posiadywanie
  • potrafi umilić godziny pisarskiej pracy przyjemną konwersacją

 

LOKALIZACJA:

 

Plac Mariacki 3 – zauważ, że do Magii prowadzi najprawdziwszy portal!

 

OSTATNIE SŁOWA

 

Cafe Magia to jedno z moich pierwszych ulubionych miejsc na inspirującej mapie Krakowa. Działa bardzo pozytywnie, bo nie tylko ma wyjątkową atmosferę i miłych pracowników, ale też doskonałe menu. Jak wiadomo, nie trzeba mnie namawiać do odwiedzin, gdy serwuje się pyszności w dobrej jakości. Planuje dalej się naprzykrzać i spędzać tam niemożebnie dużo czasu! Część Cudowności powstaje własnie TAM!

 

Ocena: 8/8 (i nie, nikt mnie nie przekupił – no prawie…)

Kot Hipolit, jemu to wszystko wolno!

 

To kiedy widzimy się w Magii?

 

 

* Zasada Znudzalności jak widać nie zawsze obowiązuje i chwała za to (komu?)

Wychodzę, bo bzdur nie zniesę

Myślisz: “a co ja się będę bawić w kotka i myszkę. Co to, to nie…”

 

Wcale nie chcesz wiedzieć, gdzie oni weszli, bo na co to komu? Ani trochę nie zainteresowało Cię to rzekomo magiczne miejsce. Bo czym do ciężkiej cholery jest magia? Nic takiego nie istnieje. Ludzie wybzdurzają sobie, że można ją czasem poczuć przy okazji jakichś tam świąt, podczas inspirujących rozmów i spotkań z określonymi ludźmi, którzy to niby magicznie na nas oddziałują. Magia to może jest w książkach Rowling, tych o Harrym Potterze albo w spojrzeniu psa, który czeka, aż ktoś wpuści go do domu w mroźne popołudnie. Jak dobrze poczaruje, to może się doczeka (wpuszczenia do środka)…  Tyle w temacie tej niezwykłej magii. Bzdura.

 

Jakby na to wszystko nie patrzeć, magia to czysta bzdura. Nie chcesz mieć z tym nic wspólnego.

Prawdziwe życie to jest życie.

 

Czym może być miejsce o takiej nazwie? Magia. Magia?

Może to i dobre dla ludzi, którzy chodzą z głową w chmurach. Naprawdę nie wiesz, czy znajdziesz tam coś wartego uwagi.

 

 

A co jeśli ta nazwa nic nie znaczy i po prostu jest? Może nawet Ty znajdziesz tam przestrzeń dla siebie?

 

Sprawdzisz?

 

 

 

A co mi tam!

 

 

NIE

 

Ostatnia bajka, ale czy na pewno…

…tej zimy?

 

Śnieg sypie intensywnie. Temperatura plasuje się w granicach -6 stopni Celsjusza. W rzeczywistości można odczuć, jakby było -10 stopni. Ciężko dostrzec cokolwiek poza szalonymi płatkami śniegu i różnokolorowymi światełkami zawieszonymi w próżni. Dwoje zziębniętych ludzi przedziera się przez śnieżną zawieję.

 

M

Znasz tu jakieś miejsce? Jakiś przytulny zakątek w sam raz na kolejne natarcie zimy? Nie pociągnę tej „podróży” bez pokrzepiającej wizyty w jakimś sensownym miejscu. Wiesz jak to jest ze mną i z zimnem…

A

Hmmmm… Poczekaj, znam wiele miejsc. W końcu w wolnym czasie lubię eksplorować nowe. Chodźmy na rynek,

tam jest coś doskonałego!

M

Jak nie zmienimy się do tego czasu w ruchome bałwany to będzie coś! Zdaję się na ciebie, prowadź!

A

Czyżby śnieg ci przeszkadzał? Nie marudź jak stary człowiek!

M

Czy ja brzmię, jakbym marudził?

A

Tak, dokładnie.

M

Oj, tak sobie tylko mówię nooo…

A

W prawo.

M

Gdzie idziemy?

A

Dowiesz się w swoim czasie!

M

Skąd wiesz, czy nie znam tego miejsca? Co jeśli wcale nie chcę tam iść, bo w obsłudze mają kelnerkę,

która mnie nienawidzi?

A

Masz na myśli twoją niedoszłą rozżaloną dziewczynę?

M

Ale łapiesz! Człowiek musi być przy tobie naprawdę czujny.

A

Taki już mój urok. Jeszcze chwilka i będziemy!

 

Para “podróżników” transformuje się powoli w dwie śnieżne góry, przemieszczające się niezgrabnie w coraz wyższych śnieżnych przeszkodach. Kolorowe światełka rozmazują się. Mężczyzna odzywa się po chwili milczenia:

 

M

Ta wiosna to mogłaby już przyjść, nie sądzisz?

A

Mogłaby, ale zima też jest fajna. Jest magiczna. Jeszcze się nią nie nacieszyłam. Nie lubisz grzanego wina, przytulnych miejsc? Ognia w kominku?

M

Lubię wszystkie wymienione, ale marznięcie mnie przytłacza. Trzeba się za bardzo ubierać…

A

Taki twardziel, a chłód z nim zwycięża! Masz za to pretekst do częstych przytulanek, więc nie spieszyłabym się tak z tą wiosną. W lecie już  nie będzie tak łatwo!

M

Chyba masz rację… Aż drżę z przerażenia. Ale za to będą nogi…

A

Jakby teraz nie było.

M

Wszystkie poukrywane.

A

Słabo się rozglądasz. To tu!

 

Dziewczyna wskazuje na duże, ciężkie drzwi, a właściwie portal do…

 

Magii

 

 

Wchodzę z nimi                                                                                                                                                                                      Wychodzę

Zła zima, a może nie taka zła?

 

Cześć, to JA, wiosna!

 

 

 

 

Wpycham się z butami w Wasze życie, bo wiem, że tylko na mnie czekacie. Ta zima to paskudna potwora, prawda? Rozebrać się nie można, wszystko zamarznięte, kocyk wchodzi w grę tylko na łóżku, w domu, zamiast na zielonej trawie, a powietrze jak w Mordorze. Niosę zmiany, będzie tylko lepiej! No, nie obiecywałam, że nie będzie deszczu! Ale zaraz, zaraz…

 

 

 

 

 

 

Żartowałam!

 

 

 

 

Musicie sobie na mnie zasłużyć! To chyba jeszcze nie ten moment… Pa!

 

Jestem pewna, że w tych górach żyją najprawdziwsze Kryształowe Smoki. Żeby uchwycić taki widok, trzeba się postarać…

 

Ktoś tu sobie najwyraźniej z nas bezwzględnie zażartował. Nieładnie, oj nieładnie. Powiedzcie no robaczki, jak Wam minął pierwszy okołowiosenny tydzień? Było miło? Wszyscy się cieszy… liśmy?

 

Większość chętnie wywaliłaby zimę za okno (albo daleko w kosmos), ale oj… ona znów tam jeeest! I się rozkręca. Myślałam, że przypomni się w kwietniu, ale wróciła zaledwie po kilku dniach. Zła ta zima, oj zła. Nie dość, że niemożebnie się dłuży, to jeszcze uwielbia zaskakiwać nagłym powrotem… Pyk.

 

Powiedzcie szczerze, nie lubicie zimna, no nie? Ja nawet lubię, ale niespecjalnie lubię zamarzać (chyba, że na stoku), więc jest pół na pół. Jak za długo trwa, to robi się nudno, prawda? Zasada Znudzalności dotyczy prawie wszystkiego we Wszechświecie. Mimo wszystko – jak bardzo byśmy się nie nudzili, trzeba przyznać, że zima ma swój urok. Dla mnie jest magiczna. Zostańmy jeszcze kilka chwil w jej objęciach.

 

Zima to:

 

  • narty i łyżwy
  • sanki?
  • padający śnieżek
  • rozjaśniająca noc skrząca biel za oknem (w lecie tego nie uświadczysz)
  • gorąca czekolada albo zimowa herbata
  • grzaniec
  • przyprawy korzenne (patrz cynamon i… cynamon, i inne)
  • kocyk (+książka/film/serial/co kto lubi)
  • kominek
  • bordowo-złote zakończenie roku
  • najlepsze kolory w modzie
  • snucie opowieści i…
  • …magia

 

Czy to zimno jest naprawdę takie złe, robaczki? No pomyślcie. Zima ma w sobie coś cudownego. To wspaniałe, kiedy można spędzić mroźny czas aktywnie na bardziej (lub mniej) świeżym powietrzu i biegać w śnieżnych zaspach, śmigać na nartach albo budować bałwany (jakby mało ich było na świecie).

 

Żeby dotrzeć do Kryształowych Smoków trzeba przeprawić się przez Głębokie Śniegi i… szuuu! Śnieżek w butach! (dobrze, że nie słoma)

 

Alternatywną, bezaktywną zimową opcją jest przesiadywanie w przytulnym, klimatycznym miejscu i snucie opowieści – koniecznie we właściwym towarzystwie! Najlepiej w takim, które inspiruje (i zachwyca).

 

 

Jesteście gotowi na ostatnią bajeczkę tej zimy?

 

Martwi za życia?

Człowiek wychodzi z domu i nie przestaje się dziwić. Otoczenie potrafi obezwładniać, osłabiać lub inspirować, o ile potrafisz obserwować. Mam taką zdolność, że nawet w największym crapie (tak, będę używać tego słowa) znajdę coś wartego uwagi. Czasem taki crap porusza na tyle, że rodzą się pomysły.

 

I tym razem coś się urodziło.

 

 

Podsłuchane w miejscu, gdzie podają te pyszności ze zdjęcia

 

Troje młodych ludzi, dwie dziewczyny i jeden chłopak siedzą przy stoliku, sącząc pełne pianki latte.

 

Brunetka

Jestem strasznie zmęczona.

Blondyna

Czym?

Brunetka

Sesja stulecia, praca 6 godzin dziennie. Myślałam, że odpocznę coś w te ferie, ale się nie udało.

Blondyna

Ty jeszcze nie widziałaś sesji! Ale wiesz, tak wygląda życie. Ja pracuję prawie cały czas. Znajomi się dziwią, że daję radę tyle pracować i jeszcze spotykać się z chłopakiem raz w tygodniu, wow.

Brunetka

No ja mam dość! Prawie cały czas pracuję. Nie mogę sobie odpocząć, a pieniądze się nie zgadzają, więc zmieniam pracę i znowu nie będę mieć urlopu.

Blondyna

Straszna bieda. To już w ogóle nie odpoczniesz. Nic mi się kurwa nie chce.

Facetbez…

Masz dziś wolne.

Blondyna

No, chociaż tyle… A wiesz, że ta Marta z pracy ostatnio wywinęła niezły numer?

Brunetka

Która Marta?

Blondyna

No, ta taka ruda, głupia. Nie kojarzysz? Zawsze traktowała nas z góry.

Brunetka

Ta taka z wielkim tyłkiem?

Blondyna

Ta właśnie! Ona się spotyka z naszym szefem! To znaczy z twoim byłym, ale…

Brunetka

No chyba żartujesz! Wiedziała jak się ustawić.

Blondyna

A ten Tomek, ten taki chudy i wysoki w wielkich okularach. Zwolnił się.

Brunetka

Co się stało?

Blondyna

Dostał lepszą pracę. Wiesz, on zawsze był taki uprzejmy… a ja to ostatnio usłyszałam w pracy, że jestem pretensjonalna i roszczeniowa.

Facetbez…

To chyba komplement.

Blondyna

Tak?

Facetbez…

No bo jak ktoś jest pretensjonalny, to takie z niego trochę indywiduum.

 

Obserwator Optymista parska ze śmiechu w myślach.

 

Blondyna

Ano, może… Dzięki. Tak sobie myślę, że muszę mniej pracować. Jak będę stara, to będę zapierdalać, bo wtedy to już nic nie będzie ważne.

Facetbez…

Póki jest się młodym, trzeba dać czadu, ale z głową, z głową.

Brunetka

No właśnie! A tu ani wypłaty, ani urlopu, a budżet się kończy.

Blondyna

Takie życie, szare życie w tej Polsce.

Facetbez…

Już tak nie marudźcie. Chciałbym pracować 6 albo 8 godzin. Ja zaczynam za 14 minut, a kończę za 14 godzin…

Brunetka

O cholera! To gdzie ty pracujesz?

Facetbez…

Gastro. Teraz to i tak jest dobrze. Kiedyś pracowałem po 16 godzin, na szczęście już tak nie jest.

Blondyna

Zachciało się pracy w gastronomii.

Facetbez…

Ten Bartek, co zawsze chciał być kelnerem, ostatnio zaczyna zmieniać zdanie na temat tej pracy.

O ósmej jest już w pracy, żeby przygotować knajpę, a siedzi czasem do północy, bo po gościach trzeba posprzątać.

Blondyna

To mu się zachciało pracy jako kelner. Ma teraz!

Brunetka

Ale jestem głodna.

Facetbez…

To weź sobie coś kup.

Blondyna

Też jestem głodna.

Facetbez…

Czemu sobie czegoś nie kupicie?

Brunetka

Chodź na szluga, Agata.

Facetbez…

To ja będę już leciał do pracy. Cześć dziewczyny!

 

Towarzystwo się rozchodzi, a tak naprawdę Obserwator Optymista odchodzi. Dość już sułyszał.

 

Dokąd zmierzamy?

 

Skoro młode studiujące pokolenie, przyszłość naszego gatunku tak się prezentuje, nie możemy się chyba spodziewać wielkich zmian…

Co jest nie tak z ludźmi? Czemu za swoje “nieszczęście” obwiniają wszystkich naokoło? Czemu nie potrafią się skupić na pozytywach i dobrych momentach? Jak Ci praca nie pasuje, zacznij szukać nowej. Jak mało płacą, może spróbuj zdobyć nowe kwalifikację na jakimś kursie (najlepiej darmowym)? Jak studia Cię męczą, to po co na nie chodzisz? Owszem, papierek może pomóc, ale zastanów się dobrze, co jest dla Ciebie ważne i gdzie chcesz być. A może nie wiesz, jak większość?

 

Młodość to energia i zapał

 

Nie wiem czy to po prostu Polska, czy może wszyscy tak mają, że są martwi już za życia. Skoro jesteśmy tu tylko na chwilkę, może warto by było skorzystać z tego jak najwięcej i spróbować każdą, nawet najgorszą sytuację przerobić na coś pozytywnego? Jeśli nie da się pozytywnie, to może warto zacząć używać mózgu, żeby tych negatywów było mniej. Zazwyczaj sami pakujemy się w crap. Nikt nas tam nie pcha na siłę. No chyba, że nie mamy najmniejszej kontroli nad swoim życiem i otoczenie o wszystkim decyduje za nas. W to akurat nie uwierzę…

 

Czy ludzkość ma jeszcze szansę, czy najzwyczajniej w świecie upadniemy jeszcze bardziej? Jak myślisz?

 

 

PSsst. Pan z obsługi był tak miły, że przyjdę tam ponownie po prostu do niego, a nie tylko dlatego, że mają dobre cynamonki… Jego też obgadali, że pewno smutny, bo sam na zmianie i nie ma fajnej dziewczyny obok. Mnie się wydawał całkiem radosny…

 

PSSsst 2. Uważajcie na Wasze rozmowy w miejscach publicznych. Mogę czujnie siedzieć gdzieś obok i zawsze jestem gotowa na uwiecznienie kolejnej historii. Żeby nikt mi potem nie zarzucił, że nie ostrzegałam!

Najniebezpieczniejsza gra w Twoim życiu

Przyznaj szczerze, zastanawiałeś się kiedyś, jaka gra jest najniebezpieczniejsza na świecie?

 

Ja czasem myślę o “naj-rzeczach”, ale nie będę kłamać, że mocno się na tym skupiam, choć w “naj” mam upodobanie. W pudełku czekoladek najlepsze jest to, że czasem wylosuje się taką, która robi wrażenie i bardzo zapada w pamięć. Przypadkiem nieprzypadkiem w pewien niestandardowy weekend natknęłam się na czekoladkę, która powinna nosić nazwę: “najniebezpieczniejsza gra w Twoim życiu” (albo przynajmniej jedna z tych niebezpieczniejszych).

 

Na szczęście to tylko GRA.

 

Chcesz się przekonać?

 

Zanim przystąpimy do akcji, musisz wiedzieć kilka rzeczy:

  1. To gra (lub… ćwiczenie)
  2. To nieprawda, choć przez moment może wydać się prawdą
  3. W rzeczywistości może być trudno w nią zagrać
  4. Musisz wejść w nią całkowicie, naprawdę się zaangażować, a potem wyjść i już, więc…
  5. … może wyczerpywać emocjonalnie (jak inne sztuczki, które później Ci pokażę)
  6. Może okazać się pomocna także w życiu codziennym (ale nie nadużywaj!)
  7. Mogą wystąpić skutki uboczne (o dużej sile rażenia)…
  8. … ale nie wyobrażaj sobie!
  9. I koniecznie zachowaj zimną krew, nawet jeśli próbujesz pokazać, że jest inaczej! To tylko gra!

 

Gra wykorzystuje proste mechanizmy i jedna z największych sił we Wszechświecie, czyli…

 

uczucia

 

Zgodzisz się ze mną, że uczucia to bardzo silne zjawisko. Odbierają rozum. Sprawiają, że tracimy trzeźwy osąd. Każą nam robić nierozsądne rzeczy. Osłabiają. Z drugiej strony bez uczuć nie ma sensu. Życie jest suche niczym kilkudniowa kromka chleba z… pastą ziemniaczaną (właśnie wymyśliłam to pyszne danie, tylko jeść!) i ciągnie się niczym powiększony, jak zestaw w McDonald’s, szary papier toaletowy, raniąc nas z każdej strony swoją szorstkością.

 

Nasza “najniebezpieczniejsza gra” opiera się na dwóch najsilniejszych emocjach, które dzieli od siebie zaledwie kroczek. Mam na myśli:

 

Miłość

 

i

 

Nienawiść

 

Prawda, że to tylko kroczek?

 

Zróbmy to!

 

Powiedzmy, że grę określimy słowem “Mantra”, bo podczas zabawy powtarzamy w myślach określone słowa. To jak, gramy?

 

Pobaw się emocjami i uważaj, żeby nie ugotować czegoś niestrawnego. Przepis poniżej:

 

  1. Znajdź współgracza, czyli osobę, która zgodzi się z Tobą pobawić. Ostrzegam po raz ostatni, efekty mogą być niebezpieczne!
  2. Wyobraź sobie, że kochasz swojego „współgracza”, powtarzając w myślach mantrę „I love you”, „kocham cię”, czy jak Ci tam pasuje. Grunt, żeby miała TO właściwe znaczenie. Współgracz musi robić to samo.
  3. Daj sobie parę chwil, żeby Twoje ciało mogło realnie to poczuć (to naprawdę działa, testowałam). Wczuj się całkowicie, skup na tej myśli i bądź pewien, że postronny obserwator z łatwością zauważy zmianę w postawie i zachowaniu „grających”. Przede wszystkim, sami grający to zauważą!
  4. Gdy już poczujecie to uczucie, idźcie dalej, zacznijcie rozmawiać o czymkolwiek. Może być bez sensu. Rozmowa i emocje same Was poprowadzą. To, jak daleko zdecydujecie się “zagrać”, zależy tylko od Was i od potrzeb danej sytuacji. Kto wie, czy nie wyjdzie z tego mała randka?

 

Zrób dokładnie to samo, powtarzając w myślach “I hate you”, “nienawidzę cię” i zauważ, jak wielką niechęcią zaczynasz pałać do współgracza…  Kłótnia i dużo niechęci gwarantowane! Zastanów się tylko dobrze, czy lepiej zacząć od opcji pozytywnej, czy negatywnej wersji wydarzeń. Jeśli nie oddzielisz farsy od prawdy, zabawa może wpłynąć na Twoją relację ze współgraczem. Ups!

 

Ale po co to wszystko?

 

Żeby coś przeżyć, poczuć, żeby się rozerwać…

 

Tak naprawdę chodzi tu o wiarygodność

 

na scenie

na deskach teatru

 

gdy improwizujesz

 

Nic więcej, tylko GRA

 

 

PSsttt. Przecież wszystko dzieje się w Twoim labiryncie, tfu, umyśle

Nie mam życia, więc…

…PRACA to moje…

 

Zasłyszane pewnego mroźnego dnia w przytulnej kawiarni.

 

Marta

Wiesz, przytuliłabym jeszcze jeden etat.

Anna

Popołudniami, tak?

Marta

No, popołudniami. Jestem w stanie pracować sześćdziesiąt godzin w tygodniu. Dziwnie się czuje, jak mam za dużo wolnego czasu. Paweł też jest bardzo ambitny. Wszystkie projekty, które robi, muszą być doskonale wykonane. Ludzie świetnie oceniają jego pracę.

Anna

To super. Fajnie, że jesteś taka zdecydowana. Jeśli tylko tego chcesz.

Marta

To wszystko dzięki Pawłowi. Ciągnie mnie w górę. Robię różne kursy w pracy. Hiszpański, kolejne poziomy Excela, zarządzanie projektami i takie tam… Tabele przestawne są super. To takie proste!

 

Bo po co komu czas wolny? Po co życie (prywatne)?  Zainteresowania? Pasje? Po co przeżywanie, emocje i doświadczenia, skoro można mieć kolejny papierek? Kolejne potwierdzenie naszej wysokiej wartości (na rynku pracy czy gdzieś tam)? No właśnie, gdzie?

 

Anna 

No ja właśnie słabo to umiem… ale makra w Excelu… mój facet świetnie to ogarnia. Muszę się od niego nauczyć! Bardzo szybko sam to pojął.

Marta

To super! Nie ma lepszej zabawy niż Excel. Czasem siedzę nad nim w weekend, żeby lepiej wykorzystać go w pracy.

Anna

No, makro odwala robotę za nas. Andrzej szybko na to wpadł. Teraz wszystko robi z użyciem makr. Wpisał sobie, co umie w Excelu na LinkedIn i codziennie dostaje 3-5 ofert pracy. Ma w czym wybierać! Szkoda tylko, że tak dużo jest ofert z Warszawy.

Marta

Może przeprowadzka to dobry pomysł?

Anna

Na razie dobrze nam jest we Wrocławiu, ale kto wie…

Marta

Nie staracie się właśnie o kredyt na własne mieszkanie?

Anna

Staramy, więc tym bardziej… Tak duże zmiany jak zmiana pracy nie wchodzą teraz w grę.

Marta

Też tak sądzę.

 

Dziewczyny piją po łyku piwa.

 

Marta

Wiesz, Paweł programuje. Jego największą pasją jest praca. Potrafi przy tym spędzić kilkanaście godzin niemal bez przerw. Ludzie chcą się od niego uczyć. Jest w tym naprawdę dobry. Czasem ciężko mi do niego trafić, kiedy siedzi taki zaangażowany. Świata nie widzi poza ekranem.

Anna

Andrzej też jest pochłonięty swoją pracą. Czasem w weekendy robi dodatkowe rzeczy, bo chce szybko dostać awans. Podobno ma duże szanse wygrać najnowszy job posting w firmie.

Marta

Byłoby fajnie! Mój Paweł dostał właśnie świetny projekt. Przyniesie dużo pieniędzy i renomę. W sprawie pieniędzy, jak z tym Waszym mieszkaniem?

Anna

W przyszłym tygodniu powinniśmy dostać odpowiedź na wniosek kredytowy i wtedy od razu kupujemy. Mamy świetną miejscówkę na obrzeżach centrum, bo wiesz jak to z cenami w centrum.

Marta

No tak, tak. To sporo tysięcy… My już to mamy za sobą. Wszystko pięknie urządziliśmy. Ikea miała w tym swój znaczny udział.

Anna

Ano, meble z Ikei są w porządku. Przecież nikt nie chce mieć takiego samego wystroju przez całe życie, więc nawet jak się zniszczą, to można kupić nowe.

Marta

Dokładnie. Design mają niezły, a ceny przystępne. Czego chcieć więcej… Paweł obieca…

 

Cichy obserwator całkowicie traci zainteresowanie. Ziewa. Wstaje, płaci i wychodzi. Na zewnątrz śnieg pada w najlepsze, a mały rudy kot miauczy rozpaczliwie nieopodal.

 

Nie potrzebuję życia, bo mam…

… pasję?

Nie, pracę.

 

Smutne, bo prawdziwe w zbyt wielu przypadkach.

Wolność to… część 1.

 

Wolność to…

coś, o czym wszyscy marzymy. A może tak nam się tylko wydaje?

 

 

Chcemy być niezależni, niepohamowani i niczym nieograniczani, a jednak pakujemy się w (kolejność przypadkowa):

 

  1. Kredyty
  2. Małżeństwo
  3. Dzieci
  4. Rodzinę (brzmi kontrowersyjnie? Bardzo dobrze)
  5. Wątpliwe inwestycje
  6. Wątpliwsze kooperacje
  7. Pechowe umowy
  8. Nałogi
  9. Opresyjne relacje
  10. Opresyjne ideologie
  11. Narzucone przekonania
  12. Religię
  13. Pracę na etacie
  14. Inne

 

Gdzie jest ta nasza wolność? Czy ona w ogóle JEST?

 

Na co dzień raczej o niej nie myślimy, bo to niewygodne. Moglibyśmy się gorzej poczuć, stracić humor. Lepiej kontynuować życie w iluzji. Tak robimy i będziemy robić. Może wcale nie marzymy o wolności? Może jest nam niepotrzebna?

 

Czym w zasadzie jest wolność?

 

Możliwością zrobienia tego, co się chce, kiedy się chce i z kim się chce? Możliwością wstania i wyjścia – pójścia dokładnie tam, gdzie akurat mamy ochotę? Bez tłumaczenia się komukolwiek. Możliwością wyruszenia w podróż bez planu i ograniczeń w dowolnie wybranym towarzystwie? Możliwością kupienia sobie tego, na co mamy ochotę? Możliwością spotykania się z A, B i C bez konsekwencji? A może to byłby już chaos i rozpasanie? Możliwością rzucenia wszystkiego co jest teraz naszym życiem i spróbowanie “od nowa”?

 

Nie powiem, czym wolność jest dla mnie, ale Ty pomyśl, czym jest dla Ciebie.

 

Gdzie są granice wolności?

 

Czy ludzie byliby w stanie „żyć na wolności”, takiej niczym nieposkromionej?

 

Obawiam się, że nie i że wtedy mogliby stracić sens. W rzeczywistości ludzie nie chcą być wolni i nigdzie “nieprzywiązani”. Lubią mieć swoje korzenie, swoje miejsce na świecie i takie tam. Potrzebują poczucia obowiązku, odpowiedzialności i przywiązania. Chcą być komuś potrzebni – dziecku, kotu, przełożonemu, żonie, rodzicom, przyjaciołom, firmie, światu, komukolwiek. Chcą być po prostu potrzebni.

 

Brak obowiązków, przywiązania do miejsc i ludzi generuje nieszczęście – zawieszenie w jakiejś trudnej do zdefiniowania próżni. Po co tu jestem? Czy jest coś sensownego, co mogę zrobić (dla innych?) zanim skończy się mój czas? Chyba każdy choć raz zadał sobie te pytania. Dlaczego tak często ludzie starsi albo bezdomni tracą sens istnienia? Powodów może być bardzo wiele i wszystko zależy od przypadku, ale jeden z pewniaków to: nie czują się potrzebni. Nie mają sił, zdrowia ani planu co jeszcze mogliby zrobić, a przede wszystkim brakuje im kogoś, kto okazałby zainteresowanie.

 

Większość z nas potrzebuje ludzi. Pozostała część też. Można mieć jednak “życiowe cele” niezwiązane z ludźmi, jak np. napisanie książki, stworzenie nowego utworu, namalowanie obrazu, zbudowanie innowacyjnego urządzenia i tak dalej. Wydawałoby się, że to nie ma nic wspólnego z ludźmi, ale… bez ludzi, bez odbiorców te wszystkie wytwory pozostaną niezauważone. Cel, jaki by nie był, zawiera w sobie pierwiastek ludzki. Twórca potrzebuje odbiorców – osób, które zobaczą i skomentują jego pomysły. Że też to wszystko tak wygląda!

 

Czy wolność to żart?

 

Gdzieś głęboko pragniemy być wolni, ale bez przesady. Może tak na chwilkę? Na jeden dzień, weekend, miesiąc? Potrzebujemy tylko troszkę wolności, tylko tyle, żeby na moment się oderwać. Odskocznia od codzienności potrzebna jest tylko czasem i trzeba uważać, żeby po tym wszystkim można było bezboleśnie wrócić do szarej, bezpiecznej codzienności.

 

Także ten

 

wolność to iluzja

 

a jej pragnienie to żart

 

 

PSsst. Uciekam w te słynne Bieszczady!

PSSsst 2. Nie czuj się źle. Ja też w tym siedzę.

PSsst 3. Wiem, że w kwestii wolności można by tworzyć wielkie elaboraty, ale na ten moment to wszystko!

Uwaga, uwaga! Tylko DZIŚ miłość 50% taniej!

Zaraz, zaraz – czy my aby jesteśmy zdrowi psychicznie? Czasem w to wątpię…

 

 

14 lutego, pora lunchowa, dwoje ludzi siedzi w nastrojowej knajpce.

 

Kulka

Kocham cię dziś bardziej niż kiedykolwiek.

Octagon

To cudownie. Ja też czuję to mocniej! Zobacz na te wszystkie serduszka wokół!

Kulka

Lubię ten dzień. Mam wrażenie, że wszędzie unosi się miłość!

 

Kulka jest podekscytowana i szczęśliwa, mogąc świętować swoje uczucie w ten doskonały i jakże wyjątkowy dzień.

 

Octagon

Też to lubię, poza tym wszędzie są walentynkowe promocje.

 

Stwierdza Octagon zachwycony tym, że dzisiejsze wyjście będzie 50% tańsze – dla pary. To tak jakby do kawiarni przyszła jedna osoba, pojedynczy egzemplarz, niezwiązany z nikim. To nieco przewrotne… Czyż nie?

 

Kulka

Tak, to jest fajne. Można dużo zaoszczędzić!

Octagon

O tak! Wiesz co, mam coś dla ciebie!

 

Octagon wyciąga pudełko średniego rozmiaru. Co jest w środku?

Kulka obiera prezent z niezdarnie ponawijanych warstw (widać, że mężczyzna pakował, ale przynajmniej zadał sobie trud).

 

Kulka

Wow, super! Cóż za piękne gumowce w serduszka! Akurat zaczyna się sezon deszczowy. Wiedziałeś co wybrać!

 

Dziewczyna wygląda na realnie wzruszoną tym niezwykle przydatnym podarunkiem. Octagon cieszy się prawdziwie.

 

Kulka

Ja też kupiłam coś specjalnego!

 

Zauważa dziewczyna i wręcza swojej połowicy cienką kopertę w bordowym kolorze. Chłopak ogląda ją z zaciekawieniem i wyciąga ze środka…

 

Octagon

…trzymiesięczny karnet na siłownie dla par! Wow!

Kulka

Uznałam, że mógłby ci się przydać, a i ja skorzystam przy okazji.

 

Dziewczyna wygląda na zachwyconą pomysłem i częstuje się kawałkiem ciasta zamówionego przez Octagona.

 

Kulka

Jak weźmiesz się do pracy, szybko będą efekty!

Octagon

Rozumiem. Dzięki.

 

Romantyczna atmosfera pryska. Opada wszystko, co może opaść. Chłopak nie wygląda na zachwyconego. Spogląda w dół, na swój brzuch.

 

Octagon

To ja już może nie jem.

 

Oddaje swoją porcję ciasta Kulce.

 

I tak się kończą dobre chęci…

i zakamuflowane wyrażanie prawdziwych myśli.

 

Walentynki?

 

Nietrafione prezenty. Głęboko skrywane oczekiwania. Komercyjna uczta.

Po co to robić?

No ja nie wiem.

 

Miłość chyba nie wymaga specjalnego dnia czy wyróżnienia. Tak mi się może tylko wydaje. Zdaniem mediów, sklepów, firm, restauracji, miejsc rozrywki i tak dalej właśnie 14 lutego warto przejąć się nią bardziej niż zwykle i wydać trochę pieniędzy specjalnie z tej okazji. Dać miśka, czekoladki, perfumy albo coś jeszcze. Iść gdzieś razem, jakby poza 14 lutego nie było to możliwe albo jakby każdy inny dzień był gorszy na takie “atrakcje”.

 

Po co ja w ogóle o tym piszę? Ignorowanie to najzdrowsze zachowanie, a ja mielę i przywołuję, bo mogę (i “tęsknię po Tobie”). Taka masówka to słaba sprawa. To rozczarowujące, jak wiele osób się w to bawi, ale przecież ludzie jako “masa” rozczarowują nie tylko koty. Na szczęście istnieją też jednostki, które nie potrzebują takich płytkich atrakcji, a pieniądze na swoją drugość wydają “bez okazji”. Jesteś z Nami?

 

Bojkot masowych atrakcji obserwowany w niektórych kręgach niesie nadzieję. Coraz większa grupa niechętnie podchodzi do takich wydarzeń. A może tylko misię zdaje, bo obracam się w takim towarzystwie? Z drugiej strony – może jednak jest jeszcze szansa dla ludzkości?

 

A Ty? Korzystasz z promocji? Kupujesz miłość 50% taniej?

 

 

PSSsttt. Wiecie co jest najlepsze? Jak ten dzień już minie, wszystko będzie jeszcze taniej! Może jakieś 70% ceny? Nowy miś czy coś?

PSSsstt 2. Nie zapomnij zabrać połowicy na nową część Greya. Będzie się działo!

PSsst 3. O co ten cały ból dupy?

…Pan Przyroda? Odsłona nr 2.

…nie mija jednak dziesięć mrugnięć, jak dziwak dosiada się i zaczyna rozmowę.

 

– Zabawnie mnie dziś nazwałaś.

– Jak?

– No, Ozyrys.

– Co? Serio? Kiedy?

– Jak zaczepiałem kolejną nieznajomą…

– … dziewczynę.

 

Weronika ma dziwaka za podrywacza z dość niewielkim odsetkiem powodzenia. Przygląda mu się, obserwuje ubrania, które ten ma na sobie i myśli skąd on się do ciężkości wziął.

 

– Mężczyzn też zaczepiam.

– Aa, OK. Niech będzie. Wiesz co, ty to dziwny jesteś. Nie jesteś czasem jakimś przyrodnikiem? Tak jakoś wyglądasz.

– Przyrodnikiem? Ja jestem PRZYRODĄ!

 

Dziewczyna milknie, wpatruje się wielkimi oczami.

 

– Przyrodą?

– Tak. Czyżby nie było widać?

 

Potargane rękawiczki, szalik zawiązany na głowie zamiast czapki, wiele warstw niepasujących do siebie ubrań. Bystre spojrzenie i dużo brody dodającej lat (przynajmniej z daleka). Tak wygląda Pan Przyroda.

 

– Sama nie wiem… Jesteś dziwny. Widać, że trochę z innej epoki. Spotkanie ciebie jest całkiem interesujące, ale równocześnie maksymalnie niezręczne. Nie wiem, co o tym myśleć…

– Nie przejmuj się. Też jesteś trochę dziwna. Może dlatego cię zaczepiłem… Czym się zajmujesz?

– Jestem architektem. Tworzę.

– Architektem?

– Tak, buduję swój Labirynt.

– Labirynt?

– Tak. Miejsce, w którym goście się gubią.

– To ciekawe.

– No nie? Tworzę historie. Zbieram doświadczenia, inspiruję się ludźmi i wydarzeniami… Ty chyba też się tam pojawisz pewnego dnia.

– Naprawdę?

– No tak. Jesteś jednym z tych dziwacznych doświadczeń, które warto uwiecznić.

– Hahaha, dzięki!

 

Stonogobus zatrzymuje się i wielu podróżnych wysiada w rejonach gwarnego placu.

 

– Ej, to czasem nie twój przystanek?

– Ha, racja! Dzięki! Na mnie już czas! To cześć!

 

Dziwak zrywa się energicznie, spogląda na dziewczynę i myśli, czy może by nie zdobyć jakiegoś kontaktu.

 

– Masz jakiś numer telefonu?

– To nienajlepszy pomysł. Nie daje ludziom numerów ot tak… nawet dziwnym. Może lepiej odwiedź Labirynt? Maze Of Wonders się nazywa.

– Spróbuję go odnaleźć! Pa!

 

Pan Przyroda wychodzi delikatnie niepocieszony. Weronika z ulgą włącza muzykę i pogrąża się w myślach. Nieoczekiwane spotkanie było miłe, ale niewygodne, ale miłe. Zazdrości trochę dziwakowi, Panu Przyrodzie, że ten nie odczuwa najmniejszego obciachu przy zaczepce obcych ludzi. Jakby to było takie łatwe… Może kiedyś sama zacznie tak robić?

 

Ciąg dalszy nie nastąpi.

Dziwak czy…? Odsłona nr 1.

Zdarzyło się naprawdę.

 

Zwykły chłodny dzień, ale niezwykły…

Wiatr wieje, zwiększając odczucie zimna. Weronika raźnym krokiem zmierza w kierunku przystanku przy jednej z nielicznych dróg w leśnym rejonie. Jest zadowolona, lubi wiatr i miejsce, do którego zmierza.

Okolica jest zaskakująco gwarna, tu i ówdzie przemykają różne osoby. Z naprzeciwka nadchodzi mężczyzna. Dziwnie uśmiechnięty i jeszcze dziwaczniej ubrany… Weronika skupia się jednak na drodze, a nie dziwnym jegomościu.

 

– Cześć! Jak się masz? – rozlega się całkiem młody, energiczny głos.

– Czeeeść. – odpowiada Weronika nieco zbita z tropu, patrząc na nieznajomego jak na żółty topiony ser na pięciu odnóżach. Po chwili odwraca od niego głowę i milczy. – No, zaraz chyba będzie padać. Nie przepadam za deszczem – odzywa się, próbując przełamać odczuwaną z powodu zignorowania nieznajomościa niezręczność.

– No, niewykluczone. Deszcz nie jest taki zły… Cześć! – dziwak odzywa się do kolejnej mijającej go osoby.

– Wolę wiatr. Przynajmniej mnie inspiruje. Ozzzz! Jesteś dziwny, człowieku!

 

Weronika dziwi się typowi, który zaczepia nieznajome osoby bez cienia skrępowania. Nieznajomy tylko się śmieje.

 

– Masz ładny, głęboki, kobiecy głos.

– Och, wow! No… – reakcja Weroniki jest niepozbawiona żenady. – Dzięki! Zawsze to lepsze niż wysoki i… no, jak to było.

– Piskliwy?

– Dokładnie. Takiego bardzo nie lubię.

 

Weronika i dziwaczny mężczyzna idą w jednym kierunku. Dziewczyna pływa gdzieś w swoich myślach. Nagle do jej uszu dobiega:

 

– Ładnie pachniesz.

– Ohohohooo! No to było już za dużo! – poziom zażenowania Weroniki przekracza pewną granicę. – Ale w sumie racja, te perfumy są całkiem udane.

 

Przystanek wyrasta nagle przed nieznajomymi (już znajomymi?).

 

– To gdzie jedziesz?

– Ano do Malinowego Sadu.

– O, no proszę. Ja kilka przystanków dalej…

– Nie masz rękawiczek? – pyta dziwak. – Nie jest ci zimno w ręce? – próbuję złapać rękę dziewczyny. Ta się odsuwa.

 

Sytuacje jest dość niepewna i wyraźnie żenująca dla Weroniki. Dziewczyna się jednak nie zraża.

 

– Nie jest mi zimno. Mam rękawiczki. Specjalnie je zdjęłam, bo szłam szybko i zrobiło mi się ciepło…

– A, rozumiem. Ten cień na powiekach toto, taki świecący. Mieni się turkusem i różem. Też bardzo ładny. Fajnie jesteś ubrana. Widać, że masz wyczucie estetyki. Ładna apaszka.

– Dzięki! – dziewczyna uśmiecha się zadowolona. – No, lubię się ładnie ubrać. Lubię ładne rzeczy…

 

Dziwak uśmiecha się. Jego kłopotliwa obecność dość mocno zaburza spokój i poczucie komfortu dziewczyny.

 

– A gdzie jedziesz?

– Jadę pobawić się w aktorstwo. Lubię to robić. Lubię udawać, że jestem kimś innym gdzieś indziej. To bardzo ciekawe.

– Codzienność taka nudna?

– Codzienność może być, ale mi jest zawsze za mało wrażeń, przeżyć i przygód. Dlatego.

– Czyli jednak nudna.

– Niech będzie, że tak. Jestem po prostu osobą, której zwyczajność nie wystarcza. Będę się więc taplać w tych nowych, dziwacznych realiach przez całą moją drogę na tym świecie.

– Fajnie! Szanuję ten pomysł.

 

Nadjeżdża obszerny Stonogobus i nieznajomi wsiadają do środka. Weronika idzie w prawo, dziwak w lewo. Dziewczyna siada, włącza sobie muzykę i dziwi się, że nieznajomość postanowił tak nagle urwać rozmowę…

 

 

Ciąg dalszy nastąpi.

Dlaczego każdego światłenia znikacie na kilka godzin?

…słów kilka o kotziej miłości…

 

Ten długosierstny olbrzym ostatnio bardzo się rozpanoszył, nje zostawiając miejsca dla mnie…

Wjetzie, jak ciężko się tu dopchać? Bjegam sobie po Labiryncie, ale za nic w świetzie nje mogę znaleźć bazy dowodzenia…

 

No, właśnie znalazłam, a jak już znalazłam, to przejmuję władzę! Sio, sio, mój olbrzymi niewolniku!

 

Hej, hej, olbrzymy! Powiedzcie mi, gdzie to znikatzie każdego światłenia?*

 

Wjetzie, jak bardzo unieszczęśliwia to nas, koty? Rozczarowujetzie nas codziennie. Jestem pewna, że wielu z mojego gatunku myśli tak samo… Nje lubimy być same, zostawiane na długi czas na własną rękę (no chyba, że to MY tak zdecydujemy). Potrzebujemy Was, olbrzymy, nasi drodzy niewolnicy. Zdajetzie sobie z tego sprawę?

 

Wjetzie, co jest najgorsze? Wratzacie z tego waszego Njewjadomokąd i nawet nje chcetzie się pobawitź. Jesteście jacyś tacy rozlani, skiśniętzi jak podstarzałe mleko wylane na (o)blat. Owszem, przywitatź się potraficie, ale zaraz po tym zaczynatzie zagniwatź. Wasz światłeń wygląda tak:

 

  1. Wratzacie z Njewjadomokąd
  2. Jecie coś i karmicie mnie (no, matzie szczęście!)
  3. Siadacie przed jednym z waszych bóstw (wjetzie, o czym mówię)
  4. Nje ma Was znowu – jesteście mózgowo njedostępni

 

To rani moje kotzie serduszko… Koty potrzebują dużo miłości, jeszcze wjentzej głaskania i przytulania, i sto protzent uwagi! Czasem wciskam się Wam na kolana, żeby zwrócić uwagę. Zazwyczaj działa, ale nje zawsze. Poza tym… możecie się tak nje wiercić, jak już na Was siadam?

 

No ale co się dzieje, kjedy nikt mnie nje zauważa? Robię to, co zawsze działa. Gdy nasikam na kanapę, podrapię meble, coś zdemoluję, zerwę zasłonę albo skaczę jak ninja po ścianach (tag, umiem to), zawsze się budzicie. Reakcja jest natychmiastowa. Odrywacie się od tych waszych mini bożków i widzitzie tylko mnie! Właśnie to najlepiej działa, prawda?

 

Niszczenie i demolka. Mogę zawsze liczyć na reakcję.

 

Jak się przymilam, to czasem mnie igorujetzie albo nieznacznie zwrócicie uwagę, wjentz wolę nabroić. Tego się spodziewajtzie. Czasem sądzę, że Miniolbrzymy odbyły szkolenie w jednym z Kocich Królestw, bo robią podobnie! Na pewno są od Was mądrzejsze, dlatego traktujemy je trochę jak swoich.

 

Njewjadomokąd

 

Ciekawska ze mnie kotzia bestja i bardzo chciałabym wiedzietź, gdzie to Was tak nosi! Czy ktoś może mi pomótz?

 

  • chodzitzie na łowy? Polujecie na dobre jedzonko?
  • uciekatzie w podróże do alternatywnych rzeczywistości (weźtzie mnie ze sobą!)
  • a może polujetzie na olbrzymowe towarzystwo (to z przeciwnej strony motzy)
  • walczycie z innymi olbrzymami o terytorium i dominatzję?

 

Jeszcze trochę i wszystko rozgryzę!

 

Póki co myślę, że Njewjadomokąd to njefajne miejstze, skoro wratzacie tacy rozmontowani… Choć w niektóre światłenie naprawdę promieniejetzie. Najczęśtziej wtedy, kjedy do Njewjadomokąd wychodzicie późnjej i z jakimś takim dziwnym zadowoleniem. Wtedy albo nje ma Was długo, albo króciutko. W te światłenie matzie dla mnie najwiętzej czasu. Takie lubię najbardziej!

 

Może czas byłoby zmienitź proporcje? Cześciej wychodzić do tego dobrego Njewjadomokąd?

 

 

*Jakbyście nie wiedzieli, światłeń to ta pora, kiedy Świetlisty Król unosi się na niebie beztrosko, rozgrzewając wszystko wokół. Wjetzie o czym mówię?

 

Zzzt. Mój olbrzymowy niewolnik zdradza mnje z tym rudzielcem ze zdjętzia… Grrr. To mi dało do myślenia. A może…?

 

Olbrzymy, przyznajtzie się! Jak wychodzicie do Njewjadomokąd, zdradzatzie nas z innymi kotami!

Lubię tylko CZARNE

Jeśli wybrałeś F i liczą się dla Ciebie tylko czarne banany:

 

“Tylko czarne” to motto Twojego życia. Jesz tylko te banany, których skórka przechodzi już na drugą stronę mocy. Czy to możliwe, że szukasz namiastek alkoholu nawet w bananach? To niepokojące i smutne zarazem…

Rozkład i śmierć to Twoja pasja. Lubisz, gdy coś się psuje, gnije, ulega destrukcji. Nie mówisz tego wprost, ale naprawdę kręci Cię “ostateczność” – ostatnie stadium istnienia, nadpsute jedzenie, rozpadające się budynki. Zupełnie nie panujesz nad swoim życiem, ale co najważniejsze – nie chcesz nad nim panować. Chaos to jest TO. Poza tym… po co się starać, skoro wszyscy i tak umrzemy? Lenistwo siedzi Ci we krwi, więc gdy tylko masz coś zrobić, szukasz wymówek, by tego nie robić. Masz jednak pasje, a właściwie pasję – jedną. Uwielbiasz kontemplować cierpienie i porażkę zarówno w swoim życiu, jak i w życiu innych. Oddech śmierci na karku Ci nie straszny. Można by nawet rzec, że bardzo to lubisz. Czy wiesz, że większy z Ciebie ryzykant, niż gdybyś gustował w niedojrzałych bananach? Lubisz ekstremum i nie uznajesz kompromisów. Nie przykładasz uwagi do nic nieznaczących szczegółów – bo kogo to obchodzi, te szczegóły? Wolisz skupiać się na doznaniach niż na biernej obserwacji, jednak czasem brakuje Ci woli walki. Tylko zewnętrzne wsparcie jest w stanie zahamować Twoje autodestrukcyjne skłonności. Jesteś czarny w środku, niczym banan na zewnątrz.

 

Jeśli jesteś kobietą (i mężczyzną):

 

W sprawach sercowych jesteś ekstremalny (jak zawsze). W zależności od doświadczeń i konkretnych cech osobowościowych Twoje podejście do partnerów to A. lub B.:

 

A. Szukasz kogoś, kto wciągnie Cię w swój świat. Masz silną potrzebę uzależnienia i starasz się ją realizować we wszystkich typach relacji, oplatając drugą osobę niczym bluszcz. Bardzo się przywiązujesz i chcesz, żeby druga osoba odczuwała podobnie. To rzadko działa… Gdy zadziała, wszystko układa się świetnie (według Ciebie), bo razem ciągniecie się w dół (a może w górę?)

B. Nie interesują Cię romantyczne relacje. Po co w ogóle zawracać sobie tym głowę? Mogłoby to wymagać wysiłku, co jest bardzo niewskazane. Wysiłek to coś, czego nie lubisz najbardziej. Poza tym śmierć jest blisko, więc nie ma co! Twoje umiłowanie do chaosu nie jest aż tak wielkie, że chciałbyś zaburzać sobie życie czyjąś obecnością. A idź sobie gnić!

 

 

Naukowcy z Instytutu Analiz Mentalnych Labiryntu Cudowności z przykrością publikują ostatnią z analizowanych odpowiedzi i zalecają zmianę bananowych upodobań. UWAGA! To mogłoby całkowicie zmienić Twoje życie! Co gorsza – na lepsze!

 

PSSSst. Wiem, że można znaleźć bardziej czarne banany, ale te to i tak limit labiryntowych możliwości.

Czy życie to gorzka kawa?

Niektórzy twierdzą, że życie to kawa.

 

Czarna

gorzka

i z fusami…

 

Spodziewam się, że niezbyt smaczna, a raczej odstręczająca. Zatrzymaj się na moment i pomyśl, w której grupie jesteś.

 

Nieświadomy

Masz cukier? Chciałem posłodzić kawę.

Brutalna Prawda

Nie mam. Nie słodzę.

Nagle (ho ho, tośmy się pośmiali!) nadciąga kolejna postać, która zdaje się, że może zmienić całą sytuację.

Nagłe Zbawienie

Ja mam, chcesz trochę?

Nieświadomy

No pewnie! Spadłaś mi jak z nieba! Dobrze, że zawsze znajdą się ludzie, którzy poratują mnie odrobiną słodyczy.

Nagłe Zbawienie

Nie ma problemu! Cukru jest pod dostatkiem! Polecam się!

Nagłe Zbawienie odpowiada z uśmiechem i ulatnia się. W tym czasie Brutalna Prawda ostrzy zęby.

Brutalna Prawda

Ja ci tylko pokazuję, jakie jest życie.

Nieświadomy

Co masz na myśli?

Brutalna Prawda

Życie to nie są same słodycze i przyjemności.  To czarna gorzka… kawa. Bardzo gorzka. Taka, w której fusy wchodzą między zęby.

Tajemniczy Obserwator

O luuuudzie, ale depresyjnie się zrobiło.

Brutalna Prawda

Chcesz się ze mną kłócić? Chcesz powiedzieć, że tak nie jest?

Zdezorientowany Nieświadomy tylko spogląda to na Brutalną Prawdę, to na Tajemniczego Obserwatora – w końcu jest od tego, żeby być nieświadomym i nie wiedzieć, co się dzieje… Każdy musi odegrać swoją rolę.

Tajemniczy Obserwator

Myślę, że życie to nie czarna gorzka kawa z fusami. Ja bym powiedział, że raczej… pudełko czekoladek. Niektóre bywają wybitnie niesmaczne, na przykład te oscypkowe, ale zdarzają się perełki, które potrafią osłodzić wiele dni. Rozumiesz, o co mi chodzi?

Brutalna Prawda

Ja tam w życiu nie widzę żadnych czekoladek, a raczej samą gorzkość.

Tajemniczy Obserwator

Potrzebujesz, żeby ktoś ci je mocno dosłodził. Oj tak… Ja tam każdego dnia wybieram jakąś nową czekoladkę. Niektóre są podobne, ale przecież wszystkie nie mogą zaskakiwać. Są więc dni przeciętne, ale i takie, które zapierają dech w piersiach! W zależności od wybranej czekoladki.

Brutalna Prawda

Ale bzdury gadasz. Ja żadnego pudełka nie widzę, przynajmniej nie takiego z czekoladkami. Moje wypełnione jest sypaną kawą.

Tajemniczy Obserwator

Pewno tą najtańszą… i najbardziej badziewną.

Brutalna Prawda

Tak, dokładnie, ale to mogłeś sobie darować. Życie to kawa i tyle.

Tajemniczy Obserwator

Niech każdy decyduje o tym sam. Twoje mądrości nie są nikomu potrzebne do szczęścia!

Brutalna Prawda milknie na chwilę, a Nieświadomy w końcu zyskuje swoje pięć minut.

Nieświadomy

Czekoladki? Kawa? To ja wybieram hmmm… chyba te czekoladki. Wolę słodycz i miód niż gorzkie fusy.

Tajemniczy Obserwator

Słuszny wybór. Wtrąciłem się trochę niechciany, ale nie wytrzymałem tego smętnego marudzenia. Życie chłoszcze, okresowo, to prawda. Każdemu może się zdarzyć gorszy czas, ale jak ktoś ma cały czas “gorszy czas”, to coś jest nie tak. Trzeba się porządnie zastanowić nad własnym nastawieniem…

Podczas gdy Tajemniczy Obserwator sprzedaje umoralniającą przemowę, Brutalna Prawda wymyka się niechciana z pomieszczenia. Nikt dłużej nie potrzebuje jej pesymizmu. Nieświadomy wybrał już swoją ścieżkę. Stawia na niespodzianki, a Ty? 

 

Więc jak jest z życiem?

To kwestia spojrzenia? Podejścia? Przeżyć? Charakteru?

Na to chyba składa się wszystko razem.

A może wcale nie?

 

A Twoje życie? Jaka to kawa? A może gorąca czekolada, czekoladki lub wódka?

 

Ja stawiam na czekoladki!

 

PSSst. Jak ktoś Ci powie “ale Tobie jest łatwiej, ja miałem gorszy start” albo “łatwo mówić takiemu, co odniósł sukces”, spojrzyj z politowaniem. Doskonale znasz drogę, którą przebyłeś, żeby być w tym właśnie miejscu, w którym teraz jesteś. Wiesz jak jest… Sami pracujemy na to, co nam się przydarza i niech nikt nie szuka wymówek, że jednak jest inaczej… Nieważne, jakby było źle, to od nas zależy, czy w to popadniemy, czy spróbujemy coś zmienić… Dobra, koniec morałów. OK, wcale nie koniec…

 

Jeśli jednak wybierasz kawę…

 

Trzeba wiedzieć, jak pić kawę. Należy poczekać, aż fusy opadną i…

…pod żadnym pozorem nie pić do dna!

 

To mogłoby nawet zabić!

Czy ryba jest mięsem?

Ludzie od wieków zadawali sobie pytanie: czy ryba jest mięsem?

Wątpliwości te związane nieodmiennie z dziwaczną konstytucją tych morskich stworów i jeszcze bardziej dziwacznymi zwyczajami religijnymi obecne są do dziś i niejeden tęgi umysł już się nad tym zastanawiał…

 

Jak rozwikłać tę zagadkę? Czy jest to w ogóle możliwe?

 

Być może Czarna Owca i Wspólniczka Zbrodni Myślowej mają odpowiedź na tę zagwozdkę. Podsłuchałam (wiem, to nieładnie).

 

Czarna Owca

Ej, wiesz co mnie zawsze zastanawiało? W Polsce, jako że to katolicki kraj, zawsze wcinało się ryby w piątek i w czasie postu… bez obciachu. Bo przecież ryba to nie mięso.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Hahaha, no dokładnie a przecież ryba to TEŻ mięso. No chyba, że ryba nie jest zwierzęciem.

Czarna Owca

To bzdura! Ryba to zwierzę jak każde inne.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Moja ciocia nie jada mięsa, twierdzi dumnie, że jest „jaroszem”, ale ryby je.

Czarna Owca

Bo?

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Bo to dla niej nie mięso. Może powinnyśmy tak w ogóle stworzyć słowo „NIEMIĘSO”?

Czarna Owca

No, to brzmi jak plan. Ludzie są naprawdę debilami. Każdego dnia sobie to powtarzam. Bombarduje mnie to przy najmniejszej próbie obserwacji innych przedstawicieli Homo sapiens (sapiens)!

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No cóż poradzisz… ludziska. Wiesz, że to była rozkmina mojego dzieciństwa? Dlaczego ryb nie uznaje się za mięso i można je jeść w piątek, a innych rzeczy nie.

Czarna Owca

Ha, no jakoś mnie to nie dziwi. A pasztet? Patrz, taki pasztet? Niby z czego jest zrobiony? Z jakichś wątróbek albo innych paści, ale przecież nie jest mięsem. Straszny bullshit na kółkach krąży w tych ludzkich głowach.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No zgadzam się. Nawet jeśli współczesne pasztety to takie samo gówno jak parówki, to wciąż mają w sobie jakieś mięso.

Czarna Owca

No właśnie. Jakieś, to kluczowe słowo, ale jednak. Więc niech nikt nie myśli, że pójdzie do Nieba za jedzenie ryb, pasztetu i parówek w piątek albo w inny post.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Dokładnie!

Czarna Owca

Zwłaszcza, że ryby to już teraz coś bardziej niż mniej eksklusyfnego…

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No najtańsze nie są. Nie każdego stać na takiego łososia albo innego tuńczyka. Nie kojarzy się z postnym żarciem, co nie?

Czarna Owca

To prawda. Więc ogarnijcie się ludzie. RYBA TO MIĘSO i nic tego nie zmieni. Jak „nie jesz mięsa” to wiedz, że jedząc rybę jesz mięso.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Tak, ogarnijcie się ludzie, bo…

Czarna Owca

 …wasz koniec będzie żałosny… Tymczasem może jakiegoś burgerka?

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Chętnie. W sam raz tak tuż przed sobotą!

 

Wikipedia mówi:

 

Mięso – zdatne do spożycia składowe zwierza, na przykład takie mięśnie szkieletowe czy inne, różniaste tkanki łączne, tłuszczowe i kostne, które się za takowe uznaje – a uznaje się, bo oszczędność, a raczej zarabianie pieniędzy, jest ważne. Dzięki takiemu podejściu na pasztet można zmielić całego kogucika, i z piórami, bo to też „zdatne do spożycia”. Wątróbka, nerki, żołądek, ozór czy inny mózg to też mięso. Da się zjeść i było w zwierzu od zawsze. Mięso to padłe, upolowane (w Lidlu czy innej Biedronce), zabite na śmierć, tak na śmierć, ciało istot, głównie z kategorii ssaków i ptaków. Zazwyczaj trzeba przetworzyć, żeby zjeść, chyba że ktoś lubi surowiznę, jak ja. Mięso morskich stworów, czyli ryb zawiera procentowo mniej białka niż na przykład mięso takiej krówki. Obwiniajcie o to wodę, to jej wina. Ryby mają jej po prostu więcej!

 

Oszukałam Was troszkę, bo to nie Wikipedia, ale mogłoby wyglądać na Nonsensopedię.

Cóż to tylko moja wersja wydarzeń. Prawie na jedno wychodzi, co nie?

 

 

Podsumowanie – Wikipedia używa określenia „mięso ryb”. To oznacza, że… ryba definitywnie jest MIĘSEM.

Bo Wikipedia zawsze ma rację, prawda?

 

Więc kto nie je mięsa, do ryb też nie ma prawa!

 

 

PSSttt. Ten obrazek specjalnie jest taki brzydki, żeby Was odrzucało od myśli, że ryba to NIEMIĘSO.

Kruk i Róża. Game over

Słyszysz: “Mówię ci, że złożę cię do kupy, moja mała Różyczko. Jeszcze będziesz olśniewać wszystkich dookoła. Zabiorę cię stąd. To nie miejsce dla takich cudownych stworzeń…”, a jednak wybierasz…

 

 

GAME OVER

 

 

Kruk

Zabiorę cię stąd, wyrwę po płateczku i uwolnię. Będziesz mogła zobaczyć wiele miejsc!

Róża

Wyrwę po płateczku? Co masz na myśli?

Nic nie mówiąc, kruk zeskakuje z kamienia i zbiera pojedyncze płatki, które opadły w wyniku nagłego impulsu nieszczęścia.

Kruk

Rozrzucę cię po całym świecie! Zobaczysz, co zdążyło cię ominąć przez te wszystkie lata!

Róża

Będziemy razem podróżować?

Kruk

Tak

Róża

Jak chcesz tego dokonać?

Kruk

Tylko spójrz! Zabiorę cię ze sobą, teraz!

Spora górka stworzona z opadłych płatków leży w pobliżu kruczych pazurków. Zbiera je, wzbija się i odlatuje daleko, a pojedyncze płatki spadają w coraz to nowe miejsca, których kwiat nigdy nie miał możliwości odwiedzić.

Róża

No i znów mnie zostawił!

Roni kolejne płatki, zwija się w sobie i powoli zasypia w cieniu Labiryntu.

 

***

 

Noc jest upiorna, sen niespokojny. Róża budzi się z krzykiem, czując jak jej część się odrywa. To kruk, wrócił. Szarpie zdrowe jeszcze płatki zapamiętale. Odrywa kolejne warstwy, gromadząc kolejną kupkę, z którą poleci w siną dal.

Róża

Kruku! Co ci odbiło!?

Kruk

Miałem cię uwolnić. Jeszcze trochę, a będziesz we wszystkich zakątkach świata. Widziałaś, gdzie cię zabrałem?

Spojrzenie kruka jest pełne obłędu.

Róża

Jak mogłabym zobaczyć cokolwiek? Straciłam kontakt z tym, co mi zabrałeś!

Kruk

Chciałem cię tylko uszczęśliwić!

Róża

Chyba nie masz o tym pojęcia! Znikaj stąd, póki mam jeszcze choć część siebie!

Róża wygląda żałośnie, obrana ze wszystkich dorodnych płatków. Zostały tylko mały, nierozwinięty pączek i nastroszone kolce.

Kruk wygląda na zagubionego, przekręca główkę raz w prawo, raz w lewo.

Kruk

Naprawdę nie chcesz ze mną polecieć, uwolnić się? Myślałem, że zawsze tego chciałaś…

Róża

Też mi się tak wydawało, ale nie miałam pojęcia, co w rzeczywistości masz na myśli!

Kruk drepcze niespokojnie, czekając na odpowiedni moment. 

Kruk

Nie chcesz być ze mną na zawsze? Byłoby ci znacznie lepiej…

Róża

Skąd mogłam wiedzieć, jaka będzie cena? Ależ jestem głupia!

Wzburzony kwiat mówi do siebie, ignorując kruka, a kolce na łodyżce lśnią złowrogo.

Róża

Idź już sobie i nigdy nie wracaj! Daj mi zachować resztki siebie!

Kruk

Może jednak zabiorę cię w ostatnią podróż?

Róża

Znajdź sobie inną ofiarę, a mnie pozwól odzyskać siły!

Krzyki na nic się zdają. Jak nieruchomy kwiat mógłby wygrać ze zwierzęciem? Kruk urywa ostatni pączek, pozbawiając kwiat życia. Zielony nastroszony kolcami badyl głęboko rani jego skrzydła i brzuch podczas zajadłych prób zabrania pączka.

 

***

 

Gdzieś na szczycie świata, kruk wrzuca ostatni pączek do skrzętnie uwitego gniazda. Sam pada obok, plamiąc wszystko wokół kolorami róży.

 

Jaki z tego morał?

 

Kruki są złe. Niosą śmierć i zniszczenie, a tak przynajmniej mówi się o nich w niektórych kulturach. W tej bajce dzieje się podobnie. Wygląda na to, że kruk wcale nie jest dobry lub jego pokrętna logika niewłaściwie definiuje pojęcie szczęścia. Chcę dobrze – tylko dla kogo? Chce pokazać róży świat, ale wybiera zabójczą metodę. Niszczy czy tworzy? Oceń. Koniec jednego może być początkiem nowego. Kto wie, czy pączek nie ma szansy zadomowić się w nowym miejscu?