Uwaga, uwaga! Tylko DZIŚ miłość 50% taniej!

Zaraz, zaraz – czy my aby jesteśmy zdrowi psychicznie? Czasem w to wątpię…

 

 

14 lutego, pora lunchowa, dwoje ludzi siedzi w nastrojowej knajpce.

 

Kulka

Kocham cię dziś bardziej niż kiedykolwiek.

Octagon

To cudownie. Ja też czuję to mocniej! Zobacz na te wszystkie serduszka wokół!

Kulka

Lubię ten dzień. Mam wrażenie, że wszędzie unosi się miłość!

 

Kulka jest podekscytowana i szczęśliwa, mogąc świętować swoje uczucie w ten doskonały i jakże wyjątkowy dzień.

 

Octagon

Też to lubię, poza tym wszędzie są walentynkowe promocje.

 

Stwierdza Octagon zachwycony tym, że dzisiejsze wyjście będzie 50% tańsze – dla pary. To tak jakby do kawiarni przyszła jedna osoba, pojedynczy egzemplarz, niezwiązany z nikim. To nieco przewrotne… Czyż nie?

 

Kulka

Tak, to jest fajne. Można dużo zaoszczędzić!

Octagon

O tak! Wiesz co, mam coś dla ciebie!

 

Octagon wyciąga pudełko średniego rozmiaru. Co jest w środku?

Kulka obiera prezent z niezdarnie ponawijanych warstw (widać, że mężczyzna pakował, ale przynajmniej zadał sobie trud).

 

Kulka

Wow, super! Cóż za piękne gumowce w serduszka! Akurat zaczyna się sezon deszczowy. Wiedziałeś co wybrać!

 

Dziewczyna wygląda na realnie wzruszoną tym niezwykle przydatnym podarunkiem. Octagon cieszy się prawdziwie.

 

Kulka

Ja też kupiłam coś specjalnego!

 

Zauważa dziewczyna i wręcza swojej połowicy cienką kopertę w bordowym kolorze. Chłopak ogląda ją z zaciekawieniem i wyciąga ze środka…

 

Octagon

…trzymiesięczny karnet na siłownie dla par! Wow!

Kulka

Uznałam, że mógłby ci się przydać, a i ja skorzystam przy okazji.

 

Dziewczyna wygląda na zachwyconą pomysłem i częstuje się kawałkiem ciasta zamówionego przez Octagona.

 

Kulka

Jak weźmiesz się do pracy, szybko będą efekty!

Octagon

Rozumiem. Dzięki.

 

Romantyczna atmosfera pryska. Opada wszystko, co może opaść. Chłopak nie wygląda na zachwyconego. Spogląda w dół, na swój brzuch.

 

Octagon

To ja już może nie jem.

 

Oddaje swoją porcję ciasta Kulce.

 

I tak się kończą dobre chęci…

i zakamuflowane wyrażanie prawdziwych myśli.

 

Walentynki?

 

Nietrafione prezenty. Głęboko skrywane oczekiwania. Komercyjna uczta.

Po co to robić?

No ja nie wiem.

 

Miłość chyba nie wymaga specjalnego dnia czy wyróżnienia. Tak mi się może tylko wydaje. Zdaniem mediów, sklepów, firm, restauracji, miejsc rozrywki i tak dalej właśnie 14 lutego warto przejąć się nią bardziej niż zwykle i wydać trochę pieniędzy specjalnie z tej okazji. Dać miśka, czekoladki, perfumy albo coś jeszcze. Iść gdzieś razem, jakby poza 14 lutego nie było to możliwe albo jakby każdy inny dzień był gorszy na takie “atrakcje”.

 

Po co ja w ogóle o tym piszę? Ignorowanie to najzdrowsze zachowanie, a ja mielę i przywołuję, bo mogę (i “tęsknię po Tobie”). Taka masówka to słaba sprawa. To rozczarowujące, jak wiele osób się w to bawi, ale przecież ludzie jako “masa” rozczarowują nie tylko koty. Na szczęście istnieją też jednostki, które nie potrzebują takich płytkich atrakcji, a pieniądze na swoją drugość wydają “bez okazji”. Jesteś z Nami?

 

Bojkot masowych atrakcji obserwowany w niektórych kręgach niesie nadzieję. Coraz większa grupa niechętnie podchodzi do takich wydarzeń. A może tylko misię zdaje, bo obracam się w takim towarzystwie? Z drugiej strony – może jednak jest jeszcze szansa dla ludzkości?

 

A Ty? Korzystasz z promocji? Kupujesz miłość 50% taniej?

 

 

PSSsttt. Wiecie co jest najlepsze? Jak ten dzień już minie, wszystko będzie jeszcze taniej! Może jakieś 70% ceny? Nowy miś czy coś?

PSSsstt 2. Nie zapomnij zabrać połowicy na nową część Greya. Będzie się działo!

PSsst 3. O co ten cały ból dupy?

Czy życie to gorzka kawa?

Niektórzy twierdzą, że życie to kawa.

 

Czarna

gorzka

i z fusami…

 

Spodziewam się, że niezbyt smaczna, a raczej odstręczająca. Zatrzymaj się na moment i pomyśl, w której grupie jesteś.

 

Nieświadomy

Masz cukier? Chciałem posłodzić kawę.

Brutalna Prawda

Nie mam. Nie słodzę.

Nagle (ho ho, tośmy się pośmiali!) nadciąga kolejna postać, która zdaje się, że może zmienić całą sytuację.

Nagłe Zbawienie

Ja mam, chcesz trochę?

Nieświadomy

No pewnie! Spadłaś mi jak z nieba! Dobrze, że zawsze znajdą się ludzie, którzy poratują mnie odrobiną słodyczy.

Nagłe Zbawienie

Nie ma problemu! Cukru jest pod dostatkiem! Polecam się!

Nagłe Zbawienie odpowiada z uśmiechem i ulatnia się. W tym czasie Brutalna Prawda ostrzy zęby.

Brutalna Prawda

Ja ci tylko pokazuję, jakie jest życie.

Nieświadomy

Co masz na myśli?

Brutalna Prawda

Życie to nie są same słodycze i przyjemności.  To czarna gorzka… kawa. Bardzo gorzka. Taka, w której fusy wchodzą między zęby.

Tajemniczy Obserwator

O luuuudzie, ale depresyjnie się zrobiło.

Brutalna Prawda

Chcesz się ze mną kłócić? Chcesz powiedzieć, że tak nie jest?

Zdezorientowany Nieświadomy tylko spogląda to na Brutalną Prawdę, to na Tajemniczego Obserwatora – w końcu jest od tego, żeby być nieświadomym i nie wiedzieć, co się dzieje… Każdy musi odegrać swoją rolę.

Tajemniczy Obserwator

Myślę, że życie to nie czarna gorzka kawa z fusami. Ja bym powiedział, że raczej… pudełko czekoladek. Niektóre bywają wybitnie niesmaczne, na przykład te oscypkowe, ale zdarzają się perełki, które potrafią osłodzić wiele dni. Rozumiesz, o co mi chodzi?

Brutalna Prawda

Ja tam w życiu nie widzę żadnych czekoladek, a raczej samą gorzkość.

Tajemniczy Obserwator

Potrzebujesz, żeby ktoś ci je mocno dosłodził. Oj tak… Ja tam każdego dnia wybieram jakąś nową czekoladkę. Niektóre są podobne, ale przecież wszystkie nie mogą zaskakiwać. Są więc dni przeciętne, ale i takie, które zapierają dech w piersiach! W zależności od wybranej czekoladki.

Brutalna Prawda

Ale bzdury gadasz. Ja żadnego pudełka nie widzę, przynajmniej nie takiego z czekoladkami. Moje wypełnione jest sypaną kawą.

Tajemniczy Obserwator

Pewno tą najtańszą… i najbardziej badziewną.

Brutalna Prawda

Tak, dokładnie, ale to mogłeś sobie darować. Życie to kawa i tyle.

Tajemniczy Obserwator

Niech każdy decyduje o tym sam. Twoje mądrości nie są nikomu potrzebne do szczęścia!

Brutalna Prawda milknie na chwilę, a Nieświadomy w końcu zyskuje swoje pięć minut.

Nieświadomy

Czekoladki? Kawa? To ja wybieram hmmm… chyba te czekoladki. Wolę słodycz i miód niż gorzkie fusy.

Tajemniczy Obserwator

Słuszny wybór. Wtrąciłem się trochę niechciany, ale nie wytrzymałem tego smętnego marudzenia. Życie chłoszcze, okresowo, to prawda. Każdemu może się zdarzyć gorszy czas, ale jak ktoś ma cały czas “gorszy czas”, to coś jest nie tak. Trzeba się porządnie zastanowić nad własnym nastawieniem…

Podczas gdy Tajemniczy Obserwator sprzedaje umoralniającą przemowę, Brutalna Prawda wymyka się niechciana z pomieszczenia. Nikt dłużej nie potrzebuje jej pesymizmu. Nieświadomy wybrał już swoją ścieżkę. Stawia na niespodzianki, a Ty? 

 

Więc jak jest z życiem?

To kwestia spojrzenia? Podejścia? Przeżyć? Charakteru?

Na to chyba składa się wszystko razem.

A może wcale nie?

 

A Twoje życie? Jaka to kawa? A może gorąca czekolada, czekoladki lub wódka?

 

Ja stawiam na czekoladki!

 

PSSst. Jak ktoś Ci powie “ale Tobie jest łatwiej, ja miałem gorszy start” albo “łatwo mówić takiemu, co odniósł sukces”, spojrzyj z politowaniem. Doskonale znasz drogę, którą przebyłeś, żeby być w tym właśnie miejscu, w którym teraz jesteś. Wiesz jak jest… Sami pracujemy na to, co nam się przydarza i niech nikt nie szuka wymówek, że jednak jest inaczej… Nieważne, jakby było źle, to od nas zależy, czy w to popadniemy, czy spróbujemy coś zmienić… Dobra, koniec morałów. OK, wcale nie koniec…

 

Jeśli jednak wybierasz kawę…

 

Trzeba wiedzieć, jak pić kawę. Należy poczekać, aż fusy opadną i…

…pod żadnym pozorem nie pić do dna!

 

To mogłoby nawet zabić!

Czy ryba jest mięsem?

Ludzie od wieków zadawali sobie pytanie: czy ryba jest mięsem?

Wątpliwości te związane nieodmiennie z dziwaczną konstytucją tych morskich stworów i jeszcze bardziej dziwacznymi zwyczajami religijnymi obecne są do dziś i niejeden tęgi umysł już się nad tym zastanawiał…

 

Jak rozwikłać tę zagadkę? Czy jest to w ogóle możliwe?

 

Być może Czarna Owca i Wspólniczka Zbrodni Myślowej mają odpowiedź na tę zagwozdkę. Podsłuchałam (wiem, to nieładnie).

 

Czarna Owca

Ej, wiesz co mnie zawsze zastanawiało? W Polsce, jako że to katolicki kraj, zawsze wcinało się ryby w piątek i w czasie postu… bez obciachu. Bo przecież ryba to nie mięso.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Hahaha, no dokładnie a przecież ryba to TEŻ mięso. No chyba, że ryba nie jest zwierzęciem.

Czarna Owca

To bzdura! Ryba to zwierzę jak każde inne.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Moja ciocia nie jada mięsa, twierdzi dumnie, że jest „jaroszem”, ale ryby je.

Czarna Owca

Bo?

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Bo to dla niej nie mięso. Może powinnyśmy tak w ogóle stworzyć słowo „NIEMIĘSO”?

Czarna Owca

No, to brzmi jak plan. Ludzie są naprawdę debilami. Każdego dnia sobie to powtarzam. Bombarduje mnie to przy najmniejszej próbie obserwacji innych przedstawicieli Homo sapiens (sapiens)!

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No cóż poradzisz… ludziska. Wiesz, że to była rozkmina mojego dzieciństwa? Dlaczego ryb nie uznaje się za mięso i można je jeść w piątek, a innych rzeczy nie.

Czarna Owca

Ha, no jakoś mnie to nie dziwi. A pasztet? Patrz, taki pasztet? Niby z czego jest zrobiony? Z jakichś wątróbek albo innych paści, ale przecież nie jest mięsem. Straszny bullshit na kółkach krąży w tych ludzkich głowach.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No zgadzam się. Nawet jeśli współczesne pasztety to takie samo gówno jak parówki, to wciąż mają w sobie jakieś mięso.

Czarna Owca

No właśnie. Jakieś, to kluczowe słowo, ale jednak. Więc niech nikt nie myśli, że pójdzie do Nieba za jedzenie ryb, pasztetu i parówek w piątek albo w inny post.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Dokładnie!

Czarna Owca

Zwłaszcza, że ryby to już teraz coś bardziej niż mniej eksklusyfnego…

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

No najtańsze nie są. Nie każdego stać na takiego łososia albo innego tuńczyka. Nie kojarzy się z postnym żarciem, co nie?

Czarna Owca

To prawda. Więc ogarnijcie się ludzie. RYBA TO MIĘSO i nic tego nie zmieni. Jak „nie jesz mięsa” to wiedz, że jedząc rybę jesz mięso.

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Tak, ogarnijcie się ludzie, bo…

Czarna Owca

 …wasz koniec będzie żałosny… Tymczasem może jakiegoś burgerka?

Wspólniczka Zbrodni Myślowej

Chętnie. W sam raz tak tuż przed sobotą!

 

Wikipedia mówi:

 

Mięso – zdatne do spożycia składowe zwierza, na przykład takie mięśnie szkieletowe czy inne, różniaste tkanki łączne, tłuszczowe i kostne, które się za takowe uznaje – a uznaje się, bo oszczędność, a raczej zarabianie pieniędzy, jest ważne. Dzięki takiemu podejściu na pasztet można zmielić całego kogucika, i z piórami, bo to też „zdatne do spożycia”. Wątróbka, nerki, żołądek, ozór czy inny mózg to też mięso. Da się zjeść i było w zwierzu od zawsze. Mięso to padłe, upolowane (w Lidlu czy innej Biedronce), zabite na śmierć, tak na śmierć, ciało istot, głównie z kategorii ssaków i ptaków. Zazwyczaj trzeba przetworzyć, żeby zjeść, chyba że ktoś lubi surowiznę, jak ja. Mięso morskich stworów, czyli ryb zawiera procentowo mniej białka niż na przykład mięso takiej krówki. Obwiniajcie o to wodę, to jej wina. Ryby mają jej po prostu więcej!

 

Oszukałam Was troszkę, bo to nie Wikipedia, ale mogłoby wyglądać na Nonsensopedię.

Cóż to tylko moja wersja wydarzeń. Prawie na jedno wychodzi, co nie?

 

 

Podsumowanie – Wikipedia używa określenia „mięso ryb”. To oznacza, że… ryba definitywnie jest MIĘSEM.

Bo Wikipedia zawsze ma rację, prawda?

 

Więc kto nie je mięsa, do ryb też nie ma prawa!

 

 

PSSttt. Ten obrazek specjalnie jest taki brzydki, żeby Was odrzucało od myśli, że ryba to NIEMIĘSO.

Wszystkie dzieci brzydkie są!

Wszystkie dzieci brzydkie są! La la la! (oczywiście tylko te pochodzenia ludzkiego)

Czyli co się dzieje, kiedy rodzice zaczynają mówić ludzkim, tfu, szczerym językiem…

 

– Olbrzymy są brzydkie. – powiedziała Mama.

– Naprawdę tak myślisz?

– No a nie?

– Uch, nie podejrzewałam cię o to. Czyli co, koty są ładniejsze? – spytała córka, próbując odgadnąć proces myślowy rodzicielki.

– No pewnie. Koty są ładne. Małe, duże, stare i młode. Inne zwierzęta również. Pomyśl o zającach albo koniach. To piękne i zgrabne stworzenia.

– A co z dziećmi, z tymi ludzkimi, to znaczy olbrzymowymi?

– To chyba oczywiste. Koty są piękne ponad wszystko.

– Czyli kocie dzieci są ładniejsze niż mali ludzie?

– Naturalnie!

– Twoje dzieci są BRZYDSZE niż twoje KOTY?

– Tak! Nie wspominałam o tym wcześniej? – spytała Mama, lekko zmieszana.

– Nie. To było bardzo miłe… – córka skrzywiła się wyraźnie urażona.

– Teraz już lepiej wyglądasz, ale jak byłaś dzieckiem to… no, dzieci ludzi są po prostu brzydkie.

– Myślałam, że wszyscy dorośli i w ogóle wszyscy ludzie poza mną, i dużą grupą innych osób, uwielbiają dzieci i uważają je za piękne zjawiska!

– To ci dopiero! W takim razie powiem ci najprawdziwszą prawdę, słuchaj uważnie. Ludzie nieczęsto mówią to na głos, ale dzieci potrafią być wybitnie paskudne. Zwłaszcza tuż po urodzeniu. – wyznała Mama z przebiegłym uśmieszkiem.

– Mam nadzieję, że nie mówisz o swoich dzieciach…

– Pamiętaj, że miłość zaślepia. Ta do swoich dzieci równie mocno jak do płci przeciwnej, więc nawet jeśli dzieciaki są wyjątkowo brzydkie, my, rodzice, tego nie zauważamy i twierdzimy, że przydarzył nam się prawdziwy cud natury. Ja jednak potrafię patrzeć na rzeczy trzeźwym okiem.

Córka spojrzała z niedowierzaniem, a jej szczęka zastygła w niemym opadzie sięgającym jakieś 10 900 metrów pod poziom morza.

– Czy ja to NAPRAWDĘ słyszę? Mam halucynacje? Brałyśmy coś razem?

Mama zaśmiała się niemal serdecznie i spojrzała na córkę z wyrozumiałością.

– Mówię to na serio, serio i uwierz, że znajdzie się spora grupa rodziców, którzy myślą podobnie. Szokujące i niewygodne, ale jednak prawdziwe. Cóż ja ci, dziecko, poradzę, że ludzie nie mówią prawdy?

 

Załóżmy, że historia urywa się w tym miejscu – dla wspólnego dobra odbiorców i bohaterów konwersacji. Jak można to wszystko podsumować?

Jesteśmy brzydcy.

Ja, Ty, moje rodzeństwo, Twoje dzieci, rodzice i tak dalej, wszyscy jesteśmy brzydcy zdaniem Mamy. Koty za to są ładne, niezależnie od wszystkiego. Inne zwierzęta również tak samo jak ich potomstwo, ale ludzie to totalne brzydactwo.

To trochę przykry wniosek, ale przyznam w sekrecie, że myślę podobnie.

Cinema City Unlimited i ułomna strona (mocy)

Nie zdziwiłabym się, gdyby każdy już wiedział, czym jest Cinema City Unlimited.

 

To taki fajny pomysł dla kinomaniaków, którzy tolerują multipleksy (np. dla mnie). Płacisz 44 zł miesięcznie (bez Warszawy, bo tam kwota wynosi 52 zł) i chodzisz do kina w przysłowiowy opór. Można dużo “zaoszczędzić” – pieniędzy, bo czas wtedy lubi dziwnym trafem znikać. Ciekawe dlaczego? Z taką kartą można obejrzeć dokładnie wszystko, co chcielibyśmy zobaczyć, a nawet to, na co nie poszlibyśmy za nic w świecie, gdyby nie było “za darmochę”. Pomysł świetny, ale nie do końca dopracowany…

Ale jak to?

 

Męska maruda

– Znów widzimy się w kinie!

Krytyk

– Cóż poradzić, jak tyle interesujących produkcji wchodzi na ekrany… Trzeba gonić te filmy.

Męska maruda

– Jeszcze trochę i zapomnimy o tym, jak się żyje.

Krytyk

– Haha, masz rację. Po bilety musimy lecieć do kasy, co?

Męska maruda

– No niestety. Internetowa strona Cinema City doprowadziła mnie dziś do szału i robi to za każdym razem. Brakło mi cierpliwości i czasu, żeby dokończyć transakcję.

Krytyk

– Oj stary, aż tak? Parę kliknięć i masz.

Męska maruda

– A weź daj spokój! Jak daję wstecz, cofa mnie do podstawowej strony, a ja chcę się cofnąć tylko troszeczkę. Nie będę się w to bawił. Sam nie lubisz tego robić i patrz, nawet nie ma kolejki.

Kasy kina Cinema City – aż przy trzech z sześciu stanowisk siedzi ktoś z obsługi. W kolejce stoją tylko Siwobrody, ojciec z dziećmi i młoda licealna parka spoglądająca na siebie cielęcym wzrokiem.

Krytyk

– Ciekawe, czy załapiemy się na lepsze miejsca.

Krytyk otwarcie wyraża swoje obawy.

Męska maruda

– Przecież dopiero dwunasta, nie świruj.

Krytyk

– Ach, zapomniałem. Ostatnio gubię się trochę w czasoprzestrzeni. Wiesz co, tak naprawdę to masz rację.

Męska maruda

– W sensie?

Krytyk

– No z tą stroną. CC mają kina wszędzie, wprowadzili fajną i opłacalną kartę Unlimited, ale już na aplikację na telefon albo wygodną stronkę brakło chęci.

Męska maruda

– Albo pieniędzy.

Krytyk

– Raczej tego pierwszego.

Męska maruda

– Powinni coś z tym zrobić, żeby wygodniej zamawiało się miejsca. Jak mnie najdzie nagła chęć na seans, a nie wyrobię czasowo z zamówieniem internetowym, muszę stać w smutnych kolejkach, bo zazwyczaj w takich chwilach tłumy biją do kina. To jest beznadziejne.

Krytyk

– Ano jest. Do tego ja moimi wielkimi paluchami ledwo trafiam w te tycie odnośniki do filmów w repertuarze na ich stronie na smartfonie… Czasem nie da się przesunąć podglądu sali jak należy. Nie wiem, o co chodzi. Appka dla użytkowników Unlimited byłaby super.

Męska maruda

– Zwłaszcza, że profil jest niedopracowany. Po zalogowaniu można co najwyżej anulować rezerwację, a rezerwacje w ogóle nie mają sensu, bo nawet nie można wybrać sobie fajnych miejsc. Same ograniczenia. Wzięliby się za to…

Krytyk

– Rezerwacja to dramat. Trzeba być pół godziny przed filmem w kinie. Co za strata czasu.

Męska maruda

– Porażka.

Krytyk

– Może to zmienią, jak zobaczą nasze marudzenie?

Męska maruda

– Jakoś w to nie wierzę. To może nie wystarczyć, ale jakby przyłączyła się wielka grupa marud, prawdopodobnie mielibyśmy szansę.

Krytyk

– To jak, organizujemy jakąś marudną akcję?

Męska maruda

– Czemu nie. Załóżmy Stowarzyszenie Filmowych Marud. Będziemy chodzić i się czepiać, i jeszcze krzyczeć o tym w sieci.

Krytyk

– Na świecie są może ważniejsze problemy i potrzeby, ale i tym trzeba się zająć.

Męska maruda

– Otóż to. Ciekawe jakie zdobędziemy poparcie w tej inicjatywie.

Krytyk

– Nie wiem, ale do roboty!

Nagle w budynku kina gaśnie światło i rozlega się dziwne chrobotanie…

CDN.

 

 

PSsst. Nikt mi nie zapłacił za ten tekst (a szkoda).

PSSssst 2. Wiecie co jeszcze jest fajne w tej karcie? Nie trzeba płacić 1 zł za zakup biletu przez Internet, a do filmów w 3D i IMAXie są niewielkie dopłaty (max. 5 zł).

Ketchup czy keczup?

Keczupowe rozterki, nie ketchapowe…

 

Burgerownia w centrum miasta. Tłok z prawej i z lewej, ale spragniony klient zawsze dotrze do lady, gdzie składa się zamówienia. Kędzierzawy chłopak zwraca się do ładnej dziewczyny z obsługi.

 

– Poproszę dodatkowy keczup.

– Słucham?

 

Na twarzy kobiety wykwita brak zrozumienia. Jej oczy zmieniają się w dwa lśniące filiżankowe spodki.

 

– Co proszę?

– Keczup proszę, po chińsku mówię? To takie czerwone coś z pomidorów, które dodaje się do jedzenia, żeby zabić jego prawdziwy smak, na przykład do niedobrej pizzy.

– Ketchup?

 

Pyta kobieta, a słowa, które wychodzą z jej ust, układają się w zgrabne „keczap”.

 

– Tak, dokładnie tak.

– Trzeba było tak od razu.

 

Odpowiada dziewczyna i wyciąga saszetki z ketchupem.

 

– Przecież mówiłem.

– Angielskiego pan nie zna?

– W Polsce jestem, to mam prawo mówić po polsku. Wszyscy moi znajomi mówią „keczup”. O co my się w ogóle spieramy? Wiedziała pani, o czym mówię.

 

W głosie mężczyzny słychać nutkę irytacji. Z jego ust znika uprzejmy uśmiech. Na twarzy kobiety pojawia się dziwny grymas, jakby walczyła z wyjątkowo odrażającym owadem. Włosy na głowie mężczyzny rozprostowują się ze zdenerwowania.

 

– No niech będzie, ale keczap, to zawsze będzie keczap.

 

Chłopak zabiera kilka saszetek czerwonego sosu.

 

– Jeden ch…omik. Widzi pani, przez panią moje loczki straciły swój kształt.

 

Uroda kobiety blaknie, przesłonięta głupim wyrazem jej twarzy. Nie wie, co odpowiedzieć.

 

– Ale przynajmniej mam mój KECZUP. Te burgery dziś wam nie wyszły.

 

Na zewnątrz pada obfity deszcz. Chłopak odchodzi zadowolony z siebie. Wie, że jak tylko wyjdzie z burgerowni, jego włosy odzyskają swoją kręconość. Koledzy radośnie witają zapas keczupu, który przynosi Pan Loczek. Krzyczą na całą salę:

 

– Mamy keczup!

Ludzie to jednak głupie stwory

Dwie dziewczynki przechadzają się ścieżkami dużego parku. Kwitnące drzewa i kwiaty roztaczają przyjemną woń i przypominają, że znowu wszystko rusza od nowa.

 

– Ostatnio zastanawiam się trochę nad ludźmi. Popatrz, jesteśmy dość duzi, trochę czasu żyjemy na tej planecie… Koty czy psy pewno uważają nas za olbrzymów…

– … i żyją kilka razy krócej niż my.

– No właśnie. Mam wrażenie, że jesteśmy gdzieś pośrodku. Są owady, małe zwierzęta, większe zwierzęta, ludzie, długowieczne zwierzęta…

– Takie żółwie?

– No na przykład. Są też rośliny. Niektóre żyją krótko, inne bardzo długo. Drzewa z natury żyją dużo dłużej niż my. Jak myślisz, co one o nas sądzą?

 

Dziewczynka z dwoma warkoczami pyta, przeskakując z nogi na nogę. Koleżanka spogląda na nią zdziwiona.

 

– Myślisz, że one myślą, Lucy?

– No pewnie, że tak. Ludzie myślą, kotki, pieski i wszystkie zwierzątka również. Dlaczego drzewa albo rośliny miałyby nie myśleć?

– Niezła z ciebie marzycielka!

– Nie mów taaaak. One na pewno coś o nas sądzą.

– Żyją dłużej niż my, pewno mają bardzo dużo do powiedzenia…

 

Dziewczynki podchodzą do drzewa o nisko wiszących gałęziach i wdrapują się na nie, żeby tam kontynuować konwersację.

 

– Taaak, na pewno. W końcu żyją setki lat! Widziały na pewno wielu ludzi. Jak myślisz, co sądzą o naszym gatunku?

– „Dobrze, że żyją w porywach 100 lat. Dłużej byśmy ich nie zdzierżyły!”

 

Dziewczynka z krótkimi kręconymi włosami naśladuje drzewo tubalnym głosem.

 

– „Przez 50 lat potrafią narobić tyle szkód, że to prawdziwe szczęście, że nie żyją tyle czasu co my!”

 

Dodaje Lucy.

 

– „Nie rozumiem ich sposobu komunikacji! Po co tyle hałasu?”

– „Wszędzie wprowadzili te kable. Dnia bez prądu by nie przeżyli!”

– „Stary dobry Leon odszedł od nas ostatnio. Ludzik z okolicy ściął go bez mrugnięcia okiem.”

– „Tak. To był dobry kumpel. Ten pan Robbins to niezły dziad! Za grosz szacunku dla starszych.”

-„Oni tak już mają. Nie wiedzą, co to znaczy być naprawdę sędziwym stworzeniem.”

– „Jak dożyją setki, to już sukces, a wtedy i tak ledwo zipią.”

– „Mogliby się od nas uczyć długowieczności.”

– „To wszystko przez tę ich złą dietę.”

– „Nas też podtruwają, Hubercie, ale całkiem silne z nas stwory.”

– „Drzewa tak łatwo od środka nie wykończysz. W końcu mamy głębokie powiązanie z innymi roślinami i z całą Ziemią.”

– „I dlatego zawsze ktoś nas podratuje! No chyba że robactwo użyje swoich niezawodnych metod.”

– „Mordując nas niczym Leona.”

– „Oj tak, ludziki. Jeszcze pożałujecie tego, że brutalnie uszczuplacie naszą populację.”

– „Wszystko jest głęboko zsynchronizowane, a wy to psujecie. Kiedyś się zemścimy.”

– „Będzie bolało.”

– „Potraficie w ogóle coś stworzyć, czy jesteście zwykłymi psujkami?”

– „Niektórzy z nich się bardzo starają i tworzą nowe dobre rzeczy. Takich ochronimy, Mikołaju.”

– „Tak, tak właśnie będzie. Pomożemy tym dobrym ziarenkom.”

 

Rozważania dziewczynek przerywa burzowe burknięcie. Obie zeskakują z drzewa, żeby pobiec przed siebie. W ich oczach gości ekscytacja.

Czy pogrzeb to taka straszna sprawa?

Właśnie, pogrzeb. Z czym się kojarzy?

To prawdopodobnie jedno z gorszych wydarzeń w życiu głównego zainteresowanego i uczestników.

Można coś z tym zrobić?

 

Umartemu wiele już nie pomoże, ale może jest chociaż nadzieja dla tych, co dalej bujają się po Ziemi?

 

Dwoje młodych ludzi siedzi na ławce w parku. Ubrana na czarno dziewczyna spogląda na ekran smartfona odzianego w ciemne ubranko na znak solidarności z właścicielką.

 

Dziewczyna (Maruda)

Ej, dlaczego po pogrzebie robi się imprezę?

Chłopak  

Co masz na myśli?

Dziewczyna (Maruda)

No… jest pogrzeb, wszyscy się smucą i płaczą, niektórzy na serio, inni udają, a potem uczestnicy uroczystości udają się do wynajętego miejsca na wielką wyżerkę. W niektórych przypadkach zdarza się chyba też alkohol, ale nie jestem pewna. U mnie tego nigdy nie było.

Chłopak 

Haha, mówisz o stypie, no tak. To spotkanie służy wspominaniu osoby, która nas opuściła.

Dziewczyna (Maruda)

To żeś Amerykę odkrył! Wszystko to jest teoretyczne. Jakoś nie zauważyłam, żeby ludzie rozpamiętywali zmarłego podczas stypy. Każdy gada, co u niego i tak dalej, byle nie schodzić na niewygodny temat… No dobra, czasem powie się parę słów o zmarłym.

Chłopak

Nie pomyślałaś, że to może być zbyt bolesne dla ludzi, żeby tuż po tym, jak ktoś z ich bliskich znalazł się pod ziemią lub został skremowany, rozmawiać o nim namiętnie?

Maruda

Pomyślałam, ale…

Chłopak

Taka stypa jest też po to, żeby odciągnąć uwagę najbardziej dotkniętych. Rodzina stara się zająć ich czymś innym, podnieść na duchu.

Maruda

Niech będzie, ale przebieg tej uroczystości zawsze jest dla mnie dziwaczny. Nawet w filmach stypy wyglądają niemal jak zwykłe przyjęcia rodzinne, takie prywatki.

 Chłopak

Wiesz, to tylko filmy.

Maruda

No ale nie powiesz mi, że wszystko w nich jest zmyślone.

Chłopak

Cóż, nie jest, ale czasem przesadzają.

Dziewczyna

Wiem. W każdym razie ostatnio przyszło mi to wszystko do głowy, jak oglądałam jeden film. Na tej całej stypie tylko rodzicie zmarłej zachowywali się na serio, a poza tym wszystko wyglądało jak miła rodzinna impreza.

Chłopak

To zależy od rodziny i sytuacji. Może to niestosowne, kiedy stypa przeradza się w miłą rodzinną posiadówkę, a może właśnie tak jest najlepiej?

Maruda

Sama nie wiem. Muszę to przemyśleć.

Chłopak

 Zmarły się chyba nie obrazi, dopóki jego pamięć jest szanowana, co?

Maruda

No. Mnie by to było chyba obojętne, a może nawet bym się cieszyła, jakby wszyscy ostro zaimprezowali.

Chłopak

No widzisz! To o co marudzisz?

Dziewczyna

Lubię.

Chłopak

To już nie marudź, bo sama nie chciałabyś smętnego spotkania.

Dziewczyna

No racja.

Młodzi ludzie śmieją się.

Dziewczyna

To jak zemrę, musi być dobra impreza. Zadbasz o to?

Chłopak

Wolałbym wtedy nie istnieć, ale w razie czego możesz na mnie liczyć.

Dziewczyna

Jak zawsze!

 

Jakby co obrazek na górze to tylko taki sobie random.

Niskokostkowa moda? To chyba nie dla mnie!

Chuda Stópka

Kupiłam ostatnio niesportowe buty i uwaga… nie kończą się za kostką. To znaczy kończą się poniżej, żeby była jasność.

Pan Pytajnik

I są wiązane? Ile to już czasu minęło od ostatniego takiego zakupu?

Chuda Stópka

Nie są wiązane! Chyba z kilka lat.

Pan Pytajnik dziwi się. Nie do końca rozumie słowa, które właśnie usłyszał.

Pan Pytajnik

A-ale… jak to możliwe?

Chuda Stópka

Szukałam wszędzie. Mierzyłam buty wszelkich marek, ale praktycznie każdy niski model odstawał na szerokość i wyglądał idiotycznie z każdym krokiem…

Pan Pytajnik

I one są dobre? Te nowe buty?

Chuda Stópka 

No właśnie nie do końca… Ostatnio zauważyłam, że są dobre na szerokość tylko dlatego, że na długość są przyciasne. Chyba jednak nie mogę ich nosić…

Pan Pytajnik

Naprawdę? Niedobrze. Potrzebujesz eleganckich butów?

Chuda Stópka

I eleganckich, i bardziej casualowych. W każdym razie takich, w których można bez obaw biegać po ulicach i nie wyglądać jak po wizycie na siłowni. Nie mogą być na obcasie, znasz mnie. Buty na wysokościach są piękne, ale co z tego?

Pan Pytajnik

Sportowy styl cię męczy?

Chuda Stópka

Trochę tak. Chcę czasem ubrać się w inny sposób. Dopasowane, eleganckie, kobiece i stylowe buty to coś, na co poluję.

Pan Pytajnik

Jeszcze nie upolowałaś?

Chuda Stópka

Nie i nie zanosi się na to…

Pan Pytajnik

Rzuć wyzwanie sklepom obuwniczym, Chuda Stópko. Wąskie i długie stopy też powinny mieć szanse. Tak samo jak te o chudziutkich kosteczkach.

Chuda Stópka

Ciekawe, czy dużo takich chodzi po świecie… lepiej bym się czuła wiedząc, że nie jestem sama.

Pan Pytajnik śmieje się, podczas gdy Chuda Stópka wygląda na zafrasowaną.

Chuda Stópka

Tak naprawdę nie o to mi w tym wszystkim chodzi. Chciałam tylko zauważyć, że od paru lat w modzie mamy niskokostkowe sneakery. Kiedyś wysokie były cool, ale czasy się zmieniły, a ja utknęłam. Nie nadaję się ani trochę do tej obecnej mody. Sportowe buty poniżej kostki ani mi się nie podobają, ani w nich nie wyglądam. To takie buty do biegania… No chyba że mówimy o Vansach, które zawsze wyglądają doskonale.

Pan Pytajnik

Kwestia gustu.

Chuda Stópka

Oj tak, a mój jest właśnie taki. Sport jest super, ale jak biegamy, to biegamy. W mieście wolę się inaczej prezentować. Na szczęście te „modne buty” na mnie nie leżą, więc problem z głowy. Byłabym tylko szczęśliwa, gdyby inne niskokostkowe dobrze leżały, były wygodne i nadawały się do chodzenia. Męczy mnie zapinanie i wiązanie wszystkich butów, które mam.

Pan Pytajnik

Ależ marudzisz! Problemy pierwszego świata!

Chuda Stópka

Och, okaż trochę współczucia.

Pan Pytajnik

No dobrze, dobrze. Użyję moich zdolności, żeby pomóc ci odnaleźć stosowne butki.

Chuda Stópka

Dzięki. Może najlepiej załóż jakąś nową markę butów? Specjalnie dla mnie? Tak przy okazji, firmy obuwnicze mogłyby się wysilić i nie ograniczać na rozmiarze 40, czy 25 cm w damskiej rozmiarówce. Jak jestem “długa”, to już nie mogę się ładnie ubrać, tylko muszę brać to, co się nada?

Pan Pytajnik

Znajdziemy jakieś rozwiązanie, Chuda Stópko. Obiecuję.

Wszystko, co może się wydarzyć, gdy wsiądziesz do autobusu

Uroki podróży transportem publicznym – cz. 1

 

Umęczony kilkugodzinną górską wspinaczką włóczykij wsiada z plecakiem do autobusu, układa się do snu i przysypia. Może dzięki temu będzie mógł jechać bez dodatkowego towarzystwa tuż obok i się wyśpi? Taką ma nadzieję. Autobus rusza. Nikt nie siada obok. To będzie dobra podróż.

– No wiesz, jestem tłumaczem. Niedawno zacząłem współpracę z Instytutem Konfucjusza. Wiesz, jak okropnie przetłumaczona jest jedna z książek, którą tam znalazłem? Tłumacz google lepiej by to zrobił. Dobrze, że tam trafiłem, zrobię porządek.

Autobusowy relaks włóczykija zakłóca przemądrzały głos młodego mężczyzny siedzącego nieopodal. Mądrala gada jak najęty, pozwalając swojej rozmówczyni jedynie na pojedyncze słowa.

– Acha, acha.

– Będą mi wdzięczni. Jestem dokładny i znam się na rzeczy. Jeździłem trochę po Azji, wiesz? Mam dużo wiedzy praktycznej. To ważniejsze niż suche studia. Dzięki nim trafiłem do Konfucjusza, ale podróże są nieocenionym doświadczeniem. W Azji Południowo-Wschodniej byłem chyba wszędzie.

– Coś o tym słyszałam.

Włóczykij próbuje spać, lecz głosy pasażerów to utrudniają. Mieszają się, tworząc bohomaz fabularny. Nowy głos wchodzi na scenę. Odzywa się starsza pani.

– Kup masę makową z Biedronki.

– Jak byłem w Tajlandii, to były wielkie trzęsienia ziemi, wiesz? Naprawdę poważne. W Polsce, na Śląsku też się zdarzają, ale to co innego, bo to tylko tąpnięcia. Wiesz?

– Tak. Nasza polska energetyka w dużej mierze wciąż opiera się na węglu. Trzeba to zmienić.

– Święte słowa. Ale patrz, co byśmy zrobili bez węgla w Polsce? Nie byłoby rozwoju, nie byłoby autobusów. Jak byśmy podróżowali…? Gdyby nie ten węgiel…

– Nie, nie, śmietanę już kupiłam, ale weź jeszcze cukier.

Rozlega się głos młodej kobiety:

– Może jakimiś tunelami powietrznymi?

– Tylko wtedy trzeba by było płacić jeszcze za powietrze.

– I śliwki suszone.

Majaki senne włóczykija przybierają kształty suszonych śliwek, wciąganych przez powietrzne tunele przenoszące je w nowe miejsca. Po każdej podróży śliwki przykładają do specjalnych czytników karty kredytowe. Śliwki występują w najróżniejszych konfiguracjach: noszą opakowania z cukrem, wirują w makowym jeziorze lub wylegują się na tajskich plażach.

– Jak przyjadę, upieczemy sernik.

– …na początku myślałem, że nie nauczę się tych tonów. Dużo czasu zajęło mi zapamiętywanie, jak wymawiać poszczególne słowa i zdania, ale gdy przebrnąłem przez pierwsze trudności, zakochałem się w chińskim. Byłem najlepszy na roku. To pozwoliło mi wyjechać na roczne studia w Chinach. Wiele się nauczyłem. Ludzie są tam niezwykle gościnni. Brakuje mi tego miejsca.

– To co tutaj robisz?

– Jadę, jadę.

Słychać głos starszej pani.