Wy(ze)znanie

 

Podobno prywata sprzedaje się najlepiej. W takim razie parę słów z przed i wiośnia. Co w trawie piszczy?

 

Nie ma mnie, bo…

 

Znikam

bo działam

za dużo.

 

TAM, nie TU

 

Wypalam się

 

Rezygnuję z A (a miało być dobre),

kiedy przyjdzie czas na B?

 

Już chcę powiedzieć: “B, dzięki, było wyczerpująco i dłużej nie dam rady”,

 

a później myślę: “a, pociągnę jeszcze troszkę i zobaczę, co to będzie”.

 

No więc ciągnę B, bo okazało się C i D.

 

 

Tak to wygląda. Jak robić wszystko, co robię i nie zwariować?

 

Mówią, że im więcej zadań, tym lepiej gospodarujemy naszym czasem.

 

TAK i NIE.

 

Trzeba bardzo dobrze planować, w zasadzie zostać mistrzem planowania i myślenia na zapas…

 

To nie takie łatwe (i męczące) zwłaszcza, jeśli…

… się nie dosypia

 

i…

… nie dojada, bo nie ma kiedy gotować albo (i) się nie chce. A “miastowe” to nie to samo i ileż można.

 

A co gdy do tego jeszcze nie ładuje się sztuką,

czy jakimś tam twórczym działaniem?

 

STRASZNOŚĆ.

 

Jest ciężko. Patrz poniżej:

 

JA - mniej więcej, więcej mniej
JA – mniej więcej, więcej mniej

 

spalona po marcu-kwietniu, w końcu doznałam odcięcia

 

takiego osobistego samo-pełno-spalenia

 

 

Wiosność

 

Dni przerwy zmieniły trochę na lepsze. Kolejne może też zmienią. Zrobiło się trochę spokojniej, na chwilę.

 

Trzeba panować nad myślaczkami:

 

“A, bo żeby zrobić TO, to muszę załatwić TO i TAMTO.

 

W piątek mam zaplanowane spotkanie, trzeba znaleźć odpowiednie miejsce.

 

Czas w końcu ogarnąć bilety na podróż.”

 

I takie tam. To trudne. To nieustanna droga. Dwa kroki w przód, trzy w tył.

 

A myślaczki (i ludzie) pożerają energię. Dlatego tak lubię bez-ludność.

 

Koniec tej prywaty.

 

Idę sobie (za)kwitnąć…

jak nasze piękne polskie drzewa
jak nasze piękne polskie drzewa

 

 

Show must go on. Jutro od nowa.

 

 

 

A Ty płoń tylko w słusznej sprawie,

w takiej przemyślanej

albo chociaż odsercowej

To mogłaby być filmowa historia…

 

… filmowa historia bez happy endu, bez dodatków i osładzaczy. Życiowa, trochę brutalna i skłaniająca do refleksji.

 

Sprawdzisz?

 

 

Dwóch bezdomnych rozmawia. Poświęcają sobie pełną uwagę. Najzwyczajniej w świecie szczerze ze sobą rozmawiają. Jeden ma dużą butelkę wody, plastikową, bez etykiety. Pewno od kogoś dostał albo skądś wygrzebał, w każdym razie ma się czego napić. Pije, podaje koledze, a ten się częstuje. Nie krzywią się, więc to nie wódka. Dalej rozmawiają. Nie mają smartfonów, w które by się gapili. Tak bardzo NIE MAJĄ, że poniekąd są naprawdę wolni. Nie wiszą nad nimi zobowiązania, nie muszą troszczyć się o swój materialny „dobytek”. Wolni… Nie sądzisz?

Nie ma sposobu kontroli kogoś, kto niczego nie posiada, bo cóż więcej można mu zabrać?

Kawałek wcześniej stoi młody chłopak z głową tak zwieszoną nad telefonem, że aż przypomina słynne „f”. Kawałek później stoi pan około pięćdziesiątki z małym pieskiem na smyczy, radośnie defekującym na trawnik. I tyle. To wszystko. Taka to oto filmowa historia, a raczej scena. Kilkusekundowa.

 

Nic takiego? Nieznaczące? To naprawdę mogłaby być BARDZO symboliczna i niezła scena.

 

Tak jakoś mam, że często obserwuję świat z perspektywy “reżysera” lub też “scenarzysty”. Miłość do kina jest wieczna.

 

Co my tu mamy?

 

Młody z telefonem – symbol upadku i dezintegracji współczesnych relacji oraz narastającej samotności. Taka smaczna degrengolada i problemy z kręgosłupem na starość. Pieśń przyszłości!

 

Bezdomni – symbol przeszłości, starych czasów. Wykluczeni, niemodni, nie wpisują się w nowoczesny kolorowy obrazek. Zachowują się jak ludzie przeszłości – potrafią poświęcić pełną uwagę, zaopiekować się kimś nawet, gdy sami niewiele mają. W obecnym standardzie występuje raczej znieczulica. Panowie są całkowicie poza nawiasem, “niewidoczni” niczym pariasi, bo są bezdomni, a może… dlatego, że nie przystają? Są poza wszech-kontrolującą technologią. Szczęście czy przekleństwo? Trudno jednoznacznie ocenić.

 

Pan z pieskiem – smycz cywilizacji. Kredyty, wielkoekranowe telewizory, świetne samochody, etaty (z domieszką gówna w tle, jak na załączonym obrazku). To jest cywilizowane, to jest dobre. Co by się stało, gdyby odebrać te wszystkie obiekty, te elementy definiujące? Co gdyby zniknęły fajne gadżety, wygodny dom, modne pieski, najnowszy model samochodu? Pojawiłaby się… Pustka? Rozpacz? Dezorientacja? Poczucie bezsensu? Przerażenie? Pewno niejedno z tych uczuć. Cóż. Jeśli ktoś definiuje się poprzez obiekty, gdyby je wszystkie stracił, mógłby stracić też tożsamość. Bolesne i przerażające. Prawda?

 

Sama jeszcze nie mam dość odwagi, żeby się w pełni odciąć. Występuję na elektronicznej smyczy, występuję w społeczeństwie, standardowo, niby zwyczajnie. Mam parę przedmiotów tu i tam. Przydają się. Jest wygodnie, nie ma co narzekać. Smycz też jest, bo bez niej to jakoś dziko i nieswojo. Ale obserwuję, myślę, działam. Zmieniam i udziwniam.

 

Czy przekraczam swoje granice i mówię “papa” najlepszemu przyjacielowi Komfortowi? Czy powinnam je przekraczać?  Czy to w ogóle ważne?

 

 

Dużo pytań, a ile odpowiedzi?

 

Lubię je przekraczać. Zdarza mi się ryzykować – z różnym wynikiem. W ten sposób się uczę. I szukam. Lubię też dobrze się wyspać i kiedy jest mi wygodnie…

 

 

Jak właściwie jest lepiej?

 

 

Wygodnie i zwyczajnie, bez ekstremy i bezpiecznie?

 

 

A może w pełni ryzyka? Rzuć wszystkim i ucieknij na bezludną wyspę.

 

 

 

Jeśli kiedyś do tego dojrzeję, to Wam powiem, która opcja lepiej się sprawdza (przynajmniej dla mnie). A nie, zaraz, zaraz. Nie powiem, bo przecież się odetnę. Może napiszę list i wetknę go w butelkę?

 

 

PSSst. Listy są fajne. Może jakiś napiszę i wyślę do… no właśnie, do kogo?

Twarde z wierzchu, miękkie w środku. Co kto to?

 

Podsłuchane (czy coś):

 

No i wygadała…

 

Masełko

…mamy wiele twarzy. Jesteś tyloma osobami, ile znasz plus jedną.

Twardość z wierzchu, miękkość w środku

Ciekawe podejście, podoba mi się! Coś w tym jest. Zakładamy różne maski, zależnie od tego,
z kim akurat rozmawiamy.

Masełko

Ty na przykład jesteś takim stworzeniem, do którego jeśli źle się podejdzie, rozleje się po ziemi
i ciężko będzie pozbierać…

Twardość z wierzchu, miękkość w środku

Hmm… No może, no, ale nie każdy ma do tego dostęp. Nie pokazuję tego na co dzień. Mam
twardą i grubą skorupę. Ciężko się przebić.

Masełko

Ale jak już się przebijesz, to mięciutko.

Twardość z wierzchu, miękkość w środku

Stąd ta skorupa. Wiesz co, ja chyba jestem takim kokosem…

Masełko

Kokosem…

Twardość z wierzchu, miękkość w środku

No tak. Najpierw oczywistości, czyli kokos z zewnątrz jest włochaty, a ja mam całkiem sporo włosów… No i…
choć nie odstraszam twardością na pierwszy rzut oka, to na drugi już tak. A spróbuj się dostać do środka.
Bez odpowiednich narzędzi i sensownych metod nic z tego.

Masełko

Tak, kokosy są bardzo trudne w obsłudze, ale cudowne. Ten kokos bardzo do ciebie pasuje.

Twardość z wierzchu, miękkość w środku

Jak już się przebijesz przez twardą warstwę, w środku okazuje się miękko i pysznie, ale łatwo mnie rozlać, jak się nie obchodzi z delikatnością.

Masełko

Dokładnie. Trzeba do ciebie przyjść z miseczką, żebyś mogła się dobrze ułożyć i dopiero wtedy opuścić skorupkę.
Zdecydowanie nie można się za ciebie zabierać od dupy strony.

Twardość z wierzchu, miękkość w środku

Oj nie. Całkiem nieźle mnie znasz, choć nie tak długo, ale SZA. Nie wszyscy muszą wiedzieć o tej kokosowatości.

Masełko

Vegas, moja droga, Vegas. O ile sama nie wygadasz, ja nic nie powiem.

Twardość z wierzchu, miękkość w środku

Wspaniale! Poza tym… kokos mi bardzo pasuje. Kocham kokosy. To znaczy że kocham siebie?

Masełko

Może troszkę?

 

 

Nic dodać, nic ująć.

Hałaśliwa elektroniczna bezużyteczna bestia, czyli…

 

TELEWIZOR

 

Frustruje i irytuje. Sama egzystencja tego obiektu w moim najbliższym otoczeniu wpływa na mnie negatywnie. Potrafi w momencie wywołać „Hulk mode”, czyli nagły (lub narastający) atak wściekłości… Ta elektroniczna puszka włączona non stop generuje nieskończoną ilość zbędnego hałasu i bodźców, które doprowadzają mnie do szału. Tak, do SZAŁU. Wysyła mi niepotrzebnie nadmierne pokłady najbardziej przyziemnej energii (jeśli nie podziemnej).

 

Powiedzcie mi, jak w ogóle można funkcjonować z nieustannie brzęczącym, odmóżdżającym przedmiotem w tle?

 

Własnych myśli się nie słyszy (a może to o to chodzi?). Ja tak nie mogę. Wchodzę do pomieszczenia, gdzie to jest włączone i w momencie boli mnie głowa. Wkurzam się gdzieś w środku i muszę wyjść, bo dopada mnie narastająca irytacja. Ludzie sprytnie zagłuszają myśli tym jakże społecznie pożądanym przedmiotem. Najlepiej, żeby miał jak najwięcej cali i „hałasował” bez przerwy… “Bendziemy se puszczać fajne kabarety na wjelkim ekranie, Grażyna.” Bleh.

 

Cisza, książka lub własna muzyka, film na życzenie, ten, który SAMA sobie wybrałam – to jest rozwiązanie idealne. A nie zappowanie w poszukiwaniu najlepszego z durnych filmów i tracenie na to czasu albo słuchanie co jeden prezenter z drugim mają do pobzdurzenia. “Ależ on ma białe zęby!”, “Jaka ona mądra! Nie tylko ładna, ale i mądra”. Tylko, że telewizja to taka ładna ILUZJA. Byłam nie raz “za kulisami” i to nie tylko w Polsce, za granicą również, i wiem z doświadczenia, jak się sprawy mają i że prawie każda, nawet najmniejsza sytuacja jest dobrze napisana, a jeszcze lepiej wyreżyserowana. Z grą aktorską różnie to bywa… Gdyby pasowało, użyłabym jednego z ulubionych hasełek: “szkoda strzępić ryja”, ale bardziej pasuje: “szkoda płyty głównej na telewizyjne głowno”. Telewizja reprezentowana dumnie przez telewizor to naprawdę świetny sposób na wrzucanie sobie śmieci do mózgu. Do żołądka wrzucamy śmieci, do mózgu też można. Czemu nie? Ohyda.

 

Wszystko, byleby tylko nie myśleć za dużo, a tym bardziej rozmyślać. To mogłoby zaboleć.

 

 

A mnie się dobrze siedzi w ciszy, powiedziałabym wręcz, że najlepiej. Mru.

 

 

Psst. Wiem, Ameryki nie odkryłam, ale upuściłam sobie trochę żółci na papier. No, na ten elektroniczny.

Psssst. Piękny obraz, trafia w moją estetykę, ale ma w sobie coś gównianego (niczym telewizor).

Weźże się zamknij!

No i żal mi dziś dścisnął… Kiedyś byłam świadkiem ekstremalnie irytującej sytuacji i pozwoliłam sobie jej NIE uwiecznić w formie dialogu. Pamiętam tylko, że siedziałam w Mleczarni jesienią 2017 roku, próbując się skupić i coś napisać, ale za nic w świecie mi to nie wychodziło, bo do mych uszu nieustannie dochodził irytujący i pełen przechwałek głos licealisty, który prawdopodobnie z braku laku pieprzył nieprzytomnie. „Weźże się zamknij!” – myślałam w duszy, rozproszona do granic NIEmożliwości. Gęba mu się nie zamykała, a jego (prawdopodobnie) dziewczyna słuchała tych głodnych kawałków, marudząc trochę, że nie chce ciasta i niewiele się udzielając.

 

Wyglądało to mniej więcej tak:

 

Hałaśliwy licealista

No i ten Robert wiesz, nie wiedział, jak odpowiedzieć na pytanie, więc mu podpowiadałem. Psorka nawet się
nie zorientowała. Ja to taki dobry z chemii jestem. Wszystkie sprawdziany na piątki.

Cicha licealistka

Acha

Hałaśliwy licealista

Poza tym ostatnio na wuefie byłem pierwszy w rzucaniu palantem. Całkiem łatwe to było, wszyscy patrzyli z podziwem.
Szkoda, że tego nie widziałaś! Polski to straszna nuda. Ta baba zadaje tyle bezsensownych ćwiczeń,
że aż odechciewa się ze szkoły wracać do domu. Tylko by chciała czytać „co autor miał na myśli”
i to zgodnie z kluczem. To też mi łatwo idzie, ale wtedy się nudzę. A ty?

 

Może rzuć sobą, powinno ci dobrze pójść. Fajnie, że trafiasz w klucz, znaczy że mózg się wyprał na tyle,
że krytyczne myślenie poszło gdzieś do kąta. Wiem, sama doświadczyłam. Szkoła spełniła swą funkcję – bravo, bravissimo.

 

Cicha licealistka 

Co?

Hałaśliwy licealista

No jak tam w szkole u ciebie?

Cicha licealistka

Może być, ale ostatni sprawdzian z historii mi średnio poszedł.

Hałaśliwy licealista

Nie martw się, następny pójdzie lepiej. Historia tych wszystkich królów jest zagmatwana, tak to bywa.
Ja umiem wymienić wszystkich po kolei. W nocy o północy po ostrej imprezie że Bolesław Piąty Wstydliwy był przed Leszkiem Czarnym, a August Drugi Mocny po Janie Trzecim Sobieskim.

 

A kogóż to obchodzi? Na co ci ta wiedza teraz? Czy twoje życie jest lepsze lub bogatsze, bo wiesz, który król był po którym?

 

Dziewczyna wzdycha, bez przekonania dziubie widelcem ciasto. Pije herbatę

 

 Hałaśliwy licealista

Może następnym razem pójdziemy do kina? Jest kilka nowych fajnych filmów. Jakiś tam nowy Wolverine na przykład.
Chętnie bym to zobaczył. On to jest gość!

Cicha licealistka

No właśnie. Gdzie są tacy panowie? Którzy działają zamiast ględzić w kółko?

 

 

No i tu zakończmy wspomnienie tego niezgrabnego spotkania sprzed roku. Wtedy byłam w innym miejscu życia, ciężko było mi tego nie słuchać. Nie potrafiłam się wyłączyć, a chłopak tak utkwił mi w głowie, że dziś, trafiając na coś podobnego, przypomniało mi się, że miałam o tym napisać tekst… Dziś jestem gdzie indziej i dobrze. To dla mnie szokujące, jak wiele się zmieniło, kiedy niby „nic się nie zmieniło”.

 

Jesień 2018

 

Siedzę pogrążona w swoich myślach, w moim świecie, w mojej książce, w głębokiej fazie relaksu. Dźwięki przechodzą obok niezauważone, ale rejestruję je na granicy świadomości. Łapię się na chwili medytacji albo dwóch. Na moje życzenie błogi stan ustaje i znów zwracam uwagę na otoczenie, zerkam na ludzi obok, słyszę ich. Jedna bzycząca mucha zaczyna mnie wkurzać, bo bzyczy i bzyczy. Wjeżdżam więc na inny level – słownictwo też będzie inne. Siedzi typ z dziewczyną i gada. Ryj mu się nie zamyka. Gada o swoich podnietach jakimś tam skejterem, który jest też muzykiem i czymś tam jeszcze, a na ślub dostał jakiś tam dom od kogoś. Chłopaczek jara się czyimś sukcesem niczym pochodnia, a jego „partnerka” słucha potulnie. Czy to ją w ogóle obchodzi? Mnie by nie obchodziło, ale ona siedzi i słucha, a on gada o tym człowieku i gada.

 

Ja się nie potrafię tak „na poważnie” kimś wzniecać, więc pewno wypaliłabym: „A po co o nim mówisz? Chcesz być jak on?” albo „Nie obchodzi mnie on. Mogłabym się od niego czegoś nauczyć?”. Wątpię. Po długotrwałej tyradzie na temat studiów, fizyki i różnych fascynujących badań, chłopak wjechał na temat jakiegoś człowieka z drugiego końca świata, jak gdyby miał on jakiekolwiek znaczenie tu i teraz.

 

Ludzie lubią mówić bez sensu, a paszcza im się nie zamyka. Po co tyle słów? Przypuszczam, że jakieś 90% rozmów to bełkot bez znaczenia. Ludzie nie potrafią słuchać. Ego? Nerwy? Za mało są na co dzień słuchani? Nie wiem. Ja też mam chwilę, gdy gadam i gadam, a gęba mi się nie zamyka, ale słuchać też potrafię, co więcej – z uwagą. Zawsze i we wszystkich aspektach wierzę w złoty środek – trzeba mówić i słuchać w odpowiednich proporcjach, i to Z UWAGĄ. Bez tego nie ma dialogu i szkoda strzępić ryja.

 

 

A Ty? Potrafisz słuchać?

 

Czy mówisz w nieskończoność, a Twój słowotok jest jak Velvet?

 

Czyli… nigdy się nie kończy i jest do dupy?

Woda TYLKO dla sportowców

 

 

Czy wiecie, że jest na rynku woda tylko dla sportowców?

 

O czym mowa? Specjalny skład? Niezwykłe właściwości? Sprawdź poniżej!

 

 

 

Ognista

Widzisz to? Widzisz?

 

Sceptyk spoziera na wskazane przez Ognistą miejsce – rząd plastikowych butelek średniego rozmiaru.

 

 Sceptyk

Co masz na myśli?

Ognista

Woda! Sport! Fitness! Tylko dla aktywnych!

Sceptyk

No widzę… to tylko „etykiety” przypięte dla potrzeb marketingowych…

Ognista

Bzdura! Prawda gówno!

Sceptyk

Co cię tak wznieca?

Ognista

WSZYSTKO! Dlaczego każda woda większa niż 0,5 litra i mniejsza niż 1 litr, to woda „dla sportowców”? Dla aktywnych?
To oznacza, że jeśli ktoś nie uprawia sportu, nie powinien jej w ogóle kupować? Czy zwykły człowiek nie może mieć ochoty i potrzeby,
żeby wypić właśnie 0,7 litra wody zamiast połówki, która starcza na trzy łyki?

Sceptyk

Hahaha! Ale się nakręciłaś! Po co to wszystko? To zwykła woda. Czemu szukasz dziury w całym?

Ognista

Wkurzają mnie te… takie małe, głupie, dziwne sugestie. Takie mikro-programowanie. To wkładanie kupy do mózgu,
wciskanie ludziom do głowy bezsensownych przekonań.

Sceptyk

Za sprawą etykietowania butelek?

Ognista

Tak właśnie! Ludzie to widzą, kodują. Przecież wiesz jak działa reklama i marketing. Czasem bardzo skutecznie.

Sceptyk

Ale to coś złego, że ta ciut większa woda ma „pro-sportową” nazwę?

Ognista

Tak! Niepotrzebne szufladkowanie. Załóżmy, że się nie ruszam i mam zamiar to manifestować. Nie lubię ruchu, ale pasuje mi tylko pojemność 0,7 litra.
Każdy rzut oka na butelkę z etykietką „sport” i „fitness” mnie rani. Rani do głębi! I wkurza!

Sceptyk

To sobie wódkę od razu kup, będzie lżej. I uważaj, bo zaraz zapłoniesz!

Ognista

Wódka to byłoby chyba jedyne wyjście… No nie, on też mnie nie rozumie. Znikąd pomocy!

 

Zauważyliście?

 

W sklepach mamy wodę 0,5 – 1,5 litra i nie licząc Muszynianki 600 ml, wszystkie wody 500 ml + i poniżej litra są klasyfikowane jako sportowe. Dla sportowców, może od razu dla biegaczy? Bo lżej niż litr, a więcej niż pół. Kto to wymyślił? Dlaczego akurat TA pojemność otrzymała taką kategorię? Co więcej, po co w ogóle powstała taka kategoria? Jakie znaczenie z marketingowego punktu widzenia ma ta etykietka? Jakoś do tego nie dotarłam. Mam próżnię, gdy szukam powodów, a sprawa mnie uwiera.

Uwiera, bo lubię znać sens, powód czegoś – przyczynę danej sytuacji lub decyzji, powód dla którego miałabym coś robić w ten sposób czy w inny i w ogóle powód dlaczego coś robić. Skąd się to bierze albo tamto? Kiedy nie znam odpowiedzi, będę zadawać pytania lub co najmniej kwestionować sens. Tak już mam, to się nie zmieni. Nie widzę powodu, by butelki wody o pojemności 700 ml miały zyskiwać przywilej sportowości, więc dalej w głębi i na powierzchni będę się tego czepiać.

 

„Kup sobie maść na ból dupy” powiecie, a ja na to: „no właśnie nie, już taką mam, ale w tym przypadku jakoś nie działa!”

 

 

A jakby tak…?

 

Kwestia pojemności wody niezmiennie mnie zastanawia… Temat odpływa i zapominam o nim, aż tu nagle przypływa nieproszony zwłaszcza wtedy, gdy stoję przed półką sklepową, zastanawiając się, jaki rozmiar wody kupić. Może 0,5 litra powinno być nazywane „bezkacówka” albo coś w tym stylu? Bo wypijesz pół litra i nic złego się nie dzieje. Określenie na butelki litrowe mogłoby brzmieć „podlejesz mną także swoje kwiatki”, „sport plus” albo „poidełko”. Co z 1,5 litra? „Wielka liga”, „kacover”, „na każdą wyprawę”. Jakaś nazwa na 700 ml? Może „między wódką a zakąską”? Tym pięknym akcentem podsumujmy powyższe dywagacje.

 

Wiem, wiem, zahaczyłam o problemy pierwszego świata, o niezwykłą, niecierpiącą zwłoki i milczenia kwestię. Bo czemu nie zwrócić na to uwagi? Jestem przekonana, że na tej ziemi żyją ludzie, którzy rozważają równie kluczowe kwestie. Na 99,8% nie jestem jedyna!

 

I pamiętaj… woda tylko dla sportowców jest tylko dla sportowców.

 

Jeśli nie jesteś jednym z nich, trzymaj się z dala od tej 700 ml! I nie myśl, ze jak zaczniesz ją pić, to nagle dołączysz do tej grupy!

 

 

Pssst. Audycja nie zawiera lokowania produktu. Akurat taką butlę miałam na podorędziu. Miś też nie jest jakoś szczególnie zadowolony.

Nie ma na co czekać!

 

Dziś zwrócę uwagę tylko na dwa słowa, które mają wielkie znaczenie: nie czekaj

 

 

Sumienie

Życie to gówno.

Ktoś

Co ty mówisz, mała?

Sumienie

Dokładnie to, co właśnie myślę. Znów ktoś umarł i ktoś pewno niedługo umrze.

Ktoś

Co masz na myśli?

Sumienie

W zeszłym roku miałam się wybrać na dwa tygodnie czy coś do Australii, do mojej rodziny. Zainspirowało mnie spotkanie w Polsce z wujkiem, który mieszka tam od wielu lat. Wpadł tutaj w odwiedziny. Uznałam, że w końcu chyba będę mogła sobie na to pozwolić i odwiedzić ich wszystkich. Miałam poznać jego dzieci, zwiedzić kawał Australii, ale…

 

Dziewczyna zamilkła.

 

Ktoś

Co się stało, kociaku?

Sumienie

Nie pojechałam, bo uznałam, że dwa tygodnie wolnego to trochę za mało i że może lepiej uzbierać więcej luźnej kasy,
i wiesz co? Już go nie ma. Umarł dopiero co. Wyszedł przed dom, przewrócił się i już go nie ma. Jak Vito Corleone.

 

Dziewczyna westchnęła. Jej oczy były całkiem suche. Nie wyglądała na smutną. Była wściekła.

 

Sumienie

Jestem wściekła na to, że wszystko tak się potoczyło.

Ktoś

Wiesz, że… nie mogłaś nic na to poradzić.

Sumienie

Mogłam – pojechać tam wtedy, kiedy był czas.

Ktoś

Może i tak.

Sumienie

Asekurowałam się – bo za mało czasu, bo drogo. Nie ma co. Mam nauczkę.

Ktoś

Nauczkę?

Sumienie

Tak. Nauczkę dla zwlekających. To powinna być nauczka dla wszystkich zwlekających. Nie powinno się tak robić.

Ktoś

Jak?

Sumienie

Czekać na lepszą okazję. Na lepszą możliwość. Może się nie zdarzyć.

Ktoś

Sensownie powiedziane.

Sumienie

Wiem. To dotyczy zwłaszcza ludzi. Jak masz coś ważnego do kogoś, to nie czekaj, tylko działaj. Czekanie na lepszy moment jest bez sensu, bo ten ktoś może umrzeć albo zniknąć w jakikolwiek inny sposób. Tak funkcjonuje świat. Jest do dupy. Jestem wściekła.

Ktoś

Tej sytuacji już nie naprawisz.

Sumienie

Wiem, ale mogę chociaż oświecić innych, żeby więcej działali i przeżywali, a mniej czekali i się zastanawiali. To totalnie
nie ma sensu.

Ktoś

Co teraz zrobisz?

Sumienie

Chyba coś zmienię. Spróbuję żyć inaczej. Często się waham i zastanawiam, nie używam instynktu.

Ktoś

Powinnaś.

Sumienie

A ty używasz swojego?

Ktoś

Kiedy tylko mogę.

Sumienie

To dobrze. Nie przegap niczego.

Ktoś

Nie przegapię, młoda damo.

Sumienie

Oby. W każdym razie… Nie będę nikogo zbawiać i prawić morałów. Chcę tylko zwrócić uwagę ludzi, że nie ma co czekać.
Tu i teraz. Działanie jest najważniejsze. Jutro może mnie już nie być…

 

 

I tym nieszczęsnym akcentem zakończmy tekst. Przykre i niewygodne te przemyślenia, ale prawdziwe. Chyba nie ma nic gorszego niż żałować, że się czegoś nie zrobiło albo nie zwróciło odpowiedniej uwagi w stosownym czasie, prawda? Tak się składa, że mam niezłą praktykę w tym rodzaju “żałowania”. Ciekawe czy kiedyś się nauczę? Czy kiedyś to się zmieni? Samo z siebie pewno nie. Zawsze trzeba się ze wszystkim poużerać samodzielnie. Rozwiązanie nie skapnie z nieba. Pochwalę się, jak się poprawię w tej kwestii. Obiecuję!

 

Ludzie znikają szybciej niż nam się wydaje, ale na co dzień chyba nikt się nad tym nie zastanawia. “Nie mam czasu” – myślisz, a potem żałujesz. Byle do następnego dnia, soboty, weekendu i tak dalej, a tu pyk, kolejny ktoś przepada w zagonionej rzeczywistości. Umiera, odchodzi, wyjeżdża, porzuca albo coś jeszcze. Ja nie myślę o tym wszystkim zbyt często, bo prawdopodobnie bym ześwirowała. Chyba nikomu to nie służy. Nie zalecam więc zbyt intensywnego rozkminiania, to zawsze szkodzi. Zalecam działanie. Zrobię coś, uda się – jest “na plus”, nie uda się – idę dalej. To jest chyba optymalny plan.

 

Jak myślisz?

 

 

PSst. To zdjęcie to całkiem nieźle pasuje, prawda?

PSSsst 2. Obiecuję, że następnym razem będzie optymistycznie!

Martwi za życia?

Człowiek wychodzi z domu i nie przestaje się dziwić. Otoczenie potrafi obezwładniać, osłabiać lub inspirować, o ile potrafisz obserwować. Mam taką zdolność, że nawet w największym crapie (tak, będę używać tego słowa) znajdę coś wartego uwagi. Czasem taki crap porusza na tyle, że rodzą się pomysły.

 

I tym razem coś się urodziło.

 

 

Podsłuchane w miejscu, gdzie podają te pyszności ze zdjęcia

 

Troje młodych ludzi, dwie dziewczyny i jeden chłopak siedzą przy stoliku, sącząc pełne pianki latte.

 

Brunetka

Jestem strasznie zmęczona.

Blondyna

Czym?

Brunetka

Sesja stulecia, praca 6 godzin dziennie. Myślałam, że odpocznę coś w te ferie, ale się nie udało.

Blondyna

Ty jeszcze nie widziałaś sesji! Ale wiesz, tak wygląda życie. Ja pracuję prawie cały czas. Znajomi się dziwią, że daję radę tyle pracować i jeszcze spotykać się z chłopakiem raz w tygodniu, wow.

Brunetka

No ja mam dość! Prawie cały czas pracuję. Nie mogę sobie odpocząć, a pieniądze się nie zgadzają, więc zmieniam pracę i znowu nie będę mieć urlopu.

Blondyna

Straszna bieda. To już w ogóle nie odpoczniesz. Nic mi się kurwa nie chce.

Facetbez…

Masz dziś wolne.

Blondyna

No, chociaż tyle… A wiesz, że ta Marta z pracy ostatnio wywinęła niezły numer?

Brunetka

Która Marta?

Blondyna

No, ta taka ruda, głupia. Nie kojarzysz? Zawsze traktowała nas z góry.

Brunetka

Ta taka z wielkim tyłkiem?

Blondyna

Ta właśnie! Ona się spotyka z naszym szefem! To znaczy z twoim byłym, ale…

Brunetka

No chyba żartujesz! Wiedziała jak się ustawić.

Blondyna

A ten Tomek, ten taki chudy i wysoki w wielkich okularach. Zwolnił się.

Brunetka

Co się stało?

Blondyna

Dostał lepszą pracę. Wiesz, on zawsze był taki uprzejmy… a ja to ostatnio usłyszałam w pracy, że jestem pretensjonalna i roszczeniowa.

Facetbez…

To chyba komplement.

Blondyna

Tak?

Facetbez…

No bo jak ktoś jest pretensjonalny, to takie z niego trochę indywiduum.

 

Obserwator Optymista parska ze śmiechu w myślach.

 

Blondyna

Ano, może… Dzięki. Tak sobie myślę, że muszę mniej pracować. Jak będę stara, to będę zapierdalać, bo wtedy to już nic nie będzie ważne.

Facetbez…

Póki jest się młodym, trzeba dać czadu, ale z głową, z głową.

Brunetka

No właśnie! A tu ani wypłaty, ani urlopu, a budżet się kończy.

Blondyna

Takie życie, szare życie w tej Polsce.

Facetbez…

Już tak nie marudźcie. Chciałbym pracować 6 albo 8 godzin. Ja zaczynam za 14 minut, a kończę za 14 godzin…

Brunetka

O cholera! To gdzie ty pracujesz?

Facetbez…

Gastro. Teraz to i tak jest dobrze. Kiedyś pracowałem po 16 godzin, na szczęście już tak nie jest.

Blondyna

Zachciało się pracy w gastronomii.

Facetbez…

Ten Bartek, co zawsze chciał być kelnerem, ostatnio zaczyna zmieniać zdanie na temat tej pracy.

O ósmej jest już w pracy, żeby przygotować knajpę, a siedzi czasem do północy, bo po gościach trzeba posprzątać.

Blondyna

To mu się zachciało pracy jako kelner. Ma teraz!

Brunetka

Ale jestem głodna.

Facetbez…

To weź sobie coś kup.

Blondyna

Też jestem głodna.

Facetbez…

Czemu sobie czegoś nie kupicie?

Brunetka

Chodź na szluga, Agata.

Facetbez…

To ja będę już leciał do pracy. Cześć dziewczyny!

 

Towarzystwo się rozchodzi, a tak naprawdę Obserwator Optymista odchodzi. Dość już sułyszał.

 

Dokąd zmierzamy?

 

Skoro młode studiujące pokolenie, przyszłość naszego gatunku tak się prezentuje, nie możemy się chyba spodziewać wielkich zmian…

Co jest nie tak z ludźmi? Czemu za swoje “nieszczęście” obwiniają wszystkich naokoło? Czemu nie potrafią się skupić na pozytywach i dobrych momentach? Jak Ci praca nie pasuje, zacznij szukać nowej. Jak mało płacą, może spróbuj zdobyć nowe kwalifikację na jakimś kursie (najlepiej darmowym)? Jak studia Cię męczą, to po co na nie chodzisz? Owszem, papierek może pomóc, ale zastanów się dobrze, co jest dla Ciebie ważne i gdzie chcesz być. A może nie wiesz, jak większość?

 

Młodość to energia i zapał

 

Nie wiem czy to po prostu Polska, czy może wszyscy tak mają, że są martwi już za życia. Skoro jesteśmy tu tylko na chwilkę, może warto by było skorzystać z tego jak najwięcej i spróbować każdą, nawet najgorszą sytuację przerobić na coś pozytywnego? Jeśli nie da się pozytywnie, to może warto zacząć używać mózgu, żeby tych negatywów było mniej. Zazwyczaj sami pakujemy się w crap. Nikt nas tam nie pcha na siłę. No chyba, że nie mamy najmniejszej kontroli nad swoim życiem i otoczenie o wszystkim decyduje za nas. W to akurat nie uwierzę…

 

Czy ludzkość ma jeszcze szansę, czy najzwyczajniej w świecie upadniemy jeszcze bardziej? Jak myślisz?

 

 

PSsst. Pan z obsługi był tak miły, że przyjdę tam ponownie po prostu do niego, a nie tylko dlatego, że mają dobre cynamonki… Jego też obgadali, że pewno smutny, bo sam na zmianie i nie ma fajnej dziewczyny obok. Mnie się wydawał całkiem radosny…

 

PSSsst 2. Uważajcie na Wasze rozmowy w miejscach publicznych. Mogę czujnie siedzieć gdzieś obok i zawsze jestem gotowa na uwiecznienie kolejnej historii. Żeby nikt mi potem nie zarzucił, że nie ostrzegałam!

Nie mam życia, więc…

…PRACA to moje…

 

Zasłyszane pewnego mroźnego dnia w przytulnej kawiarni.

 

Marta

Wiesz, przytuliłabym jeszcze jeden etat.

Anna

Popołudniami, tak?

Marta

No, popołudniami. Jestem w stanie pracować sześćdziesiąt godzin w tygodniu. Dziwnie się czuje, jak mam za dużo wolnego czasu. Paweł też jest bardzo ambitny. Wszystkie projekty, które robi, muszą być doskonale wykonane. Ludzie świetnie oceniają jego pracę.

Anna

To super. Fajnie, że jesteś taka zdecydowana. Jeśli tylko tego chcesz.

Marta

To wszystko dzięki Pawłowi. Ciągnie mnie w górę. Robię różne kursy w pracy. Hiszpański, kolejne poziomy Excela, zarządzanie projektami i takie tam… Tabele przestawne są super. To takie proste!

 

Bo po co komu czas wolny? Po co życie (prywatne)?  Zainteresowania? Pasje? Po co przeżywanie, emocje i doświadczenia, skoro można mieć kolejny papierek? Kolejne potwierdzenie naszej wysokiej wartości (na rynku pracy czy gdzieś tam)? No właśnie, gdzie?

 

Anna 

No ja właśnie słabo to umiem… ale makra w Excelu… mój facet świetnie to ogarnia. Muszę się od niego nauczyć! Bardzo szybko sam to pojął.

Marta

To super! Nie ma lepszej zabawy niż Excel. Czasem siedzę nad nim w weekend, żeby lepiej wykorzystać go w pracy.

Anna

No, makro odwala robotę za nas. Andrzej szybko na to wpadł. Teraz wszystko robi z użyciem makr. Wpisał sobie, co umie w Excelu na LinkedIn i codziennie dostaje 3-5 ofert pracy. Ma w czym wybierać! Szkoda tylko, że tak dużo jest ofert z Warszawy.

Marta

Może przeprowadzka to dobry pomysł?

Anna

Na razie dobrze nam jest we Wrocławiu, ale kto wie…

Marta

Nie staracie się właśnie o kredyt na własne mieszkanie?

Anna

Staramy, więc tym bardziej… Tak duże zmiany jak zmiana pracy nie wchodzą teraz w grę.

Marta

Też tak sądzę.

 

Dziewczyny piją po łyku piwa.

 

Marta

Wiesz, Paweł programuje. Jego największą pasją jest praca. Potrafi przy tym spędzić kilkanaście godzin niemal bez przerw. Ludzie chcą się od niego uczyć. Jest w tym naprawdę dobry. Czasem ciężko mi do niego trafić, kiedy siedzi taki zaangażowany. Świata nie widzi poza ekranem.

Anna

Andrzej też jest pochłonięty swoją pracą. Czasem w weekendy robi dodatkowe rzeczy, bo chce szybko dostać awans. Podobno ma duże szanse wygrać najnowszy job posting w firmie.

Marta

Byłoby fajnie! Mój Paweł dostał właśnie świetny projekt. Przyniesie dużo pieniędzy i renomę. W sprawie pieniędzy, jak z tym Waszym mieszkaniem?

Anna

W przyszłym tygodniu powinniśmy dostać odpowiedź na wniosek kredytowy i wtedy od razu kupujemy. Mamy świetną miejscówkę na obrzeżach centrum, bo wiesz jak to z cenami w centrum.

Marta

No tak, tak. To sporo tysięcy… My już to mamy za sobą. Wszystko pięknie urządziliśmy. Ikea miała w tym swój znaczny udział.

Anna

Ano, meble z Ikei są w porządku. Przecież nikt nie chce mieć takiego samego wystroju przez całe życie, więc nawet jak się zniszczą, to można kupić nowe.

Marta

Dokładnie. Design mają niezły, a ceny przystępne. Czego chcieć więcej… Paweł obieca…

 

Cichy obserwator całkowicie traci zainteresowanie. Ziewa. Wstaje, płaci i wychodzi. Na zewnątrz śnieg pada w najlepsze, a mały rudy kot miauczy rozpaczliwie nieopodal.

 

Nie potrzebuję życia, bo mam…

… pasję?

Nie, pracę.

 

Smutne, bo prawdziwe w zbyt wielu przypadkach.

Wolność to… część 1.

 

Wolność to…

coś, o czym wszyscy marzymy. A może tak nam się tylko wydaje?

 

 

Chcemy być niezależni, niepohamowani i niczym nieograniczani, a jednak pakujemy się w (kolejność przypadkowa):

 

  1. Kredyty
  2. Małżeństwo
  3. Dzieci
  4. Rodzinę (brzmi kontrowersyjnie? Bardzo dobrze)
  5. Wątpliwe inwestycje
  6. Wątpliwsze kooperacje
  7. Pechowe umowy
  8. Nałogi
  9. Opresyjne relacje
  10. Opresyjne ideologie
  11. Narzucone przekonania
  12. Religię
  13. Pracę na etacie
  14. Inne

 

Gdzie jest ta nasza wolność? Czy ona w ogóle JEST?

 

Na co dzień raczej o niej nie myślimy, bo to niewygodne. Moglibyśmy się gorzej poczuć, stracić humor. Lepiej kontynuować życie w iluzji. Tak robimy i będziemy robić. Może wcale nie marzymy o wolności? Może jest nam niepotrzebna?

 

Czym w zasadzie jest wolność?

 

Możliwością zrobienia tego, co się chce, kiedy się chce i z kim się chce? Możliwością wstania i wyjścia – pójścia dokładnie tam, gdzie akurat mamy ochotę? Bez tłumaczenia się komukolwiek. Możliwością wyruszenia w podróż bez planu i ograniczeń w dowolnie wybranym towarzystwie? Możliwością kupienia sobie tego, na co mamy ochotę? Możliwością spotykania się z A, B i C bez konsekwencji? A może to byłby już chaos i rozpasanie? Możliwością rzucenia wszystkiego co jest teraz naszym życiem i spróbowanie “od nowa”?

 

Nie powiem, czym wolność jest dla mnie, ale Ty pomyśl, czym jest dla Ciebie.

 

Gdzie są granice wolności?

 

Czy ludzie byliby w stanie „żyć na wolności”, takiej niczym nieposkromionej?

 

Obawiam się, że nie i że wtedy mogliby stracić sens. W rzeczywistości ludzie nie chcą być wolni i nigdzie “nieprzywiązani”. Lubią mieć swoje korzenie, swoje miejsce na świecie i takie tam. Potrzebują poczucia obowiązku, odpowiedzialności i przywiązania. Chcą być komuś potrzebni – dziecku, kotu, przełożonemu, żonie, rodzicom, przyjaciołom, firmie, światu, komukolwiek. Chcą być po prostu potrzebni.

 

Brak obowiązków, przywiązania do miejsc i ludzi generuje nieszczęście – zawieszenie w jakiejś trudnej do zdefiniowania próżni. Po co tu jestem? Czy jest coś sensownego, co mogę zrobić (dla innych?) zanim skończy się mój czas? Chyba każdy choć raz zadał sobie te pytania. Dlaczego tak często ludzie starsi albo bezdomni tracą sens istnienia? Powodów może być bardzo wiele i wszystko zależy od przypadku, ale jeden z pewniaków to: nie czują się potrzebni. Nie mają sił, zdrowia ani planu co jeszcze mogliby zrobić, a przede wszystkim brakuje im kogoś, kto okazałby zainteresowanie.

 

Większość z nas potrzebuje ludzi. Pozostała część też. Można mieć jednak “życiowe cele” niezwiązane z ludźmi, jak np. napisanie książki, stworzenie nowego utworu, namalowanie obrazu, zbudowanie innowacyjnego urządzenia i tak dalej. Wydawałoby się, że to nie ma nic wspólnego z ludźmi, ale… bez ludzi, bez odbiorców te wszystkie wytwory pozostaną niezauważone. Cel, jaki by nie był, zawiera w sobie pierwiastek ludzki. Twórca potrzebuje odbiorców – osób, które zobaczą i skomentują jego pomysły. Że też to wszystko tak wygląda!

 

Czy wolność to żart?

 

Gdzieś głęboko pragniemy być wolni, ale bez przesady. Może tak na chwilkę? Na jeden dzień, weekend, miesiąc? Potrzebujemy tylko troszkę wolności, tylko tyle, żeby na moment się oderwać. Odskocznia od codzienności potrzebna jest tylko czasem i trzeba uważać, żeby po tym wszystkim można było bezboleśnie wrócić do szarej, bezpiecznej codzienności.

 

Także ten

 

wolność to iluzja

 

a jej pragnienie to żart

 

 

PSsst. Uciekam w te słynne Bieszczady!

PSSsst 2. Nie czuj się źle. Ja też w tym siedzę.

PSsst 3. Wiem, że w kwestii wolności można by tworzyć wielkie elaboraty, ale na ten moment to wszystko!