Telewizor to gówniana sprawa

Hałaśliwa elektroniczna bezużyteczna bestia, czyli…

 

TELEWIZOR

 

Frustruje i irytuje. Sama egzystencja tego obiektu w moim najbliższym otoczeniu wpływa na mnie negatywnie. Potrafi w momencie wywołać „Hulk mode”, czyli nagły (lub narastający) atak wściekłości… Ta elektroniczna puszka włączona non stop generuje nieskończoną ilość zbędnego hałasu i bodźców, które doprowadzają mnie do szału. Tak, do SZAŁU. Wysyła mi niepotrzebnie nadmierne pokłady najbardziej przyziemnej energii (jeśli nie podziemnej).

 

Powiedzcie mi, jak w ogóle można funkcjonować z nieustannie brzęczącym, odmóżdżającym przedmiotem w tle?

 

Własnych myśli się nie słyszy (a może to o to chodzi?). Ja tak nie mogę. Wchodzę do pomieszczenia, gdzie to jest włączone i w momencie boli mnie głowa. Wkurzam się gdzieś w środku i muszę wyjść, bo dopada mnie narastająca irytacja. Ludzie sprytnie zagłuszają myśli tym jakże społecznie pożądanym przedmiotem. Najlepiej, żeby miał jak najwięcej cali i „hałasował” bez przerwy… „Bendziemy se puszczać fajne kabarety na wjelkim ekranie, Grażyna.” Bleh.

 

Cisza, książka lub własna muzyka, film na życzenie, ten, który SAMA sobie wybrałam – to jest rozwiązanie idealne. A nie zappowanie w poszukiwaniu najlepszego z durnych filmów i tracenie na to czasu albo słuchanie co jeden prezenter z drugim mają do pobzdurzenia. „Ależ on ma białe zęby!”, „Jaka ona mądra! Nie tylko ładna, ale i mądra”. Tylko, że telewizja to taka ładna ILUZJA. Byłam nie raz „za kulisami” i to nie tylko w Polsce, za granicą również, i wiem z doświadczenia, jak się sprawy mają i że prawie każda, nawet najmniejsza sytuacja jest dobrze napisana, a jeszcze lepiej wyreżyserowana. Z grą aktorską różnie to bywa… Gdyby pasowało, użyłabym jednego z ulubionych hasełek: „szkoda strzępić ryja”, ale bardziej pasuje: „szkoda płyty głównej na telewizyjne głowno”. Telewizja reprezentowana dumnie przez telewizor to naprawdę świetny sposób na wrzucanie sobie śmieci do mózgu. Do żołądka wrzucamy śmieci, do mózgu też można. Czemu nie? Ohyda.

 

Wszystko, byleby tylko nie myśleć za dużo, a tym bardziej rozmyślać. To mogłoby zaboleć.

 

 

A mnie się dobrze siedzi w ciszy, powiedziałabym wręcz, że najlepiej. Mru.

 

 

Psst. Wiem, Ameryki nie odkryłam, ale upuściłam sobie trochę żółci na papier. No, na ten elektroniczny.

Psssst. Piękny obraz, trafia w moją estetykę, ale ma w sobie coś gównianego (niczym telewizor).